1800 ZNAKÓW

Wysłałam kilka dni temu fragment „Peluni” – troszkę pozmieniany – na konkurs radiowy (w jedynce) „Zatrzymać czas”. Wczoraj ogłoszono nazwiska trojga półfinalistów konkursu i przeczytano ich opowiadania. Teraz słuchacze esemesowo mają wytypować zwycięzcę.
Nie będę nim w żaden sposób, bo nie jestem półfinalistką. Ba, odpadłam w przedbiegach! Bo tekst nie mógł przekroczyć 1800 znaków, a mój przekroczył. Pani redaktor powiedziała wczoraj, że ci, którzy liczyli (jak ja), że się uda – przeliczyli się, bo licznik liczył te znaki i gdy było przekroczenie, to od razu – pa, dziękujemy.
No trudno.

POWYSYŁAŁAM

Wysłałam na konkursy:
– „Maski” i „Pelunię”
– trzy opowiadania romansowe
– wspomnionko „Słowiczek i radio”.
Melduję o tym, żeby w ogóle coś napisać, bo blog znowu przeleżał się odłogiem i jak tak dalej pójdzie, niedługo zapomnę, jakie ja tu mam hasła i loginy. 😉

ZNAD ARIANKI

Strugę, nad którą stoi mój dom, niektórzy nazywają rowem lub kanałkiem. Okropne! My mówimy na nią „rzeczka”. Rzeczkę nazywamy Arianką.
Cieszę się, że mamy „własną” rzeczkę, palimy nad nią ogniska, kiedyś nawet pływaliśmy nią… splyw

Mam też bardzo blisko do jeziora.
Jako zodiakalny Rak kocham wodę. Bardzo też lubię spływy kajakowe. Akcję mojego opowiadania, tego na konkurs, umieściłam właśnie na spływie. Zatytułowałam je (z tytułami mam zawsze wielki problem!) „Opowieść znad Żejmiany z miłością w tle”. Żejmiana to rzeka na Litwie, którą kilkakrotnie płynęłam…
Opowiadanie pisałam jednak bez polotu, na siłę. Efekt jest tego świadectwem. Tekst wyszedł szkolny, harcerski, nie sądzę, by wzbudził większe emocje. Nawet się zastanawiałam, czy tego po prostu nie wywalić do kosza, ale mi się szkoda zrobiło tylu godzin przesiedzianych przy kompie „w męce twórczej” (tfuuurczej?).
Cóż, nie oszukujmy się: tym razem nie chciało mnie musnąć nawet najmniejsze piórko anielskie. Bywa i tak…