JAK POMYLIŁAM SZCZYGŁA ZE STASIUKIEM

Znam doskonale ich obu. Oczywiście nie osobiście. Uwielbiam ich książki. A jednak gdy stanęłam oko w oko z tym pierwszym, machnęłam się tak głupio, że aż wstyd. To był CZESKI błąd i mam nadzieję, że autor książki o Czechach wybaczył mi przejęzyczenie. Zamiast „Gottland” powiedziałam  „Deutschland”!!!
W jakiś czas potem Mariusz Szczygieł był gościem redaktora Michała Nogasia w audycji trójkowej „Z najwyższej półki”. Spotkanie dotyczyło antologii polskiego reportażu „100/XX” pod red. M.Szczygła.
Redaktor Nogaś rekomenduje książki i je rozdaje. Gdy ma się szczęście, można je zdobyć. Dodzwonić się w tej sprawie do trójki wprawdzie nigdy nie zdołałam, ale… Raz mi się udało zdobyć książkę drogą sms-ową (książka biograficzna o BB, taka sobie), a drugi raz – drogą mailową. To było z kolei po audycji z Angeliką Kuźniak, autorką „Papuszy”, napisałam o wierszach Papuszy i o Cyganach pamiętanych z dzieciństwa… Redaktorowi widać przypadło to do gustu, bo przysłał mi książkę.
Po tej audycji ze Szczygłem ostrzyłam sobie zęby na jego antologię i spróbowałam ponownie – wzruszyć redaktora Nogasia albo rozśmieszyć… Właśnie tą historią z czeską pomyłką.
Redaktor jednak tym razem pozostał nieczuły na moje epistolarne wdzięki. Albo może miał w bazie danych, że dostałam już dwie książki i mi się więcej nie należy.
Trudno.

JESTEM LETNIA JAK TEGOROCZNE LATO

Lipiec za progiem, a pogoda niestety nadal niewiele ma wspólnego z latem. Zimno nie jest. Gorąco i słonecznie nie jest tym bardziej.
Jest letnio.
Takoż i ja. Nie chce mi się wdawać w gorączki. To znaczy – w konkursy. Coś wymyślać, gdzieś wysyłać. Natrafiam tu i tam na jakieś info o konkursach na opowiadanie. Terminy nadsyłania prac: jeden do 30 czerwca, inny do 15 lipca, jeszcze inny do 30 października. Myślę: no, może spróbuję… jeszcze zdążę… nawet coś nowego napisać… albo z tych starych coś wysłać… gdybym się tak zebrała… zmobilizowała…
I na myśleniu się kończy. I się nie zbieram ani nie mobilizuję. Letnia jak to lato. Nawet coś gorszego na „le”. Leniwa.
To chyba najlepszy dowód, że nie traktuję swojego pisarstwa poważnie.
Ale, ale… Dziś przeczytałam, że – gdy chodzi o pogodę  – lato ma być d y n a m i c z n e.
Może więc i mnie coś ruszy?
W ostatecznym wypadku – może zdążę do jesieni?.. 😉

WITAJ, LATO.

Wprawdzie w pierwszym dniu lata, 21 bm., było tak zimno, że rozpaliliśmy w kominku, ale pogoda wreszcie zaczyna lato pomału przypominać…
Od dawna tradycyjnie witamy zakończenie roku szkolnego i nadejście wakacji (aczkolwiek wakacje już mamy non stop). Tradycja = siedzenie z piwkiem na pomoście ulubionego nadjeziornego baru Bryza i gapienie się na zachód słońca. Fajny zwyczaj, prawda?
Dziś jednak aż do zachodu słońca tam nie posiedzimy, bo mamy jeszcze w planie imprezę muzyczną na rynku naszego miasteczka: najpierw występ zespołu naszego domowego basisty, a potem – bluesmana Roba Tognoniego. Trzeba przygotować jakieś marynary do wymachiwania. 😉

WESOŁYCH WAKACJI! 🙂

WOLĘ TARAS

taras

Porannie – kawa i słońce z lewej, przebijające się przez pergolę obrośniętą winoroślami. Wieczornie – piwo i słońce z prawej, pomału znikające za domem sąsiadów. Naokoło żółtawa zieleń ligustrów i brunatna czerwień berberysów okalających taras. Daleko na wprost: sad, pola zielone, las…

W ciągu dnia – ogród. Odchwaszczanie, wycinanie, przesadzanie. Przedwieczornie – podlewanie kwiatów i winorośli.
To są teraz moje zajęcia. W pewnym sensie kreatywne i artystyczne nawet, mimo że nie pisarskie. Moja wena gdzieś sobie odleciała, ale nie martwi mnie to wcale. Wolę taras.
Dziś sączyliśmy wieczorne piwo ze świadomością, że jutro będzie najdłuższy dzień w roku, potem już poleci w dół…

Trzeba celebrować takie chwile.
I tyle na dziś. 🙂

01-08-08_171812

50 PLUS TEŻ PO ODGRZANIU

Opowiadanie „Www.piecdziesiatplus.pl”, jak wszystkie – ma swoją historię. Pomysł w nim wykorzystany zrealizowałam najpierw w „Maskach”. Po przywróceniu do życia Adama musiałam jakoś uzasadnić jego późniejsze zniknięcie, wymyśliłam więc jego żonie wątek romansu wirtualnego, po którym to małżeństwo ostatecznie się rozpadło.
Wątek ten, rozbudowany i trochę zmieniony, stał się potem konstrukcją osobnego opowiadania. Bo pomyślałam sobie: czemu nie? Do konkursu na opowiadanie romansowe miłość wirtualna pasuje jak najbardziej. „Zaczynem” stała się historia pewnej osoby (z pewnością nie odosobniona, w necie nawiązują się zapewne miliony takich romansów). Moją ambicją było przedstawić tę historię  trochę jak groteskę, kicz… Nie wiem, czy mi się udało, bo niektóre osoby komentujące opowiadanie jednak tego kiczu nie czuły.
Ba, jak to często bywa – ktoś się dopatrywał w tej historii traumatycznych przeżyć samej autorki.
Co oczywiście nijak się ma do mojego życia. Jest fikcją literacką. Widocznie jednak brzmi wiarygodnie. Co jako autorkę – bardzo mnie cieszy. 🙂

ROBIĘ PORZĄDKI

Niedługo zniknie strona „Opowiadania (i ew. powieści)”, bo przenoszę z niej opowiadania na nową stronę. Teraz każde opowiadanie będzie się wyświetlało osobno.
Mam też ładny obrazek na stronie głównej. I wklejone dyplomy (te z kolei w Niecodzienniku).
Wszystkie te zmiany uczynione zostały częściowo przeze mnie, a głównie przez Zuzannę (Zuziu, dzięki!).
C.d. zmian nastąpi, bo już sama umiem to i owo. 😉

W ŻAR EPOKI UŻYCZĄ WAM CHŁODU TYLKO DRZEWA, TYLKO LIŚCIE

areianka„Ze wszystkiego, co żywe na świecie, najbardziej bezbronne są rośliny. Cierpią w milczeniu i za to je kochamy. Bez wołania o pomoc znoszą wyrywanie z korzeniami, obcinanie kwiatów i zrywanie owoców. Nauczyć się tego samego jest najlepszym wyjściem człowieka.
Jeżeli masz kawałek ziemi – masz szansę. Obcując z roślinami, staniesz się jak one niezależny i spokojny w cierpieniu i w szczęściu. Posiądziesz tajemnicę istnienia, którą one posiadają.
W oddaleniu od chaosu tonącego świata schronisz się w miłości do twoich kwiatów, drzew i owoców. W ich cieniu możesz bez wstydu płakać i śmiać się. Otoczą cię cichą opieką barw, które lubisz i kształtów, które podziwiasz. Rośliny są doskonałe zarówno w prostocie, jak i w bogactwie.
Siedząc w zielonym schronie, jesteś Bogiem twoich roślin. Modlą się do ciebie każdym nowym, delikatnym jak niemowlę liściem. Wdzięczne za wodę w czasie suszy, za troskliwość podczas choroby, wypłacą ci uspokojeniem i wyciszeniem wewnętrznego rozdygotania zabijającego twoją istotę.
Pieląc chwasty, pielisz zło w sobie.
Jesteś Bogiem twoich roślin, a one są twoim Bogiem.
Bóg jest ogrodnikiem istnień, a ty jesteś podobizną Boga.
Tylko tak rozumując, możesz pojąć istotę świata i krótką teraźniejszość przed powrotem tam, skąd przyszedłeś. (…)
Bez nienawiści pomyśl o ziemi, która cię przykryje.”
Słowa te trzysta lat temu napisał Pers, Abdul Assad Saadi Salman. Nawet nie wiem, czy istniał naprawdę, czy tylko wymyśliła go Krystyna Kofta, nieistotne. Znalazłam te słowa w jej książce  „Ciało niczyje” i prawie w całości tu przytaczam.
Nie jestem rozdygotanym dzieckiem betonowego miasta. Aż do matury mieszkałam w arkadyjskim miejscu nad rzeką, nad którą rosły wierzby płaczące i bzy.  Miejsca mojego życia to małe miejscowości – pomijając pięć lat studiów w mieście wojewódzkim średniej wielkości, zresztą też bardzo zielonym…
Nie ma też we mnie – chyba – wielkiego zła. A może wypleniam je z siebie, pieląc chwasty? Nigdy nie lubiłam ogrodowych prac, ani w dzieciństwie, ani potem, gdy sama stałam się właścicielką ogrodu. Otoczenie domu jednak musi jakoś wyglądać, więc coś tam grzebałam z konieczności przy kwiatach i krzakach. Odchwaszczanie to była moja największa zmora.
Ale od jakichś dwóch, trzech lat zauważam zmiany. Coraz bardziej lubię „ryć w polu”. I radość z posiadania ogrodu mam coraz większą. Paradoksalnie zresztą – bo sił do tego rycia coraz mniej… Pomalutku, pomalutku jednak – codziennie choć trochę, codziennie coś.
A nad Arianką drzewa i liście, jak w piosence Jonasza Kofty, udzielają nam schronu, szczególnie teraz, gdy nastały upały. Zresztą i wokół domu, i wokół tarasu coraz bujniej, coraz zieleniej. Coraz piękniej.
Może to zabrzmi  zbyt górnolotnie – ale myślę, że od tej zieleni, od tych zachwytów dla oczu i serca – piękniej i we mnie.

KRÓLIK W SZPARAGACH – DANIE ODGRZEWANE

Na konkurs „Kobiecym okiem”, zorganizowany kiedyś przez nasz DK (pisałam już o tym), napisałam dwa opowiadania. Pierwsze, „Mam na imię Nadzieja”, mówiło o relacji synowa-toksyczna teściowa. Odgrzałam potem ten pomysł i rozbudowałam w powieści „Maski”.
Drugie opowiadanie bynajmniej nie było „kobiecookie”, bo wymyśliłam mu męskiego narratora – po nieporozumieniach z dziewczyną przypadkiem z metropolii trafił na prowincję sielską-anielską i zaczął odkrywać jej uroki. Tytułowe „Miłowice” to trochę moje miasteczko i jego okolice, bohaterowie oczywiście są fikcyjni (choć nie całkiem i nie wszyscy…).
To opowiadanie odgrzewałam dwa razy. Najpierw – trochę tę historię zmieniłam i przede wszystkim – skróciłam do 18000 znaków, bo takie były wymogi kolejnego konkursu („PIN i zielonym” – pisałam już o tym). Tak powstał „Królik w szparagach”.
Po raz drugi odgrzałam „Królika”, tym razem już bez istotnych zmian, w trakcie trwania konkursu „romansowego” na FB. Bo przecież ta historia jakieś tam romansowe treści zawiera.
Zamieszczam to opowiadanie na stronie „Opowiadania”. Może spodoba się komuś, kto tak jak ja kocha jeziora i małe miasteczka.  Zapraszam do lektury.

szparagi