W GÓRY, W GÓRY…

gorkiZa parę dni ruszamy do Karpacza na spotkanie pospływowe. Przy okazji chciałam wycieczkę przedłużyć o okoliczności niemieckie i czeskie, ale auto mamy w proszku i plany trzeba było zrewidować.
Nie powiem o sobie, że w górach jest wszystko, co kocham. Wolę morze, jeziora, moją Ariankę. Lecz wypady w góry też mają wiele uroku. Poznani nad jeziorem Żejmenys Litwini zachwycali się urodą naszego kraju, mówili, że mamy tu wszystko, a najbardziej zazdrościli nam gór.
Choć ze mnie żadna „góralka”, po górach trochę pochodziłam. Największy hardkor to była dwutygodniowa wyprawa w Beskidy. Obóz wędrowny – w czasach, gdy całą aprowizację trzeba było dźwigać z sobą, namioty (bo nie zawsze znajdowaliśmy miejsca w schroniskach), puszki, chleby. Z dwunastokilogramowym plecakiem (i tak najlżejszym na całym obozie) truchtałam, patrząc pod nogi, w pożyczonych trampkach, bo moje nowe trapery już w pierwszym dniu obtarły mi pięty, nie mając możliwości ani nawet ochoty, by zachwycać się widokami. Po kilku dniach podzieliliśmy się na dwie grupy, wysokogórską i nizinną, i ta druga, w której byłam (a z konieczności ze mną mój mąż) niektóre górskie odcinki, o hańbo, pokonała autobusem.
Ale jakże miłe dzisiaj mamy wspomnienia. Ech, młodość!…

Najbardziej lubię wypady w góry na dwa, trzy dni. Wtedy wędruję górskimi szlakami całkiem dzielnie i z radością. Tak, mam nadzieję, będzie i tym razem.
Byle pogoda nam dopisała. Lecz jeśli nie, zmienimy wariant wypadu na knajpiany. 😉 I też będzie dobrze.

Aha, bo zapomniałabym: wysłałam dziś dwa opowiadania na konkurs „Chimery”.

Reklamy

4 komentarze do “W GÓRY, W GÓRY…

  1. Góry w wersji nizinnej lub knajpowej 🙂 Gdyby nie Ty, Haniu, nigdy bym na to nie wpadła. Ja podrywałam chłopaków na „och, jakie mam odciski, chyba SAMA nie dam rady wejść na ten szczyt”. Wisienka na torcie, czyli Mąż, holował mnie na Zawrat. I patrz – od 24 lat już się tak za łapki trzymamy, nie możemy przestać 🙂 🙂 🙂

  2. Góry są najpiękniejsze w pierwsze dni jesieni. Tak jak teraz. Jeszcze w miarę ciepło, jeszcze niemal do dwudziestej jest widno i można długo wędrować, tak długo by potem odczuwać zmęczenie. Ale to, co najbardziej lubiłam* podczas wypraw górskich, to bycie razem z innymi i pokonywanie własnej słabości. Gdy idziesz w góry wiesz, że nie możesz pozwolić sobie na nonszalancję, one domagają się od ciebie i uwagi, i skupienia. Morze jest inne – nie jest tak wymagające i nie jest zazdrosne, przynosi wytchnienie i jest miłe w dotyku. Zwłaszcza okoliczności okołomorskie – jak choćby piasek na polskich plażach. Można też odpłynąć w myślach.
    Haniu zwyczajnie Wam zazdroszczę.

    *lubiłam, bo niestety kolana powiedziały NIE

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.