KOLEJNY RAPORT

Wysłałam wreszcie opowiadanie na konkurs „Wysokich Obcasów”.
I wciąż robię korektę. Prócz tekstów cudzych – również swoją dawno nieczytaną „Balladę” wzięłam na warsztat. Usuwam z niej rozliczne „już”, „jakie”, „Jednak”, „nawet”, „wreszcie” i inne takie…
Dostałam bowiem propozycję wydawniczą – od jednej z koleżanek z gruby fejsbukowej, ona ma staż w wydawnictwie, które – tak się domyślam – chce poszerzyć ofertę. Propozycję otrzymałam nie tylko ja oczywiście.
Wysłałam kilka opowiadań i moje powieści, ale czy się nadadzą – o tym wydawcy dopiero zdecydują. Na internetowej stronie wydawnictwa przeczytałam, że czekają na „mocne książki”. Obawiam się, że powieści dla gospodyń domowych, jak nazywam swoje „produkcje”, mocne nie są.
A co będzie – poczekamy, zobaczymy…
Z innej zaś beczki: wróciło lato! Dziś był piękny wrześniowy dzień, a na finał – przesympatyczny wieczór z przyjaciółmi na tarasie.

Reklamy

NA KONKURS I POZA KONKURSEM

Krótki meldunek z działki pisarskiej:
1. Wciąż trwają moje prace korektorskie, o których wspomniałam poprzednio – ale już zmierzam ku końcowi.
2. Opowiadania na konkurs wciąż nie wysłałam. Termin jest do końca września, mam nadzieję, że go nie prześpię!
3. Na stronie „Opowiadania” zamieściłam przed chwilą opowiadanie, o którym całkiem zapomniałam! Napisane wiosną, w czasie trwania tego konkursu fejsbukowego na opowiadanie romansowe. Oprócz swoich konkursowych, nudząc się któregoś razu, dopisałam i wysłałam jeszcze jedno opowiadanie, pozakonkursowe – bo było można. Trochę przewrotnie nadałam mu tytuł „Poza konkursem”. Chodziło mi głównie o zaskoczenie czytelnika.
Zapraszam do lektury.

ZALEGAM

Znów zalegam, choć bynajmniej nie na szezlongu. Na szezlongu zresztą zalegać nie umiem (pomijając już, że nie mam owego), bo wciąż jestem kobietą aktywną (choć domową).
Z blogowaniem zalegam. Mimo że sobie tylekroć obiecuję…

Spróbuję choć trochę nadrobić zaległości.
„Blizna” już „dopieszczona” i chyba niczego więcej w niej nie zmienię – ale wciąż jej nie wysłałam. Czemu? Bo ja wiem…
Wśród grzybobrań, zaprawiań, gotowań, prań i prasowań znajduję też trochę (nawet sporo) czasu na działania wprawdzie nie pisarskie, ale z pisarstwem związane. Zrobiłam korektę najnowszego numeru gazety miejscowej (tym chciałabym się zajmować i w przyszłości), a teraz robię korektę tekstów nadesłanych mi przez Gienka Kurzawę (wspomnianego tu już jakiś czas temu). Właściwie nie są to jego teksty, a Andrzeja K. Waśkiewicza, które Gienek chce wydać. Głównie przecinków się czepiam i je dostawiam (rzadziej – likwiduję). Aż się boję, czy to nie jest nadmierna ingerencja w dzieło Mistrza. 😉 Bo ja, cóż – belferka tylko i interpunkcyjny ortodoks…
A co do grzybów – nazbieraliśmy już sporo. Głównie w dwóch „naszych” miejscach (używam cudzysłowu, bo takie one nasze, jak i innych grzybiarzy, na ślady których trafiamy raz po raz). Nazywamy te miejsca Prawdziwkowym Laskiem i Podgrzybkową Dolinką. Wczoraj wróciła słoneczna pogoda, więc już trzy sznurki grzybów suszą się na słońcu i wietrze. Tak pięknie potem zimą będą pachniały…