WINOBRANIE

winobrNadal jest wczesnojesiennie, pięknie, słonecznie i właściwie mogliśmy jeszcze trochę poczekać ze zbiorami. Ale baliśmy się, że szpaki nas uprzedzą, bo już zaczęły nas okrążać.
Winogrona przydomowe (jasne, deserowe) zapowiadały się w tym roku na olbrzymy, niestety najpierw spalił je lipcowy żar, a potem dotłukła zaraza.
Winniczka z ciemnymi przerobowymi ocalała, bo w czasie lipcowych upałów niedojrzałe jeszcze gronka zasłoniła przed słońcem ściana nieprzyciętych liści. Czasem dobrze jest coś robić niefachowo. 😉

Winniczka to i tak za duże słowo. Raptem jedenaście krzewów. Tegoroczny (sprzed paru dni) zbiór wystarczy jednak na balon wina. A może nawet na dwa.

Reklamy

PAŹDZIERNIKOWO, ROWEROWO

jesiennie 038Piękny dziś był dzień. Wczesnojesienny, słoneczny, nie tak upalny jak latem – w sam raz na rower.
Przyjechali do nas znajomi i zrobiliśmy sobie piękną rowerową wycieczkę. Kiedyś objechaliśmy z nimi jezioro Lubniewsko, dziś – jezioro Lubiąż. Przy okazji nazbieraliśmy też trochę grzybów, bo dosłownie same się pchały pod koła.
Ja się niezmiennie zachwycam urodą naszych okolic i taka jestem dumna, gdy naszym gościom się tu podoba, jakbym ja sama była tych piękności stwórcą. 🙂

Ach, rower… Tak lubię jeździć na rowerze. Nie sportowo ani tym bardziej wyczynowo. Nie mam żadnych gadżetów, akcesoriów, nawet „obcisłego”, choć to najwygodniejszy strój na rower.
Tak zwyczajnie. Rekreacyjnie lub na zakupy.
Radośnie.
Zapraszam do lektury – w niecodzienniku właśnie popełniłam rowerowy wpis.

MIASTO 44

mia44Byłam wczoraj na tym filmie. Wciąż nie mogę się pozbierać. Ostatnio tak wbiła mnie w kinowy fotel  „Papusza”, wcześniej „W ciemności”.
„Miasto 44” to film ogromnie poruszający. Ściskający za gardło. Bardzo dobrze zrealizowany (efekty specjalne zasłużenie nagrodzono na festiwalu w Gdyni), według najlepszych wzorców sztuki filmowej. Sceny bombardowań, wybuchów, walki przeplatają się z melodramatycznymi, podczas których ma się mokre oczy. Jedne i drugie chwytają za serce, jedne i drugie zresztą – skąpane są w powodzi krwi, brudu, potu, łez.
Prócz jednostkowych bohaterów i ich (również miłosnych) historii film ma bohatera zbiorowego. Jest nim powstańcze, umęczone miasto. Wbite do ziemi, skazane na zagładę, umierające – i nie zamierzające skonać, choć dzieje się to na granicy obłędu.

Na sali kinowej niewielu było dorosłych, większą część widowni stanowiła młodzież i to bardzo młoda młodzież – gimnazjalna. Przed seansem ze strachem myślałam, jak zniosę to chrupanie popcornu z rozlicznie zakupionych przez młodych ludzi ogromnych pojemników, szelesty papierków, siorbanie i może jakieś głupie śmiechy.
Lecz ich także film wbił w fotele. Nikt nie chrupał, chyba że bezszmerowo.
Wielu płakało.

KOBIETA NIE CAŁKIM ELEGANCKA

Kiedy byłam dziewczynką w wieku szkolnym, mama czasem wysyłała mnie na targ. Na taki prawdziwy targ, który odbywał się we wtorki i piątki na targowisku miejskim i był oceanem smaków, zapachów, kolorów i jazgotu targujących się klientów i przekupek. Z boku stały wiejskie wozy, konie robiły kupę, kury się darły… Trochę podobny do tego z czasów mojego dzieciństwa jest targ w Kazimierzu Dolnym, tam rzeczywiście okoliczni rolnicy sprzedają swoje ziemiopłody. Ale można też kupić banany, owoce kiwi czy jeszcze większe egzoty. Kto w dawnych czasach widział egzoty na polskich targach?

Mama zwykle wysyłała mnie po jajka. Przykazywała, bym najpierw przeszła się wśród straganów i poszukała, gdzie są tańsze. Ale ja zawsze kupowałam jajka u pierwszej z brzegu przekupki i szybko robiłam w tył zwrot, bo mi się wydawało, że gdy zacznę przebierać, wybierać i w końcu kupię u jakiejś pani, to tym innym będzie przykro, że nie u nich.
Z chodzeniem po sklepach mam podobnie. Najchętniej dokonałabym zakupu w pierwszym z brzegu i nie musiała już łazić po innych. Ja zwyczajnie, choć to jest mało kobiece, nie lubię chodzić po sklepach. A gdy już muszę, zakupu dokonuję często na łapu-capu i potem jestem wprawdzie zadowolona, że już mam to z głowy, ale rozdarta, że mogłam poszukać czegoś lepszego… Dlatego ostatnio, o ile to możliwe, nie dokonuję zakupów w „prawdziwych” sklepach, zdając się na lumpeksy i w ogóle czyniąc to rzadko.
Czasem jednak trzeba odstąpić od tych przyzwyczajeń. Na przykład gdy zapragnie się zostać kobietą elegancką i wejść w posiadanie sukienki typu mała czarna. Czego usiłowałam dokonać w dniu wczorajszym i co opisałam w niecodzienniku.

Zapraszam do lektury „Małej czarnej”.