GERDA

gerdaWczoraj były jej imieniny. I choć jednocześnie doświadczałam wielu emocji związanych z niedzielą wyborczą – przez cały dzień wracałam myślą do niej.
Naprawdę na imię miała Gertruda, lecz mąż, rodzina, bliscy nazywali ją Gerdą, a nawet Gerdzią. Poznałam ją w dniu rozpoczęcia roku szkolnego, w szkole, w której obie zaczynałyśmy pracę. Miała paziową fryzurkę z grzywką, błękitną dżinsową spódnicę i takież buty na platformach, wówczas bardzo modne. Jako dwie nowe, od razu przylgnęłyśmy do siebie. To nawet było dziwne, bo Gerda dość opornie i ze sporą nieufnością nawiązywała kontakty. Tym bardziej więc czuję się wyróżniona, że padło właśnie na mnie. Można bez przesady powiedzieć, że Gerda i Olek, jej mąż, starsi od nas (Janka i mnie) i doświadczeńsi, nas, „mizeroków” (tak na nas mówił ojciec Gerdy, mieszkający w tej samej wsi, z której dojeżdżałam do pracy), przyhołubili. Gościli, dokarmiali, pomagali, prawie że matkowali nam. A przecież różniły nas poglądy na wiele spraw. Mimo to tamtą więź mogę chyba nazwać przyjaźnią.
Gerda była zapaloną turystką, ciągała uczniów i mnie na różne wycieczki i rajdy. Byłyśmy z młodzieżą na dwóch obozach wędrownych, na Mazurach i Suwalszczyźnie, a rok później na Pojezierzu Drawskim. To były czasy, gdy często jedzenie dla uczestników obozu trzeba było zdobywać spod ziemi i Gerda tak postępowała: gdy ją wyrzucano drzwiami, gotowa była wejść oknem i nie ustąpiła, dopóki czegoś nie załatwiła. Ze mnie jako opiekunki najpierw niewielki miała pożytek, aż mi to wypomniała, że spodziewała się po mnie większej pomocy, i za rok już było dużo lepiej.
Z drugiej strony ona, taka trzeźwa, rozsądna i zapobiegliwa, też nie była lepsza niż jej beztroska pomocnica. Obydwa obozy bowiem, w zamierzeniu wędrowne – bynajmniej nie były piesze. Przed wyruszeniem z miejscowości do następnej informowałyśmy uczniów, dokąd mają dotrzeć i… wszyscy, podzieleni na mniejsze grupki, wyruszali na szosę łapać okazję. Czternasto, piętnastolatkowie! Bardzo to ich zresztą rajcowało, nas też. Dziś to jest nie do pomyślenia i niechybnie czekałaby nas nagana z wpisaniem do akt, o ile nie sąd, za karygodne zaniedbanie obowiązków wychowawczych. A gdyby któremuś z naszych podopiecznych coś złego się na tym stopie stało? Przez długie lata potem, ilekroć to z Gerdą wspominałyśmy, żartowałyśmy, że pewnie do tej pory nie wyszłybyśmy z więzienia. Byłam wtedy głupią siksą, ale Gerda? Myślę, że ona bezgranicznie ufała w Opatrzność Boską i dzięki niej, choć opuścił nas rozsądek, nie opuściło szczęście.
Po trzech latach my wyprowadziliśmy się do Lubniewic, a w jakiś czas później Gerda z Olkiem i z dziećmi do Drawna. Praca, dzieci, kłopoty, odległość – nasze kontakty wciąż trwały, lecz siłą rzeczy zmieniły charakter, osłabły, choć nadal od czasu do czasu spotykaliśmy się.
W Drawnie Gerda nie od razu potrafiła się zaaklimatyzować i długo miała do Olka żal, że ją „wywiózł na zesłanie”. Ale to właśnie tam najbardziej rozwinęła swe opiekuńcze, anielskie skrzydła. Kiedy zmarła, na jej pogrzeb przyszły tłumy i dopiero wtedy poznaliśmy w pełni jej zasługi, o których wcześniej mało co wiedzieliśmy, bo nie lubiła się chwalić. Jak wielu ludziom pomogła, ile zrobiła dla biednych, potrzebujących, ile wdzięczności zaskarbiła sobie w ludzkich sercach.
Kiedy zachorowała, od początku przyjmowała to z pokorą, nawet z humorem, zresztą do końca była dzielna i wszyscy mieliśmy nadzieję, że uda jej się wywinąć choróbsku. Ostatni raz rozmawiałam z nią w kwietniu. Już bardzo wycieńczona chorobą, pragnęła dożyć do ślubu swojego najmłodszego syna. Gerda była uparta, wiadomo, że jeśli sobie coś postanowiła, tak musiało się stać. I stało. Ślub odbył się pod koniec kwietnia i była na nim, zmarła na początku maja.
Kochała góry, szczególnie Tatry. Zabierała tam zawsze grupkę uczniów, którym najpierw pomagała w sfinansowaniu wyjazdu, szukając dla nich sponsorów, zdobywając środki. Po raz ostatni wybrała się na taką wyprawę latem ubiegłego roku, w momencie gdy jej stan na trochę się poprawił, a pewnie też radość z górskiej wędrówki dodawała jej sił.
I pewnie tam teraz wędruje nadal, wysoko, jeszcze wyżej niż po szczytach Tatr.

Wciąż bardzo mi Ciebie brak, Gerdziu.

Reklamy

12 komentarzy do “GERDA

  1. To było o mojej Kochanej Mamie – dziękuję Autorce za pamięć o Niej.
    Fantastyczny blog, będę tu z pewnością częściej zaglądać. Pozdrawiam całym sercem 🙂

  2. Piękne, ciepłe słowa o Pani Gerdzie, która dawno temu zaraziła mnie turystyką. Byłam na tych szalonych obozach wędrownych i cudownie je wspominam. Dziękuję, Pani Haniu za te wspomnienia. Gorąco pozdrawiam.

  3. Pamietam to Pojezierze Drawskie…przeciez tam byłam…to smutne , kiedy odchodzi Ktos Bliski, Przyjaciel…Chyba nie nadaję sie do tego świata

  4. Jakaś słabość w człowieku i z biegiem lat, o dziwo, coraz trudniej pogodzić się z tym, że odchodzą nam bliscy (wcale nie najbliżsi). Wzruszyłam się Hanko czytając te słowa o obcej przecież, ale niezwykle bliskiej, przez ten tekst, osobie. Tak to napisałaś, że poczułam jak mi coś siada na ramiona. Smutek a jednocześnie przekaz czegoś dobrego. Tego, że tyle pięknych osób jest wokół. Zwyczajnych, ukrytych w mniejszych lub większych domach. Nie zabiegających o świecznik, medale czy rozgłos w w wątpliwej jakości mediach. Robią swoje. I nagle dosięga ich ten cień, ta jego smuga i już nie mogą się wydostać.

    • Cień dosięgnie nas wszystkich, choć boimy się o tym myśleć. Dobrze by było, żeby i po nas prócz smutku najbliższych pozostał jeszcze ten „przekaz czegoś dobrego”, o którym piszesz.
      Nie wiem, czy ja zasłużę na to. Gerda z pewnością zasłużyła.
      Dziękuję, Alu, że zechciałaś napisać o Niej, mimo że Jej nie znałaś.

  5. Gerda jest mi szczególnie bliska, może dlatego, że podobnie jak ja, kochała Tatry. Podziwiałam przede wszystkim jej wielkie serce i bezinteresowność. Dokonywała rzeczy, zdawałoby się niemożliwych, wręcz przenosiła góry aby te prawdziwe, młodzi ludzie mogli poznać. Niektórzy je w siebie wchłonęli. Pamiętam to wzruszenie, kiedy dowiedziałam się o byłym wychowanku Gerdy, który „wdrapał” się na jakiś zacny alpejski szczyt z polską flagą i wielkim napisem GERDA… Gerda pięknie przeżyła życie.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.