DZIENNIKARKA DOMOWA cz. I

Były to pierwsze lata nowej Polski i rodzenie się wolnych mediów. W ramach tych narodzin pojawiła się „Gazeta Nowa”, z siedzibami redakcji w Zielonej Górze, Gorzowie Wlkp. i bodaj w Głogowie. W r. 1992 znajomy zaproponował mi współpracę z „Nową”.
Ja wtedy byłam matką nieletnich dziatek i nauczycielką z problemami z gardłem, i choć w szkole działałam na maksa, również – osobą marzącą o odmianie zawodowej.
Więc się zgodziłam.
Zaproponowano mi współpracę z działem „Gorzowska terenowa” i mogłam pisać, o czym chciałam.
Zostałam zatem dziennikarką terenową i zaczęłam dostarczać gazecie teksty z lubniewickiego podwórka oraz z paru innych podwórek sąsiednich. Przeważnie były to krótkie artykuliki, podpisywane HB (tak mi to wymyślił ów znajomy, na spotkaniu w kawiarni z redaktorem naczelnym „Nowej” gorzowskiej, wyciągając papierosa z paczki „HB” – jednocześnie to są moje panieńskie inicjały).
Jak wyglądała moja praca? Ho, ho! nie było to tak proste technicznie jak dziś – przynajmniej dla mnie. Oni tam w siedzibie redakcji, w większości wytrawni, doświadczeni dziennikarze, mieli mnóstwo informacji na telefon i mogli je od razu wklepywać do komputera, a ja miałam nieźle pod górkę. Artykuły będące jedynie zapisem moich obserwacji pisałam rzadziej, zwykle było tak, że najpierw musiałam się umówić na spotkanie ze „źródłem” informacji. Wójtem, dyrektorem, prezesem… Potem przeprowadzić rozmowę, w jej trakcie zrobić notatki, zapoznać się z udostępnionymi mi dokumentami itd. Zwykle docierałam do rozmówców samochodem, natłukłam więc sporo kilometrów. Potem w domu siedziałam nad artykułem i dopieszczałam go – robiłam to na papierze, długopisem! Nawet nie wiem, czy istniała już wtedy możliwość przesyłu tekstu drogą internetową, a jeśli nawet – jeszcze nie dla mnie. Jechałam więc do Gorzowa, zostawiałam auto w pobliżu redakcji i spędzałam w niej długie godziny (przeważnie tam marzłam, bo to było zimą i wiosną, a ja jestem zmarzlak straszny) i tam naczelny, poinstruowawszy mnie, jak się robi zapis w komputerze, otwierał mi stosowny plik i wklikiwałam swój tekst… Do dziś na klawiaturze piszę wolno, a wtedy – całą wieczność to trwało.
No i potem ukazywałam się drukiem.
Napisałam tych artykułów sporo. O różnościach. Zwykle o tematyce społecznej, sprawozdawczej, nawet interwencyjnej. Na przykład w obronie pani technik z lubniewickiego punktu aptecznego (Lubniewice nie miały jeszcze wtedy odzyskanych praw miejskich), którą nowa ustawa o technikach i magistrach farmacji skazywała na utratę pracy. O tym, jak rosną mury nowej szkoły (w zamierzeniach mającej być „szkołą XXI wieku”), choć o piętro niższej niż planowano. O nowym wozie strażackim OSP w sąsiedniej gminie, o plenerze fotograficznym w rezerwacie przyrody w Słońsku, o dziurawych drogach…

Do dziurawych dróg i (i nie tylko) wrócę w kolejnym odcinku tych wspomnień, bo widzę, że już mi się rozciągają…

Zatem c.d.n.

ORAZ WSZYSTKIM – DO SIEGO ROKU!  🙂

A NA KONIEC ROKU…
Jiné to nebude/Takie to będzie
Děkuju ti osude/Losie mój dziękuję ci
Za všecko co se stalo/Za te dni dobre i złe
Co nám na dně šálku po vypití kávy zůstalo/Za to co po kawie pozostało mi na kubka dnie
/Jaromir Nohavica/.
„Zgapiłam” od Ali B.
https://www.youtube.com/watch?v=qKaSVNr79dA

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.