OD DZIURAWYCH DRÓG DO S-TRÓJKI, CZYLI ZAPOWIEDZIANY C.D.

„Dziurawe drogi” do „Gazety Nowej” wymyśliłam, jadąc autem z Sulęcina do Lubniewic (drogą, było nie było, wojewódzką). W Sulęcinie zdobywałam materiał dziennikarski związany z tamtejszym zadłużonym, stareńkim szpitalem, któremu groziło zamknięcie, a ratować próbowano go, zakładając fundację, pozyskując sponsorów, organizując bal charytatywny itp. Dziś to jest bardzo dobrze funkcjonujący szpital powiatowy, rozbudowany, z licznymi poradniami, nowoczesną aparaturą i lądowiskiem dla helikopterów.
W ogóle, czytając teraz te moje teksty, widzę, jak wiele się zmieniło. W samej tylko mojej miejscowości, gminie, widać to gołym okiem, a jak było, dawno już zapomnieliśmy – choćby o starym, zniszczonym budynku szkolnym, o żebraninie u rodziców nawet o ręczniki i mydło, że już o malowaniu ławek i ścian nie wspomnę. szkoła w agoniiJeden z dłuższych tekstów niejakiej HB

Takich przykładów mogłabym podać znacznie więcej. Czy np. ktoś dziś jeszcze pamięta, w jaki sposób na osiedlu, na którym wówczas mieszkałam, usiłowaliśmy się stać, po dłuuugich latach czekania, posiadaczami telefonów? Nawet rowy na podłączenie kabla trzeba było kopać samemu! Też o tym pisałam.
Podobnie z drogami. Dziury w nawierzchni były straszne, ubolewałam więc, jak łatwo na takiej drodze „mieć co najmniej kilka okazji do uszkodzenia opony, wykrzywienia felgi, pęknięcia resora lub urwania całego zawieszenia”. Tę wizję szkód zawdzięczam zresztą Jankowi, który mi podpowiedział te felgi i resory. Dziś takich dziurawych dróg już w Polsce coraz mniej, śmigamy pobliską S-3 lub autostradą.

Napisałam tych tekstów około 30, w każdym razie tyle ich odnalazłam w swoich szpargałach. Jak wspominałam wcześniej – traktowały o różnościach. O codziennych bolączkach obywateli i o przybytkach kultury, o szkolnej gazetce, wodociągach i balu myśliwskim. O przedszkolnym wyżu demograficznym (był kiedyś taki! aż trudno dziś uwierzyć) i zatwierdzanych gminnych budżetach. O polsko-niemieckiej współpracy (wszak do Berlina od nas żabi skok), o wycieczce polskich dzieci do stolicy Niemiec, bardzo internacjonalistycznej i atrakcyjnej, a w dodatku za darmo, bo sponsorował ją ówczesny dzierżawca naszego „Zamku”. O zawodach sportowych dla dzieci przedszkolnych i szkolnych…

Przez te zawody się „przejechałam” i w pewnym stopniu one zdecydowały o przerwaniu mojej dziennikarskiej kariery. Pomyliłam zwycięzców! To był kompletnie czeski błąd, do właściwego imienia dopisałam nie to nazwisko. A chodziło o syna ówczesnej władzy miejscowej! Owa miała do mnie wielkie pretensje i nie chciała uwierzyć, że to niecelowa pomyłka, ale żeby nie było, że kieruje się tylko prywatą, zarzucała mi taż władza kalanie Lubniewic. Bo napisałam niezbyt entuzjastycznie o przygasłym blasku naszej lubniewickiej perły (w artykule „Był Zamek…”) oraz się wyśmiewałam z tablicy na przystanku PKS, na której z nazwy „Lubniewice” pozostało tylko „Lubni” („Lubniewice zmieniły nazwę?”).

Powód główny mojej rezygnacji ze współpracy z „Nową” był jednak inny, ważniejszy. Mój młodszy syn miał wówczas cztery lata i choć chodził już do przedszkola, w godzinach domowych prócz ojca potrzebował matki, a ta albo coś pisała, albo gdzieś na długie godziny wyjeżdżała. Któregoś razu wymknął się z mieszkania i poszedł do mieszkającej piętro wyżej chrzestnej z pytaniem, czy jest u niej jego mamusia…
Pomyślałam sobie – wystarczy. Moje dziecko mnie potrzebuje, w dodatku władza się mnie czepia z głupiego powodu, o nie, chrzanię to. I choć żal mi trochę było rozstawać się z gazetą, choć naczelny wyrażał ubolewanie i próbował mnie przekonać, wymiksowałam się.

I pokornie wróciłam do szkoły.
A „Gazeta Nowa” – pewnie nie tylko dlatego, że straciła tak wybitną współpracownicę – po jakimś czasie też zeszła z areny dziejów. 😉

Reklamy

2 komentarze do “OD DZIURAWYCH DRÓG DO S-TRÓJKI, CZYLI ZAPOWIEDZIANY C.D.

  1. Ze „śmiganiem” tą S-3, Haniu, to noga z gazu, bo „zajawki” (jak ja nie nienawidzę tego słowa, tak jak „oczek” u sprawozdawców sportowych!!!) Gazety Lubuskiej na FB ciągle i wciąż są pełne wypadków na tej „drodze śmierci”. Lepiej pojechać opłotkami wolniej, ale bezpieczniej. Do „województwa” macie tylko na rzut beretem. w.w.

    • Dzięki, Witku, za dobre słowo. Dziś właśnie jedziemy do „województwa” (jak Ci może wiadomo, nasze województwo ma aż dwie stolice – Gorzów i ZG; my dziś jedziemy do Zielonej). Będziemy ostrożni. Zresztą niekiedy i opłotkami tam jeździmy. 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.