POWIERZBOWISKO – FOTOREPORTAŻ ZNAD ARIANKI

cięcie wierzb1

Pisałam już o topolach, teraz będzie o wierzbach.

Nad Arianką w środku lutego zimę mamy tylko w nocy – rzeczka przymarza, a w ciągu dnia lód puszcza. Korzystając ze słonecznych dni, Janek dokonał wierzbocięcia. Tak to wyglądało:

Przymierza się według obmyślonej i już onegdaj wypróbowanej strategii:

bedzie cial

Pnie się:

pnie sie

Tnie (piłą ręczną!):

tnie

Aż się bałam, że wleci do Arianki!

zaraz wleci

Jedna już obcięta, teraz druga…

druga

a ta trzecia, najbardziej obsmyczona, będzie prowadzona „na palmę” (lub jak kto woli, na wierzbę szopenowską):

na palmę

 

Dzieło wierzbocięcia ukończone, a Jan, mistrz cięcia 😉 – sposobi się teraz do rozkawałkowywania tych konarów. Powierzbowisko  zmieni się niebawem w tartak.

Widok na razie jest trochę kosmiczny:

powierzbowisko

Ale już za kilka miesięcy nad Ariankę znów powróci zielony cień…

bedzie tak
Wierzba, jak wiadomo, jest jeszcze większym chwastem niż topola. Wystarczy wsadzić patyk w ziemię i za parę lat masz sporej wielkości drzewko.
Ja te nasze chwasty nadariańskie kocham. Przed dwunastoma laty Janek naokoło całej naszej połaci powtykał w ziemię gałązki pościnane przez sąsiada. Tym sposobem doczekaliśmy się wierzbowego ogrodzenia sporej części działki, zielonego zadaszenia nad miejscem ogniskowo-grillowym, a nawet – po drugiej stronie Arianki – pięknej wierzbowej alejki.
Niestety bóbr Zenobiusz wraz ze swoją bandą dokonał w tej wierzbowej arkadii sporych spustoszeń. Na szczęście wierzby „strategiczne” zdążył Janek ogrodzić siatką. I te właśnie, już onegdaj raz przykrócone, poddał ponownemu cięciu.
Jednej tylko nie wolno przycinać i rośnie „swoją mocą”. To wierzba płacząca.

placzaca Powód jest sentymentalny: koło domu rodzinnego w Gubinie miałam takie wierzby nad Lubicą.
Ta nadariańska powstała kiedyś z gałązki będącej dekoracją wielkanocną. Ukorzeniła się w wazonie, więc ją wsadziliśmy do ziemi. I wyrosło wielkie drzewo… Bóbr je wprawdzie zdążył jednej nocy napocząć, ale osiatkowane przeżyło i trwa. Oby jak najdłużej.

Powierzbowisko… To tak ponuro brzmi i nieciekawie wygląda. Ale przecież niebawem znowu będzie tak:

i tak

A nawet tak:

a nawet tak

Czekamy…

Reklamy

2 komentarze do “POWIERZBOWISKO – FOTOREPORTAŻ ZNAD ARIANKI

  1. Haniu,

    Przypomniałaś mi opowieść mojej mamy, która podparła pomidory kijkami wierzbopodobnymi. Choć dzisiaj już nie pamięta co to dokładnie było za drzewo. Gdy wróciła z dwutygodniowego wyjazdu, kijaszki się rozrosły i zazieleniły, a pomidory znikły w cieniu okazałych krzaczków;)
    Pozdrawiam.
    Kasia

    • Pamiętam, jak w czasach mojego dzieciństwa starsza pani mieszkająca po sąsiedzku powsadzała w ziemię rząd patyków, by odgrodzić w ten sposób grządki ogródkowe od podwórka. Takie zwykłe, bezlistne patyki, byłam przekonana, że suche – i szybko wyrósł z nich zielony żywopłot. Myślałam, że ta babcia jest czarownicą. 😉

      Kasiu, aleś nadrobiła! 🙂 Dzięki za komentarze.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.