AND THE OSCAR GOES TO… „IDA”!!!

ida_ida__656

Telewizja Canal Plus z okazji swego 20-lecia odkodowała kanał, którego nie odbieramy – miałam więc okazję oglądać na żywo relację z przyznawania Oskarów i z tej okazji skorzystałam.
Oczywiście głównie z powodu naszych, licznych jak nigdy, nominowanych, ale również z chęci przyjrzenia się z bliska amerykańskiemu show (i co tu kryć, blichtrowi).
Czerwony dywan, ważna część tej uroczystości, prezentował gwiazdy (bądź „gwiazdy”) i ich kreacje. Wiadomo, to jest zawsze pokaz mody i najnowszych trendów, a nawet ich wyznaczania, bo zaraz znajdą się naśladowczynie takich czy innych sukien.
Niektóre rzeczywiście były olśniewające, np. piękna suknia Jennifer Lopez. Ale już kreacja Lady Gagi, ta bombiasta biała szata z czerwonymi za łokcie rozskrzydlającymi się rękawicami, zupełnie mnie nie powaliła. W studiu telewizyjnym komentatorzy mieli nadzieję, że rękawice są skórzane, a nie z gumy, i robili aluzje do „perfekcyjnej pani domu”, a w trójce dopatrzono się – żartem oczywiście – jeszcze jednego polskiego akcentu na uroczystości – bieli i czerwień to wszak nasze barwy narodowe.
Kreacji Agaty Kuleszy i Agaty Trzebuchowskiej nie widziałam, choć też wcześniej była mowa, że specjalnie na tę okazję przygotowali je polscy projektanci. Zobaczę w telewizji, pewnie jeszcze nieraz.
A nie widziałam, bowiem obie panie, o czym Agata Kulesza opowiadała dziś rano w trójce, wskutek jakiegoś niedopatrzenia wyszły na korytarz – a to właśnie wówczas nadeszła pora prezentowania nominowanych w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Zaskoczone, zobaczyły nagle na ekranie Pawła Pawlikowskiego startującego ze swojego miejsca na sali w kierunku sceny i po chwili odbierającego statuetkę. Z radości skakały i biegały po tym korytarzu, krzyczały i się ściskały.

Kiedy zaprezentowano nominowane filmy i Nicole Kidman ogłosiła: „And the Oscar goes to… „Ida””, my z Jankiem również skakaliśmy z radości. Było nie było, nominowanych trochę już mieliśmy, ale Oscara polski film otrzymał po raz pierwszy.
Tym bardziej się cieszyliśmy, że przecież były obawy, czy świat amerykański należycie „Idę” zrozumie. W ogóle – świat. Bo ta historia, osadzona w polskich realiach czasów „komuny” (a przecież uniwersalna!) – co powie zagranicznemu, nieznającemu polskiej specyfiku widzowi?
Jeszcze dziś rano słyszałam w trójce wypowiedź dziennikarza, który twierdził, że amerykański widz odniesień do systemu stalinowskiego nie skuma, a film odbierze tylko jako rzecz o Polakach, którzy mordowali Żydów i „wspomagali holocaust”. Więc należałoby przed pokazami za granicą poprzedzać film stosownym wyjaśnieniem.
Toż to bzdura! Objaśniać, „co poeta miał na myśli”? A niech się widz sam pogłowi. Nie zrozumie jak trzeba – jego broszka. Podobno w Argentynie po pokazie „Idy” pytano, czy te dwie kobiety to lesbijki! Na taką okoliczność też trzeba by dla tamtejszego dystrybutora poprzedzać film stosownym komentarzem?

Czarno-biała „Ida” przedstawia Polskę lat sześćdziesiątych (w pewnym sensie też wcześniejszych) jako smutny, szary kraj. Pokłosie czasów stalinowskich i socjalistyczną zgrzebność (pamiętam przecież tamte czasy z dzieciństwa – tak było). Ale też jako miejsce jazzowych zadymionych klubów, lirycznie zawodzących saksofonów, tęsknoty za bardziej kolorowym światem i powiewem Zachodu… Przepięknie to oddają zdjęcia Łukasza Żala, szkoda, że choć nominowany, Oscara nie dostał.

Dla mnie to przede wszystkim film o wyborach życiowych, będących nie tylko efektem własnych niezawisłych decyzji, ale też – przede wszystkim – zależnych od wielu okoliczności „zewnętrznych”…
Wybory życiowe Wandy Gruz, ciotki Idy, byłej „stalinowskiej” pani prokurator, prowadzą do tragicznego finału. Bilans życia wypada jej fatalnie. Ta, która ludzi sprowadzała do kategorii ofiar, sama już od dawna jest ofiarą. Strasznie gorzka i jednocześnie zaskakująca jest scena jej samobójstwa (niesamowita! nie zdradzę, jeśli ktoś filmu jeszcze nie oglądał – podobno takiej w historii kina jeszcze nie było). A po niej groteskowy pogrzeb z przemową partyjnego działacza o zasługach Wandy Gruz, których wdzięczna ojczyzna nigdy nie zapomni. To brzmi jak złośliwy chichot dziejów. ALE TAK BYŁO.
Ida, młoda kandydatka na zakonnicę, w wyniku wędrówki i „świeckich” doświadczeń, i wiedząc już, z czego rezygnuje, podejmuje decyzję powrotu do klasztoru (choć ostatnia, bardzo długa scena jej drogi powrotnej, nie stawia przecież ostatecznej kropki nad „i” i zawsze można mieć nadzieję, że Ida się rozmyśli).

Reżyser, odbierając statuetkę, zażartował, że jego kameralny film o ucieczce od zgiełku świata trafił oto w samo centrum tego zgiełku.
Dziś zaś słyszałam jego wypowiedź, że oczywiście cała ekipa cieszy się ogromnie z Oskara, ale żeby tej – bardzo jednak amerykańskiej – nagrody nie demonizować, my tu mamy swoje polskie kino i na tym powinniśmy się skupić.

Ja na amerykańskiej ceremonii, gdy się już okazało, że innych Oscarów nie dostaliśmy, też przestałam się skupiać i nie dotrwawszy do finału, poszłam spać.
Wkrótce obejrzę „Polskie Orły”. Też to będzie mocno „amerykańskie”, lecz nie sądzę, by chciano koniecznie przebić wzory zza oceanu. Prowadzący ceremonię na jedną z odsłon programu wyszedł na scenę tylko w białych gaciach i czarnych skarpetkach. Publiczność się zaśmiewała, ja nie bardzo.
Nie twierdzę, że byłam szczególnie zniesmaczona, bynajmniej. Jednak mam nadzieję, że nasz prowadzący nie będzie usiłował przebić swojego amerykańskiego kolegi.
Zresztą nie tylko dlatego uważam, że Maciej Stuhr w tej roli jest lepszy niż Neil Patrick Harris – choć młode pokolenie w osobie mojego syna niekoniecznie to zdanie podziela … 🙂

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.