POLSKIE PIEKIEŁKO, CZYLI JESZCZE NA TEMAT „IDY”

ida pawlikowski

Po Oscarze dla „Idy” coraz większa wrzawa. Jedni się cieszą z polskiego sukcesu (było nie było, film zrobili Polacy), drudzy krzyczą coraz głośniej, że ten film to polska hańba.
Dziś na FB trafiłam na kolejne kwiatki z tej łączki.
Najpierw przeczytałam artykuł „Młot na zakonnice” Wiktora Góreckiego – http://stronaokulturze.pl/2015/02/24/mlot-na-zakonnice/
Autor pisze: „Nie rozumiem, jak można nazwać antypolskim film, przed którym stawia się przymiotnik „polski” i który został uznany za cholernie dobry przez najbardziej prestiżową akademię filmową świata ” i „Polska słynie z przekraczania granic absurdu i również tym razem mnie nie zawiodła (…) dowiedziałem się, że Oscar dla Pawlikowskiego za „Idę” to nie sukces, lecz hańba, hańba narodowa”.
Dalej jest o tym, o czym i ja już wiem – by nie sprowadzać problematyki filmu wyłącznie do kwestii polsko-żydowskiej.
Ktoś pod tym artykułem dał link do wypowiedzi Mariusza Maxa Kolonki, wysłuchałam więc z uwagą i – narastającą irytacją. Mariusz Max niestety zajmuje to samo stanowisko, co jakiś prawicowy i zajadły portal, na który przypadkiem trafiłam przedwczoraj (i czym prędzej stamtąd uciekłam, tyle tam było jadu), przy okazji dowalając jeszcze „Pokłosiu”. „Ida” jest antypolska, a w dodatku to nie jest sukces Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i niech pani Odorowicz go sobie nie przypisuję, bo gdyby dała pieniądze na inny projekt niż ten nośny „żydowski”, to sukcesu by nie było. Tak mniej więcej pan Kolonko dowodzi. („Oskary i polityka” https://www.youtube.com/results?search_query=oskary+i+polityka+max+kolonko+mowi+jak+jest )

Absolutnie zgadzam się z Wiktorem Góreckim, autorem „Młota na zakonnice”. Co do wypowiedzi Maxa Kolonki zaś –  zgodzić się mogę jedynie z tym, że w przyznawaniu nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej wielką rolę odgrywa polityka – ale to przecież żadne odkrycie. Nawet z nagrodami Nobla bywa podobnie.  Z innymi tezami posiadającego jedynie słuszną rację „patrioty” Mariusza Maxa K., mądrzącego się zza oceanu, nie zgadzam się absolutnie.  Jeśli dla niego „Pokłosie” jest filmem antypolskim, a w „Idzie” widzi wyłącznie problem „współwiny za holokaust” (czy może bardziej koniunkturalnie to „widzi”, pod prawicowych zaciekłych przeciwników tego filmu), to ja mam tylko jedną konkluzję: każdy widzi, jak mu wygodniej.

Ja nie jestem filmoznawcą ani nawet szczególnym, wyrafinowanym filmofanem. Może bym była, ale w moim miasteczku już od bardzo wielu lat nie ma kina, a „do województwa” jeżdżę rzadko. Jeśli więc chcę się czegoś dowiedzieć o takim czy innym filmie, niestety polegać muszę na opinii krytyków (niestety, bo po ich opiniach już niejeden film sobie odpuściłam, a po latach się okazywało, że to „klasyka”, „film kultowy” i „arcydzieło”).
Gdy „Ida” zwyciężyła w 2013 r. na festiwalu w Gdyni, pisano głównie o tej historii polsko-żydowskiej, więc z takim nastawieniem i ja po raz pierwszy „Idę” oglądałam, spodziewając się mocnych akcentów w stylu „Pokłosia”.
No i – byłam trochę zawiedziona. O czym właściwie jest ten film? Bo o tym, na co zwracano uwagę w recenzjach, przecież nie! Owszem, ciekawy, świetnie zagrany, ale…
Kiedy „Ida” rozpoczęła swój triumfalny marsz po Oscara i parę dni przed oskarową uroczystością natrafiłam na nią w tv – obejrzałam znowu. Tym razem już bez żadnego nastawienia, za to z narastającym zachwytem. Dla wysmakowanych zdjęć, dla peerelowskich, dobrze pamiętanych przeze mnie klimatów, dla wspaniałej gry Agaty Kuleszy i przenikliwych oczu w nieruchomej twarzy Agaty Trzebuchowskiej, dla smakowania powolnej akcji – nieakcji, dla refleksji nad istotą ludzkich wyborów i uwikłań…
O tym przecież jest ten film. Odkrywająca się tajemnica z przeszłości jest tylko punktem wyjścia, jednym z elementów tej historii, bynajmniej nie głównym.

A tu taki wrzask. Jakim prawem jakiś Pawlikowski, co to nawet nie całkiem jest Polakiem, bo wychował się w Londynie, śmiał pokalać polskie gniazdo? Pokazać Polaków jako zbrodniarzy? I jeszcze za to dostać Oscara! Powinien zwrócić statuetkę i to jak najprędzej (to już nie pan Max, tylko ci prawicowcy z portalu).

Ręce opadają.
Ale właściwie czemu ja się dziwię? Przecież znam doskonale polskie piekiełko.
W filmie „Bogowie” jeden z bohaterów mówi, że Polak Polakowi zazdrości nawet klęski.

A cóż dopiero sukcesu.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.