WSZYSTKO PRZEZ TĘ KSIĄŻKĘ

KSIAZKA

Taki jest temat obecnego konkursu na opowiadanie w mojej fejsbukowej grupie JmTpT.
Bardzo ciekawy – lecz przez długi czas znów nie miałam ani krzty pomysłu, jak to ugryźć.
Ponieważ jednak, na skutek braku zimy, rozpoczął się wcześniej niż zwykle sezon prac ogrodowych, a podczas owych zawsze mi się dobrze wymyśla jakieś historie – tak się stało i tym razem.

Wymyśliłam. Poczekałam, aż dojrzeje. Podczas rycia w ziemi zaczęłam sobie układać w głowie.
I  któregoś dnia po powrocie z pola zaczęłam pisać. Następnego dnia takoż, z wyłączeniem wieczoru przeznaczonego na koncert grupy „TrolejBlues”, w której gra – i śpiewa – nasz syn basista, i który to koncert, w sulęcińskim klubie „U Bulka”, był naprawdę czadowy.
Oczywiście – jak to pisarka domowa – w nocy śpię, a nie piszę. Dokończyłam więc w następny poranek.

Potem sobie trochę „posczytywałam”. Tyle co kot napłakał, bo czacha już mi bardzo dymiła od tego pisania, a jeszcze nie zdążyła się oddymić po ostrej dawce starego dobrego rocka – dawny Breakout i Jimi Hendrix w nowym wykonaniu.
Tu jeszcze jedna dygresja: nasz syn, pokolenie przecież obecnych trendów muzycznych, tak po prostu sam z siebie, bo nie wtrącamy się do jego gustów i fascynacji – gra muzykę naszej młodości. Jak nas to cieszy, chyba nie muszę pisać.

Wracam do opowiadania. Z powodu tych zadymień traciłam już do niego serce i nie zamierzając więcej cyzelować,  szybciutko je wysłałam.

Nie zdradzę na razie pomysłu ani tytułu ( z nim miałam największy problem i tradycyjne jest dymany), bo może wrzucą tu oko jakieś moje koleżanki z grupy, a nie chcę przedwcześnie się ujawniać.
Opowiadanie jest takie moje, po Bożemu, bez wielkich fajerwerków.
No, zobaczymy. Co do opinii, komentarzy – oczywiście bardzo jestem ich ciekawa, ale już od dawna wiem, że czy entuzjastyczne, czy krytyczne, wcale nie muszą się przekładać na ostateczny wynik. W poprzednim konkursie pod wszystkimi moimi tekstami komentarze były pozytywne, a ani w końcowej ocenie czytelników, ani w werdykcie jury nie znalazłam się w czołówce.
Ja po prostu wykonałam kolejne zadanie pisarskie, z pożytkiem wypełniając czas końcówki zimy w życiu kobiety domowej.

Na konkurs wolno tym razem przysłać tylko jedno opowiadanie. I bardzo dobrze, bo ja teraz muszę obrabiać zagony, ciąć i odchwaszczać, a nie siedzieć przy kompie. A jeśli już – może dopiszę jeszcze jeden rozdział do „Peluni”. Już od dawna mam ten pomysł, poukładam go sobie wreszcie w głowie podczas rycia w polu i wstukam do tekstu. 😉

Jeszcze jedna radosna informacja z pisarskiej łączki. Mój kolega ze studiów, Marek Jurgoński, dostał właśnie wyróżnienie w pewnym lubuskim konkursie literackim. Bynajmniej nie wirtualnym, a jak najbardziej w realu. Zresztą Marek jest w ogóle pozanetowy, a pozafejsbukowy zwłaszcza.
Pojęcia nie miałam, że mój kolega pisze!
I to wiersze.
I to trzynastozgłoskowcem!
On tego nie przeczyta, ale może jakieś ptaszyny wiosenne mu doniosą: Marek, cieszę się i gratuluję Ci. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.