AMOROSO, CZYLI TRZY RAZY ARTUR BARCIŚ

 

AMOROSO

Artur Barciś, szerokiej publiczności kojarzący się głównie z rolami Norka w „Miodowych latach” czy Czerepacha w „Ranczu” (ewentualnie tego tajemniczego gostka w „Dekalogu” Kieślowskiego), jest również reżyserem teatralnym. Jego specjalnością są musicale zrealizowane w oparciu o bardzo znane piosenki, zyskujące w tych spektaklach nowe życie. Zrealizował na przykład w warszawskim „Ateneum” musical „Nie jesteś sama” (Stanisława Celińska i Krystyna Tkacz śpiewają piosenki Osieckiej), niestety nie widziałam go na żywo, jedynie w radiowej trójce słuchałam fragmentów.
Za to widziałam wszystkie trzy przedstawienia, jakie Artur Barciś wyreżyserował w teatrze Osterwy w Gorzowie – „Trzy razy Piaf”, „Kochać” i „Amoroso”.

 

Piaf

„Trzy razy Piaf” to historia życia słynnej Edith, wyśpiewana przez trzy aktorki. W małej sali, zaaranżowanej na francuską kawiarenkę, w mroku rozświetlanym tylko małymi kawiarnianymi lampkami, przy okrągłych stoliczkach piliśmy wino i wzruszaliśmy się kolejami losu Edith Piaf.

kochac
„Kochać” to musical złożony z piosenek Piotra Szczepanika, też w kawiarniano – potańcówkowych klimatach, ale już na dużej scenie. Cała sala śpiewała wraz z artystami, bo przecież wszyscy znają piosenki Piotra Szczepanika – no, może z wyjątkiem młodzieży.

amoroso_bar_gor_pl

Wreszcie – „Amoroso”, najnowszy owoc współpracy Artura Barcisia i aktorów gorzowskich (premiera miała miejsce w noc sylwestrową 2014/15). https://www.youtube.com/watch?v=_r0XaAEJmWU
Podobnie jak „Kochać” jest to widowisko lekkie, łatwe i przyjemne, a piosenki tym razem są włoskie, z polskimi tekstami. Zabawne i wzruszające, układają się w widowisko o miłości, która nie przemija.
Tu wtręt osobisty. Wszystkie te piosenki (może z wyjątkiem jednej), choć nie każda tak popularna jak np. „Volare” – dobrze znałam. Będąc podlotkiem, po powrocie ze szkoły włączałam radio „Aida” i słuchałam włoskich songów w oczekiwaniu na wieczorny muzyczny program rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa, „Rendes vous o szóstej dziesięć”, na falach krótkich (bo UKF-u to radio nie posiadało i w trójce rozkochałam się dopiero na studiach).
I nuciłam sobie wraz Milvą, Adriano Celentano czy Massimo Ranierim (moim ulubionym).

W spektaklu gorzowskim wzruszyła mnie dawno już zapomniana „La bambola” – dopiero teraz dowiedziałam się, że to o dziewczynie traktowanej przez ukochanego jak „laleczka blond”, którą on się bawi i porzuca. Melodię pamiętałam doskonale, choć wykonawczyni włoskiego oryginału już nie, dopiero teraz doszukałam się w necie, że to Patty Pravo.
W musicalu znalazły się także piosenki Freda Buscaglione. Kto go dziś pamięta? A ja owszem. „Byłaś mała tak” i „Teresa” – obie zabawnie zainscenizowane na gorzowskiej scenie, choć oczywiście wykonań Wiesława Gołasa nikt nie przebije.
Spektakl zakończył się dwoma najmocniejszymi akcentami: wspaniale wykonaną słynną piosenką Dalidy „Gigi L’Amoroso” i na finał jednym z najpopularniejszych włoskich hitów – „Italiano vero”.
Sądziłam, jadąc do teatru, że tym razem widzowie, z powodu mniej znanych polskich tekstów piosenek, raczej nie będą mieli okazji współśpiewać z artystami, lecz myliłam się. Wystarczyło, że ze sceny padło choć słówko po włosku, jakieś „che sera” czy „volare”, a już sala (wypełniona po brzegi głównie damską publicznością – „Dzień Kobiet” za progiem) podchwytywała to lub przynajmniej nuciła melodię.
Zaś finał to już był szał. Gigi – czarujący amant vel ciacho, z chełstingiem do pępka, w srebrnej marynarze (prócz srebrnej ma też złotą), po powrocie z Ameryki na włoskiej ojczyzny łono, obłędnie wyśpiewuje „Italiano vero”.  To jedyna w spektaklu piosenka w całości po włosku.
Trzy bisy i cała sala na stojąco. Co tam stojąco. Na falująco i tańcząco. Oraz na całe gardła wraz z artystą śpiewająca włoski refren.

Choć nie sądzę, by widzowie wszyscy ten język znali. Ja nie znam, a śpiewałam i falowałam również.

Lasciatemi cantare
con la chitarra in mano,
lasciatemi cantare
una canzone piano piano.
Lasciatemi cantare,
perché ne sono fiero:
sono l’Italiano,
L’Italiano vero.

 

Reklamy

2 komentarze do “AMOROSO, CZYLI TRZY RAZY ARTUR BARCIŚ

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.