KRAKOWIANKA JEDNA

1 Dzieło Peluni to także strój krakowski, bowiem w czasach mojego dzieciństwa panowała moda na przebieranie dziewczynek za „krakowianki”. Strój ten przydawał się na takie okazje jak dziecięce występy taneczne na scenie, korowód z okazji „gubińskiej „Wiosny nad Nysą” czy sypanie kwiatków podczas procesji w Boże Ciało. „Krakowianki” były ważniejsze niż dziewczynki w białych sukienkach komunijnych, które tylko szły po obu stronach jezdni i na nią sypały kwiatki. My, „krakowianki”, kolejno parami podchodziłyśmy do prowadzonego pod baldachimem księdza i sypałyśmy kwiaty na niego, po czym zawracałyśmy na koniec przesuwającej się kolejki – i tak w kółko. W koszyczku miałam do sypania płatki polnych róż, które w przededniu procesji pomogła mi zrywać na łąkach w pobliżu ulicy Śląskiej moja koleżanka z klasy, Teresa K. Ten koszyczek był również dziełem rąk Peluni, dokładnie pamiętam jego produkcję, z odpowiednio przefasonowanego pudełka po butach i pięknie udrapowanych białych i błękitnych wstążek. Zaś strój krakowski jedynie cekiny na aksamitnym serdaczku miał przyszyte przez jakąś wprawną w tym fachu rękodzielniczkę. Ale sam serdak, spódniczkę w kolorowe kwiaty i białą bluzkę z marszczonymi mankietami i kryzą pod szyją uszyła Pelunia. Do tego jeszcze pęk kolorowych wstążek (przetykanych złotymi nitkami, to też dokładnie pamiętam), wianek i korale zakupione w sklepie „U Pacanowskiego” (jeszcze będzie o nim mowa), białe rajstopy – i krakowianka ze mnie była jak ta lala.

1To my, krakowianki. Tyle nas było z całego miasta. Z boku czają się te w białych sukienkach, czekając na swoją kolej do zdjęcia.

Przed zdjęciem –  jeden z nowych akapitów w „Peluni”. Zuza na swoim blogu i na fb zamieściła pochwałę moich wspomnień, a także zapowiedź wszczęcia kroków w kierunku ich wydania. Z sugestią wszakże, że można by ten tekst wydłużyć.
Czy do wydania dojdzie, czy też nie (tyleż się cieszę, co i wystraszyłam) – wydłużam. Przypominają mi się kolejne historyjki związane z Pelunią. Aż się boję, że przedobrzę. Bo pisałam „Pelunię” z potrzeby serca, dla złagodzenia traumy, a nie jako opowieść dla tzw. szerszego odbiorcy.
Czy przerabiając tekst na literaturę ( 😉 ), więcej zyskam? Czy raczej stracę? Zobaczymy.
W każdym razie z pewnością mu się przyda poprawienie języka, głównie zlikwidowanie nadmiernej ilości „była”, „było”…

No, to jeszcze jeden fragmencik:

Spódnica była jednym z zadań w ramach przedmiotu prace ręczne. Minispódniczka, biodrówka, z teksasu (teksas to ówczesny polski odpowiednik jeansu). Z czterech klinów, prosta jak budowa cepa, więc mama zdecydowała, że z tym mam sobie poradzić bez jej pomocy. Wyszła spod moich rąk spódniczka – koszmarek. Kliny wycięłam za wąskie i po ich zszyciu nie mogłam się w miniówkę zmieścić, więc doszyłam jeszcze jeden pasek materiału, co urody tego koszmarka bynajmniej nie poprawiło. Mama załamywała ręce, co ma za córkę niedojdę, a pani od prac ręcznych postawiła mi ledwie tróję z minusem. Peluni chyba było wstyd, że córka krawcowej jest takim beztalenciem, i następnym razem już bardzo mi pomogła. Nasza nauczycielka szła z duchem mody i do uszycia wybrana została supermodna w tamtym czasie letnia sukienka trapez, bez rękawów. Niby też prosta, lecz golf pod szyją, który należało wykonać ze skosu, oraz zapięcie z tyłu, tak zwana łezka, już ewidentnie stanowiły wyższy stopień sztuki krawieckiej. Trapez, owszem, jakoś z pomocą nauczycielki pozszywałam w szkole, ale ten golf? Gdzie ja bym mogła sobie z tym poradzić? Tak mamie marudziłam, że w końcu uległa i wykonała to za mnie.

Reklamy

2 komentarze do “KRAKOWIANKA JEDNA

  1. Krakowskie wstążki, kolorowe, najchętniej w taką barwną kratkę a już ze złotą nitką to było marzenie niedościgłe mojego dzieciństwa. Warkoczy co prawda stosownych nie miałam ale gdyby te wstążki to wplotłoby się tu i tam.Skończyło się na zwykłych, granatowych, które ostrożnie rozprasowywałam żelazkiem. Bez termostatu więc potrafiły się zwinąć w zeskwarzony rulonik. Chyba miałam marne , to dzieciństwo.

    • Ady tam marne! Zależy w jakich kategoriach. Jedynaczka z wojskowej rodziny – to ja mogłam Ci zazdrościć. No ale w kategoriach wstążkowo-krakowiankowych to rzeczywiście ja miałam lepiej. 😉

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.