STEPOWIENIE

jezioro Byliśmy dziś z na przejażdżce rowerowej po okolicznościach. Pojechaliśmy do ośrodka „Pod Basztą”, wracaliśmy nad brzegiem Lubiąża.
W górze, w koronach drzew – zielona wiosna. W dole, pod kołami roweru – szaroburo, rdzawo, sucho, smutno. Istna jesień. Nawet lis, który wyskoczył przed nami z bocznej ścieżki, bardziej był jesienno rudy niż wiosenny. A chmury na niebie tylko udawały, że są groźne. Znów nie spadła ani kropla.

W całej Polsce przez wiele dni lało, media ostrzegały przed gwałtownymi opadami – u nas od tygodni, ba, miesięcy nawet, deszczu tyle, co kot napłakał.
Gdybym nie miała ogrodu, taka pogoda pewnie wcale by mnie nie martwiła. Nasz sąsiad, ważna szycha w departamencie przyrody i zapalony ogrodnik, nazywa to stepowieniem. Co tam, mówi, taki ogród, to jest pikuś. Ale co mają powiedzieć rolnicy, na polach susza! Z racji służbowej jeździ po całej Polsce, wszędzie zielono i bujnie, u nas pomorek.

Nawet nasza łączka nadariańska już wygląda jak step. Tylko trawniki wokół domu  zachowują jeszcze resztki zieleni, bo podlewam (jak dobrze, że mamy własną rzeczkę!). Skarpy po drugiej stronie naszej ulicy – step totalny.
Nim zamieszkałam nad Arianką, nie myślałam, że kiedyś będę modlić się o deszcz.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.