URODZINY

32Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata:
moreny, mureny i morza, i zorze,
i ogień, i ogon, i orzeł, i orzech - 
jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?/Szymborska/

Gdy byłam dziewczynką w podstawówce, czytane przez moją mamę pismo „Kobieta i Życie” zamieściło informację: „Brigitte Bardot, słynna francuska aktorka filmowa, skończyła 30 lat”.
„Jaka stara”, pomyślałam sobie.
W mojej rodzinie obchodzono imieniny, o urodzinach ledwie pamiętaliśmy. Gdy ja skończyłam 30 lat i mąż złożył mi życzenia, prawie się obraziłam. Co mi tu będzie wiek przypominał!

Od tego czasu minęło… Strach pomyśleć, ile i jak szybko. Jak coraz szybciej płyną te lata.
Lecz podobno najważniejsze, aby duch był młody. Łudzę się, że tak właśnie jest ze mną.
Zatem w dniu moich urodzin, obsypana życzeniami i prezentami od moich trzech mężczyzn i od pewnego czasu już z nieco bardziej życzliwym nastawieniem wobec daty 6. lipca, zamieszczam moje „urodzinowe” fragmenty wspomnień (z „Peluni”):

Na rogu ulicy Kanałowej i Małeckiego w Poznaniu mieścił się sklep mięsny, czyli, jak to się kiedyś mówiło, „rzeźnik”. I tam, z kolejki „u rzeźnika”, moja babcia Stanisława wyciągnęła moją babcię Juliannę, a upewniwszy się, że ma do czynienia z właściwą osobą, oznajmiła jej:
– Mój syn się z pani córką nigdy nie ożeni.
Na co babcia Julianna odparowała z godnością:
– Proszę pani, ja mam sześcioro dzieci, a ona jest moją najlepszą córką!
I Bilinek ożenił się z Pelunią, dzięki czemu przyszłam na świat.
(…) urodziłam się dopiero pod koniec drugiego roku małżeństwa moich rodziców. Już Bilinek był coraz bardziej rozczarowany i zaczynał mieć pretensje do Peluni, że tyle czasu mija, a on ciągle nie jest ojcem. Aż wreszcie się udało. Mama, (…)gdy zbliżało się rozwiązanie, pojechała do Poznania i tam przyszłam na świat w klinice przy ulicy Polnej. „Córka. Ma takie zgrabne nogi jak pani” – usłyszała Pelunia od lekarza, który odbierał poród. Ważyłam niewiele ponad dwa kilogramy i z początku tylko spałam i nie chciałam jeść, a Pelunia zapłakiwała się nade mną.
Po wyjściu ze szpitala jakiś czas spędziła u swojej mamy. Niemowlęcy wózek, taki głęboki, koszykowy, czekał w Gubinie, a w mieszkaniu Framów spałam w… koszu do bielizny, w nim też odbyłam swoją pierwszą podróż pociągiem. Wspomnę jeszcze o drugim wózku dziecięcym, spacerowym, sprowadzonym na specjalne zamówienie. Bilinek nazywał go meblowym (rzeczywiście wózek był tapicerowany niczym kanapa z drewnianymi poręczami) i chwalił się, że w całym Gubinie tylko my taki mamy, no i jeszcze ktoś tam na wsi pod Gubinem. Ja go znam nie tylko ze zdjęć, pamiętam, jak we wóziczku – jak mówią w Poznaniu – jeździł już mój brat, a ja stawałam na błotnikach osłaniających kółka i tak czasem udało mi się kawałek przejechać, gdy mama lub tato wychodzili z nami na spacer.
Według rodzinnej anegdoty Bilinek na wieść, że urodziła mu się córka, ponoć ze szczęścia tak dał w palnik, aż w urzędzie, gdzie miał mnie zapisać jako Annę, pokręcił imiona i dlatego na imię mam Hanna. Tę zabawną wersję wolę, prawda jest jednak inna. Miałam być Anną, bo tak sobie życzyła babcia Stanisława, jednak Pelunia jeszcze w szpitalu, zaraz po porodzie, zdecydowała się na zmianę. Akurat dużo się wtedy urodziło dziewczynek i widocznie imię Hanna było modne. Mama opowiadała: „Słyszę, tu jedna pani mówi, że córeczkę ochrzci Hanna, tu druga tak samo, spodobało mi się i ja też cię postanowiłam tak nazwać”.

Reklamy

8 komentarzy do “URODZINY

  1. Niebo

    Śniło mi się dziś niebo: zaraz je poznałem
    Po zapachu koniczyn i śpiewie skowronka.
    Cykały w trawie świerszcze, falowała łąka,
    I wiem, że był tam Pan Bóg, choć go nie widziałem.

    Nie widziałem aniołów, ale nad ugory
    Z szumem białe swe skrzydła podniosły bociany,
    I były jeszcze jakieś buki i jawory,
    Które w wiatru poszumie grały jak organy.

    A później, niby wielki robak świętojański,
    Srebrny księżyc rozświetlił Akropolu gruzy,
    Nad którymi wysoko stal Paweł Kochański
    I grał w tej boskiej ciszy „Źródło Aretuzy”.

    Jan Lechoń

    Haniu, zabroniłaś mi lukrować, posługuję się więc słowami i nutami Wielkich 🙂 Życzę Ci wielu pięknych lat w Nadariańskim Niebie, z Twoimi trzema chłopakami u boku. Niech Wam przygrywają do szczęścia codziennego świerszcze i inne turkucie, tańczą przy ognisku nadbrzeżnym rusałki i inne janki. Sto lat, Haniu!
    P.S.
    Zamiast Pawła Kochańskiego – Kaja Danczowska i Krystian Zimerman 🙂

  2. Obchodzisz urodziny?Ale? Zatem najlepszego. Co prawda ja także jestem bardzo przywiązana do swojej daty urodzin ale lubię sobie ją obchodzić kameralnie, z małą tylko butelką szampana przy boku.;)

    • Ależ nie obchodzę. Przynajmniej w sensie hucznych uroczystości, gości czy tp.
      Nawet, jak przed dwoma laty, gdy były okrągłe, uciekam od urodzin. 😉
      Co oczywiście nie wyklucza kameralnej butelki szampana czy z inną równie miłą zawartością.
      Dzięki za życzenia!

  3. Urodziny piękny czas…ale tylko, gdy ma się 7 ..może jeszcze 12 lat…Piękne wspomnienia o Urodzinach i jeszcze ta Szymborska:) A te wydawnictwa to się nie znają….Pozdrawiam, nie tylko Urodzinowo:)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.