GLüHWüRMCHEN

Gluehwuermchen_verbessern_LED-Lichtausbeute-Bei_Natur_abgeschaut-Story-349470_630x356px_2_6F6faidwl8seM Siedzieliśmy wczoraj przy ognisku nadariańskim. Kameralnie, tylko w duecie. Smaczności z grilla popijaliśmy czerwonym winem, w przededniu podobnych ognisk nadżejmiańskich, wspominając obficie minione.
Nie tylko ogniska zresztą. Na przykład – dzień, gdy po raz pierwszy przyjechałam do Lubniewic i od razu wiedziałam: tu będzie nasze miejsce.
Już mieliśmy się zbierać do odwrotu, gdy go spostrzegłam. A potem zobaczyliśmy całą ich trójkę.
Świetliki!
Glühwürmchen. Żarzące się robaczki, fosforyzujące iskiereczki.
Ich niemiecką nazwę usłyszeliśmy pierwszy raz z ust Andre, naszego znajomego z Berlina. Bardzo nam się spodobała (dodatkowo kojarząc się z glühweinem 😉 ) i od tamtego czasu używamy jej z lubością.

Raz w życiu, dawno temu, widziałam mnóstwo świetlików. Dosłownie tłum. To się zdarzyło, gdy z koleżanką Grażyną wybrałyśmy się autostopem do innej koleżanki, Leny – przebywała na letnim OHP, zostałyśmy tam na noc. Wieczorem rozpalono ognisko, a ja w pewnej chwili wymknęłam się na samotny spacer leśną ścieżką.
Potem napisałam o tym wiersz, takie tam egzaltacje nieszczęśliwie wówczas zakochanej nastolatki.
Oto fragment:

W lesie już bardzo cicho i ciemno,
tylko lśnią małe lampki wśród liści,
drzewa szumią wysoko nade mną,
może to tylko sen co się przyśnił?
Małe seledynowe księżyce!
może byłoby mi w nich do twarzy?
Świętojańskie robaczki, tak bliskie,
teraz marzyć wśród nich, tylko marzyć…

… Ty to wiatr, który czeka na ścieżce,
ja to wiatr, który kocha i tańczy.
Powiesz tylko dwa słowa, nic więcej,
„dobry wieczór” i to mi wystarczy.
Będziesz tylko chwileczkę jak zwykle,
smutek utkwi we włosów zaplotach,
potem powiesz „dobranoc” i znikniesz,
znów zostanie mi tylko tęsknota… w lesie

Przez całe lata nasze prywatne glühwürmchen nadariańskie, sprawiając nam wielką radość, pojawiały się, gdy siedzieliśmy na tarasie,  zwykle pod koniec czerwca. Polskie ich określenie – robaczki świętojańskie – od świętego Jana się przecież wywodzi. Czasem była to para, czasem tylko pojedynczy osobnik.
W tym roku czerwiec minął bezglühwürmchenowo i już martwiliśmy się, że coś się stało. Że jakiś dziwny to rok, bo i komarów też nie ma (ale to akurat nie martwi mnie wcale).

Więc wczoraj, choć może to zabrzmi szmirowato, aż padliśmy sobie w ramiona na widok tej świecącej małej trójki.
Malutkie fruwające światełka. Pomyślna wróżba. Seledynowa kropka nad i, przypieczętowująca to wszystko, co mieści się pod nazwą LATO:  dobre dni, piękne wieczory, udane podróże. 🙂

Reklamy

9 komentarzy do “GLüHWüRMCHEN

  1. „Fireflies in the Garden”
    Here come real stars to fill the upper skies,
    And here on earth come emulating flies,
    That though they never equal stars in size,
    (And they were never really stars at heart)
    Achieve at times a very star-like start.
    Only, of course, they can’t sustain the part.

    Haniu, to strofy wielkiego Roberta Frosta. Ładne, owszem. Bardzo zgrabne. Ale czy Twoje naprawdę „takie tam” i nic więcej? Bez przesady z tą skromnością.

    • O ileż bardziej mogłabym docenić wielkość poety, gdybym lepiej znała angielski!
      Przekład proszę.
      To dla Ciebie mogłaby być niezła wprawka – i nie mam na myśli jedynie ćwiczeń translatorskich. Go, go! 🙂

  2. — Kiedy dziś sobie stąd poszedłem, wprost
    Przed siebie, jak najdalej,
    I kiedy w pewnej chwili
    Leżałem w trawie — jakiś kwiat samotnie
    Do ucha mi się nachylił
    I dobiegł mnie twój głos.
    Nie mów mi, że tak nie było, że wcale
    Nic nie mówiłaś — w ten kwiat, tu na oknie,
    Musiałaś szepnąć coś. Pamiętasz treść tych słów?

    — Wpierw ty powiedz, co ci się zdawało, że słyszysz.

    — Odszukałem kwiat w trawie, przegnałem ospale
    Brzęczącą nad nim pszczołę i przytknąłem znów
    Ucho do płatków; i nie tylko głos,
    Lecz jakby słowo jakieś usłyszałem w ciszy —
    Co to było za słowo? Moje imię? Potem
    Powiedziałaś — jeżeli nie ty sama, ktoś
    Powiedział „Wróć już”; tyle do mnie doszło.

    — Mogłam coś w tym rodzaju pomyśleć — nie głośno.

    — W każdym razie — jestem z powrotem.

    Proszę mnie donikąd nie wysyłać, Haniu. W maliny nie wpuszczać. Od tłumaczenia Frosta są geniusze. Powyższy „Telefon” niezrównanego Barańczaka. Tak dla przykładu 🙂

    • A jednak Cię wrobiłam! 🙂 Z całkiem udanym skutkiem.

      Frost:
      Here come real stars to fill the upper skies,
      And here on earth come emulating flies,
      That though they never equal stars in size,
      (And they were never really stars at heart)
      Achieve at times a very star-like start.
      Only, of course, they can’t sustain the part.

      Zuza:
      Migoczą zdziwieniem siostry hen na niebie…
      Jakże w muszkach ziemskich rozpoznać nam siebie…?
      Wszak nie tylko rozmiar ich przeczy potrzebie
      bycia gwiazdą… również w sercu braknie weny…
      Choć bywa, że lot nad głowami waszemi
      Świetlisty zaczną, by w pół aktu zejść ze sceny.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.