SKIBKA

chlebWystąpiliśmy dziś z Jankiem w roli oprowadzaczy – tak się złożyło, poproszono nas o to. Oprowadzaliśmy po Lubniewicach wycieczkę seniorów z Poznania.
W pewnej chwili jedna z pań wycieczkowiczek powiedziała, że za godzinę mają obiad, ale mało kto jest głodny, bo niedawno zjedli przygotowane na drogę skibki.
SKIBKI!!! Jak dawno tego nie słyszałam. Pelunia tak mówiła. Tak mówią w Poznaniu. Skibka to Czytaj dalej

DZIESIĄTA DWADZIEŚCIA JEDEN

piekna sobota 014

Tristis est anima mea
usque, jak mówią, ad mortem…
Oto się jesień zaczęła
i nie ma komu dać w mordę;

i nic, już nic nie zachwyca,
i nic, już nic nie wystarcza,
idzie przez łan osmętnica,
tęsknota gospodarcza.

Sam na pomoście tramwaju
uczuwam taką tęsknotę…
O, jak te liście spadają.
O, jak spadają złote…

Lecz boleściwe westchnienia
wicher rozprasza wraz z liśćmi,
fantom własnego marzenia –
kędy, ach! kędy iść mi?

O drogo, drogo ty moja
na Widok czy Mazowiecką!
o ja, idący jak Boya
„we mgle pijane dziecko”!

Bowiem, jak mówi Wolica,
cierpię na „gorzkie torsje”,
tkliwy kochanek księżyca
i pies, i pies na forsę.

Dziwią się nawet Żydowie,
że niby ta senna jesień,
a mnie nie nęci manowiec
słowiańskich, chmurnych uniesień;

na honor, na Zuli ciało!
nie wierzcie w takie potwarze:
bywam w południe w PKO,
lecz wieczorami marzę

o sobie i o sanacji,
Daszyńskim, innych, co kocham…
mam nawet kącik w redakcji,
w którym cichutko szlocham.

Gdy wspomnę (ach, jakże mięknę!)
świetlaną zjawę dzieciństwa…
Ha, życie może jest piękne,
ale za dużo świństwa.

Eeech! to się jesień zaczęła
i nie ma komu dać w mordę…
Tristis est anima mea
usque, jak mówią, ad mortem.

Konstanty Ildefons Gałczyński, „Cyrulik jesienny”

Nie płacze dusza moja. Gdy widzę te wszystkie wrześniowe okoliczności przyrody, nawłocie zaariańskie, dojrzewające grona w winniczce, prawdziwki w lesie – moja dusza się raduje.
Ale tylko w połowie. W drugiej połowie ciemny niepokój, Czytaj dalej

FASCYNACJE ZNAD DRAWY

park ksiazk Nad Drawą i wieloma innymi rzekami, a nawet nad Arianką – żyją zimorodki. O ich obyczajach, tajemniczości, urodzie i kruchym życiu wiele się dowiedziałam z publikacji Romana Kucharskiego „Zimorodek – fascynacje znad Drawy”. Książka właśnie trafiła do moich rąk – i to z przemiłą dedykacją autora (choć zasłużyłam na nią jedynie malutką kosmetyką w ramach wiadomego „ministerstwa przecinków” 😉 ).
O fascynacjach autora – a także o moich spotkaniach z zimorodkiem –  napisałam w niecodzienniku – „Wbrew nazwie nie rodzi się w zimie”; zapraszam: https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/wbrew-nazwie-nie-rodzi-sie-w-zimie/

TARGET, CZYLI STRACONE ZŁUDZENIA

572300_jujka_34Jeślibym miała nadzieję, że moje pisarskie produkcje w ich obecnej postaci, „Ballada”, „Maski” czy „Pelunia”, znajdą wydawców, powinnam czym prędzej wrzucić te złudzenia do studzienki kanalizacyjnej. Zwłaszcza po tym, co jakieś pół miesiąca temu usłyszałam od pewnej znawczyni tematu, zaprawionej w bojach z wydawcami.

Tyle że ja już w styczniu ubiegłego roku pisałam na blogu: Czytaj dalej

TRIUMF „NOCY I DNI”

noce-i-dnie-dvd_midi_2826_0002 Jeszcze dobrze nie wybrzmiało narodowe czytanie „Lalki”, gdy na arenę wkroczyła triumfalnie druga z moich najukochańszych polskich powieści. Wprawdzie nie w postaci książkowej, a filmowej, ale przecież gdyby nie powieść, nie byłoby filmu.
Podczas gali otwarcia jubileuszowego 40. Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni (oglądałam wczoraj relację w TVP Kultura) wręczono nagrody specjalne – Diamentowe Lwy – najlepszym w ocenie widzów twórcom filmowego czterdziestolecia.

Nagrodę za najlepszy film przyznano „Nocom i dniom”! Nawet byłam ciut zdziwiona, bo spodziewałam się raczej, że uhonorowana zostanie „Ziemia obiecana”. Lecz ze zwycięstwa „Nocy i dni” cieszę się bardzo, bardzo (nieskromnie przypominając, że to przecież ta powieść jest główną bohaterką mojej „Historii czterotomowej” 🙂 ).

Wzruszony Jerzy Antczak, Czytaj dalej