KOSMOS SZWEDZKO-POLSKI

smalandia_590x443_crop_rozmiar-niestandardowy Astrid Lindgren umarła we śnie, mając 94 lata. Jako dobro narodowe Szwecji zasłużyła sobie na tak lekką śmierć, i to nie tylko tym, że jeszcze jako siedemdziesięciolatka wdrapywała się na drzewo.
To dziwne, lecz jej najsłynniejszej książki, „Pippi Langstrumpf”, nigdy nie czytałam. Za to „Dzieci z Bullerbyn” wielokrotnie.
Na tekst o Astrid Lindgren natrafiłam w necie przypadkiem kilka dni temu, dokładnie – w niedzielę, i po lekturze zaczęłam sobie przypominać historie z tematu „Szwecja w moim życiu”. Troszkę się ich nazbierało. Nawet wymyśliłam tytuł: „Szwedzki bulion” – ale skład tej potrawy podam w niecodzienniku, żeby tu się zanadto nie rozwodzić, zwłaszcza że niecodziennik najwyższy już czas odkurzyć.

Jeden z elementów mojego szwedzkiego bulionu to Kjell. Dawno już niewidziany ani niewspominany. I oto – ledwo go sobie tej niedzieli przypomniałam, po paru godzinach zmaterializował się! Wracając znad jeziora, natknęliśmy się na niego – wraz z dwoma kompanami przyjechał na weekend do Polski.
Wszyscy jesteśmy cząstkami jednego kosmosu, krążymy w nim i trafiamy na wspólne trajektorie, czasem wystarczy tylko pomyśleć…

Lata minęły, posiwiał i nie jest już nauczycielem. Ani emerytem, jak inny nasz wspólny znajomy, Kenneth. Jest teraz biznesmenem, specjalistą od szwedzkiej wody (tej do picia) z rejonu Smalandii.
Jest też moim kolegą z fejsbuka, więc jakby co, nie tracimy kontaktu.

O całej zawartości szwedzkiego bulionu piszę tu: https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/bulion-szwedzki-i-prawie-szwedzki/

Zapraszam.

 

Reklamy

5 komentarzy do “KOSMOS SZWEDZKO-POLSKI

  1. Mieszkając na Ziemi Lubuskiej, nad aż dwoma jeziorami, wiele nie tracicie 🙂 Szwecja to lasy (macie), jeziora (macie), skaliste, dramatyczne wybrzeże, archipelagi etc. (nie macie). Woda lodowata, na sam widok można dostać hipotermii 🙂 Mąż miał oczy jak talary przez cały urlop, w ogóle nimi nie mrugał, żeby ani na chwilę nie tracić z widoku tych wszystkich Pippis kelnerek, recepcjonistek i innych dziewczynek. Syn, pozostawiony raz po śniadaniu w hotelowym pokoju gier i zabaw, kiedy wróciliśmy, siedział oblepiony klonami o białych włosach, identycznymi z nim, i czuł się… jak ryba w wodzie (może nawet śledź, były, były w hotelu, jak przepowiedział przewodnik, jogurt ze śledziem i ciastka ze śledziem). Ja? No cóż. Wśród wikingów czułam się nadzwyczaj dobrze 😉

    • O jednym nie wspomniałaś. Że tam aż kapie od porostów! – że zacytuję pełne zachwytu słowa Bożenki.
      Pewnie nie zwróciłaś uwagi. A ja widziałam. I potwierdzam.
      Śledziowe jedzenie też nie było złe. Choć pieczeń z łosia – Janek jadł – zmarnowane mięso. 😉

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.