HISTORIA „HISTORII”

reg1 Z zamkniętymi oczami podeszłam do regałów, postanowiwszy, że pierwsza, na którą padnie moje oko, będzie NIĄ. Tą, przez którą „wszystko” lub przynajmniej dużo… Książką, którą wplotę w moje opowiadanie pisane (wtedy dopiero wymyślane) na konkurs „A wszystko przez tę książkę”.

Kiedy ogłoszono konkurs, dość szybki przyszło mi do głowy, by narratorką uczynić właśnie ją. Książkę. I żeby to była taka historia, w której ta książka opowiada o swoje wędrówce od jednego czytelnika do drugiego, potem do następnego, za każdym razem jakoś zaznaczając się w ich życiu.
Gdzie ludzie dla zabicia czasu czytają książki, a przeczytane czasem darowują innej osobie? W pociągu. Albo w szpitalu. Przynajmniej kiedyś tak było, bo dziś w salach szpitalnych są telewizory, a podczas podróży pociągiem ludzie najczęściej ślipią w komórkę.
Ale moja historia miała być staroświecka.

Tylko jaka to miała być książka? Ta sprawczyni, przez którą „wszystko”? Przychodziły mi do głowy różne tytuły, w końcu postanowiłam zdać się na ślepy traf. Trochę się bałam, że moje oko padnie na jakiś bzdet, bo i takie mamy na półkach, na szczęście traf nie okazał się zły.
Nie padło na „Lalkę”, która jest moją najukochańszą powieścią (i której narodowe czytanie dziś właśnie się odbywa).
Nie na „Mistrza i Małgorzatę”, mój Numer 2.
Padło na „Noce i dnie” Dąbrowskiej, trzeci numer z mojej listy.

Trochę pokombinowałam, jak można by tę powieść wpleść do mojego opowiadania i potem już poszło jak z płatka. Niektóre zdarzenia i miejsca w opowiadaniu są prawdziwe, sporo też nawymyślałam, a udział w nich książki, której historia splata się z historią szpitalną, a potem dalsze losy jej czterech tomów (dokładnie: dwóch części, bo takie właśnie wydanie mam w domu), wyssałam z palca i specjalnie wyolbrzymiłam.

Zabieg, by uczłowieczona książka opowiadała o swoim życiu, z jednej strony wydał mi się oryginalny, z drugiej – tak banalny, aż się wystraszyłam, że ktoś inny z uczestników konkursu wpadnie na podobny, że ktoś mnie ubiegnie i moja historia na tym wiele straci. Więc tak pogalopowałam z pisaniem, że na mecie konkursu, w którym ścigało się trzydziestu trzech uczestników, zameldowałam się jako czwarta. Co oczywiście oznaczało tylko dobiegnięcie do mety, a na finał konkursu przyszło nam wszystkim jeszcze długo się naczekać.

Taka jest historia „Historii czterotomowej”. Tytuł wymyśliłam na końcu, słabiutki, zawsze mam z tym problem. „Noce i dnie” to powieść w czterech tomach, w opowiadaniu opisałam sztafetę pokoleń, na upartego można by się dopatrzeć czterech… Trochę to dymane, lecz lepszy tytuł nie przyszedł mi do głowy.

Jednego zupełnie nie wzięłam pod uwagę. Że „Noce i dnie” mogą się okazać dla wielu czytelników mojego opowiadania powieścią, której nie znają, co najwyżej pamiętają serial telewizyjny, choć też nie wszyscy go oglądali. I moje odniesienia do Piotrusia Niechcica czy Toliboskiego dla wielu będą po prostu nieczytelne. Wprawdzie po lekturze mojej (wtedy jeszcze nie było wiadomo, że mojej, opowiadania pojawiają się w konkursach anonimowo) „Historii czterotomowej” niektórzy deklarowali, że sięgną po „Noce i dnie”, ale czy tak rzeczywiście zrobili, nie mam pojęcia.
Jednak staroświecka „Historia czterotomowa” spodobała się koleżeństwu czytelnikom. Do tego stopnia, że ich głosy w czytelniczym plebiscycie wywindowały ją na pierwsze miejsce!
Pisałam o tym tu: https://kobietadomowa.wordpress.com/2015/05/17/ja-chyba-snie/

A teraz moja „Historia czterotomowa” jest historią e-bookową. Znajduje się wśród czternastu opowiadań, dobrych i bardzo dobrych, jak napisał we wstępie Jakub Winiarski.
Kupujcie! Czytajcie! 🙂 Może i w Waszym życiu coś się zdarzyło przez tę czy ową książkę, może wśród tych opowiadań odnajdziecie jakiś okruch swojej historii… Zapraszam.
https://www.e-bookowo.pl/p…/a-wszystko-przez-te-ksiazke.html

…ale pewnie i tak kupujących będzie niewielu, więc przynajmniej tu rzućcie okiem na to opowiadanie: https://kobietadomowa.wordpress.com/opowiadania-2/historia-czterotomowa/

 

Reklamy

9 komentarzy do “HISTORIA „HISTORII”

    • Ja na żadną kasę się nie napalam, ale też żadnej kasy w to nie włożyłam. Jedynie – zapędziłam do pracy moje komórki. Możesz wierzyć lub nie, ale główny cel mojego „pisarstwa” i korzyść zeń to aktywizowanie jałowiejącego mózgu. O inną zapłatę nie stoję.
      No, chyba że o sławę. 😉 😀

  1. Haniu, ależ Ty masz rok. Pniesz się z konkursu na konkurs coraz wyżej i wyżej. Nie napiszę, że gratuluję. Napiszę – należy Ci się i trzymam kciuki za kolejne sukcesy i wenę. Duża buźka. Niestety e-booka jeszcze nie mam. Jak już nabędę – to z pewnością Twoje opowiadanie będzie jednym z pierwszych, które na nim przeczytam.

  2. Sława sławą ale…tu cytat ” Cóż, praca z płacą jedną idzie drogą
    więc to jednako wieszcz, krawiec czy anioł.
    Wyborny majster zawsze bierze drogo
    i tylko lichy partacz robi tanio,
    a lichy partacz jest rynku zakałą,
    co się już nieraz w życiu okazało.” KIG oczywiście. 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.