KOBIETA PRZESĄDNA

nocek W środku nocy obudził mnie deszcz gwałtownie bębniący o dach, wyrywając mnie z „górskiego” snu. Ostatnio często śnią mi się góry, dużo wyższe i trudniejsze do pokonania niż szlak, którym wędrowałam niedawno. Ciekawe, co to znaczy.
Choć właściwie nie chcę wiedzieć. Jestem przesądna i wolę nie wgłębiać się w tajniki snów, a nuż zapowiadają coś niedobrego? Po co się martwić na zapas?

Kiedyś w styczniowym „Twoim Stylu” przeczytałam horoskop na cały rok. Żałowałam, że przeczytałam, bo stało w nim: „pod koniec roku umrze ktoś ci bliski”. Wprawdzie przez cały rok nie bardzo przejmowałam się tą przepowiednią, lecz gdy nadszedł listopad, a po nim grudzień… Nic nie pomagało tłumaczenie sobie, że Raków są tłumy i niekoniecznie zła wróżba musi się spełnić mnie, im bliżej było do końca roku, tym mój niepokój rósł. W sylwestrową noc niemal odliczałam minuty do północy, w strachu, że dostanę jakiś telefon z tragiczną wieścią, i uspokoiłam się dopiero w Nowy Rok. Od tamtej pory, czyli od grubo ponad dwudziestu lat, nie czytam horoskopów. Do wróżki też bym nie poszła. Nie chcę wiedzieć, co mnie czeka.

Nie chcę też interpretować snów. Dzielę je jedynie na nieprzyjemne i miłe. Z tych pierwszych i tak długo w ciągu dnia nie mogę się otrząsnąć, te drugie oczywiście nastrajają mnie radośnie.

W moim najstraszniejszym śnie wyleciałam w powietrze. Śniło mi się to w czasach studenckiej młodości. Szłam z Leną przez gubiński park koło poczty, z naprzeciwka pojawił się żołnierz, taki jak z amerykańskiego filmu, i rzucił w nas granatem. Nawet się nie zamachnął, tylko tak lekko podrzucił go w górę – i po sekundzie już w górę wzleciałam ja, rozerwana na krwawe strzępki pomieszane z parkową zielenią.
Podobny sen miałam już mieszkając w Lubniewicach. Pływałam w zatoczce blisko baru „Bryza”. Nagle nadleciały samoloty i zaczęły zrzucać do jeziora bomby, widziałam wznoszące się leje wody, jedna bomba spadła tuż obok mnie. Też to pamiętam dokładnie, woda i niebo miały taki dziwny gołębi kolor. Tym razem na szczęście obudziłam się wcześniej niż mnie rozerwało.

Wspomnę jeszcze o dwóch snach. Właściwie nie tyle strasznych, co zabawnych.
Ten pierwszy zdarzył się, gdy byłam trzyletnią dziewczynką i na świat miał wkrótce przyjść mój brat. Śniło mi się, że uciekaliśmy gdzieś przez nasz ogród, mama, tata i ja, ścigał nas milicjant, który chciał nam dać dziecko z takiej jednej wielodzietnej rodziny, i w końcu nas dopadł.
W drugim śnie – i ten motyw powtórzył mi się kilkakrotnie, ostatnio nawet całkiem niedawno – nie byłam w stanie przeprowadzić lekcji. Uczniowie kompletnie mnie nie słuchali, porozłazili się gdzieś, usiłowałam ich pozbierać, jakoś ogarnąć, by móc choć temat wpisać do dziennika – daremnie. Ten szkolny motyw tym jest dziwniejszy, że w realu nigdy nie miałam takich sytuacji, uczniowie nie wchodzili mi na głowę i lekcje prowadziłam bez problemów.

Podobno sny tłumaczy się na odwrót. Czyli że jak góry – to doliny? Doły jakieś? Lepiej nie! Wolę nie wiedzieć.

/na zdjęciu nocny koleś – nocek w kopalni „Podgórze”/

Reklamy

4 komentarze do “KOBIETA PRZESĄDNA

  1. Nocne mary nauczycielek 🙂 uczniowie rozłażący się po kątach 🙂
    A mój najgorszy sen to podejście do matury. Mam Xx lat, a tu puk, puk, pan Los przybywa oznajmić, że muszę ponownie zdać egzamin dojrzałości. O raju, jak miło się z tego snu obudzić. Z myślą, że… uff, matura zdana dawno temu! Chociaż coś mi się udało 🙂

    • A z czego miałaś zdawać tę poprawkę? Ze wszystkich przedmiotów? Bardzo złośliwy ten pan Los.Na szczęście to tylko sen, a w realu z pewnością byłaś prymuską. 😉

      Wszystkich strasznych snów nie wymieniałam, matura też mi się czasem śni, znów jako horror – z matematyki, ustna, bo kiedyś nie wystarczyło zdać pisemną (to znaczy poodpisywać z nadesłanych mi ściąg).
      Na szczęście się zlitowali i dali mi końcową tróję, ale we śnie wciąż się męczę.

      • Wychodzi na to, że poprawkę z życia 🙂 Matematyka? Też zdawałam ustną. I to było moją zmorą. Bo plan był taki, że zdam wszystko pisemnie na piątkę, i potem luzik. Wakacje. No nie, jeszcze wstępne na studia, potem wakacje. Najdłuższe w życiu, bo do końca września. Ale pan Los spłatał figla. Polak na piątkę, matma na czwórkę. Nie obyło się bez ustnego z matmy. Na piątkę 🙂 (chwalipięty powinno się bić po języku, nie uważasz? tak jak niegrzeczne brzdące po łapach!!!) 🙂

      • Wiedziałam, wiedziałam! (żeś prymuską była). Ale Cię przebiję w chwaleniu się: ja z polskiego, jako piątkowiczka na świadectwach z dwóch ostatnich klas i z pisemnej, zostałam ZWOLNIONA z matury ustnej – takie były zasady. No i teraz się bijmy nawzajem po językach. 😉

        A z życia to każdy ma egzamin do poprawki, mniejszej lub większej. 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.