LASÓW CI U NAS DOSTATEK

las1

Jak cicho…
tylko czasem liście zaszeleszczą
i sosnowa gałązka nadepnięta trzaśnie.
Las patrzy w niebo – zbiera ostatki promieni,
wygrzewa stare kości, nim pod śniegiem zaśnie.

Lasów ci u nas dostatek, a bywa, że i grzybów w nich. Jak dziś. Wypad na niecałe dwie godziny, bo do lasu przecież mamy blisko, a ileż radości dla ciała i ducha. Pełen kosz podgrzybków dla podniebienia i te kolory, zapachy, ta kojąca cisza – dla serca.
I dokładnie tak jak w moim dawnym, licealnym wierszu – bezwietrznie i spokojnie. Nawet ze dwa promyki przedarły się zza chmur, by lasowi ogrzać stare kości, a nam pomóc w dostrzeżeniu brunatnych, aksamitnych kapelusików ukrytych w głębokim mchu.

Uwielbiam zbierać grzyby. Mam to w genach Czytaj dalej

Reklamy

NIECH TKAJĄ SWÓJ SZALIK

LO Gubin 1 Dziś jest Dzień Edukacji Narodowej (zwany kiedyś mniej szumnie Dniem Nauczyciela), pojutrze zaś – finał obchodów jubileuszu 70-lecia mojego liceum.
Zamierzałam pojechać do Gubina i w piątek wybrać się do szkoły na oficjałkę – ale nie pojadę. Moje gubińskie koleżany nie przyjdą z różnych ważnych powodów, innego bliskiego koleżeństwa też tam pewnie nie spotkam. Moja klasa miała dwa spotkania absolwentów i na razie Czytaj dalej

RAJD STUDENCKI RUSZYŁ…

panoramaPaździernikowe Karkonosze

Pospadały z drzew kasztany
Rajd studencki na szlak ruszył
Na jesienne złote drogi
Zagubione w leśnej głuszy.
Rajd studencki ruszył
Tysiąc żaków bieży
A kto w domu został
Do nas nie należy.
W moich studenckich czasach istniała tradycja uczestniczenia w rajdach pieszych. Rektor dawał dzień rektorski albo dziekani poszczególnych wydziałów dzień dziekański – i cała uczelnia ruszała na szlak. No, cała to przesada. Niektórzy korzystając z dodatkowego wydłużającego weekend dnia wolnego, ruszali do domu po słoiki. 😉
Rajdy pod patronatem AKT „Belferek” odbywały się z wielu okazji i w różnych porach roku, ale ten główny, uczelniany, na który dostawaliśmy dzień rektorski – był rajdem jesiennym.
Zwykle ruszaliśmy w Karkonosze. Pociąg z Zielonej do Jeleniej Góry pękał w szwach, nabity głośną, rozśpiewaną, a nierzadko i nieźle narąbaną bracią studencką. Pracownicy PKP wymiękali i rzadko udawali surowych, a jedną panią konduktorkę Czytaj dalej

PAŹDZIERNICZENIE

Karkonosze 020 Październiczeć to inaczej pierniczeć, czyli powolutku stawać się starym piernikiem. Ale niedramatycznie. Pogodnie i łagodnie.
„Spokojnie. To jeszcze nie listopad”, jak powiedział dziś w trójce autor tego terminu, Andrzej Poniedzielski.

Październiczenie jest kolorowe. Jeszcze pełne życia. Zachwycają przebarwiające się liście, cieszą dojrzewające w winniczce grona i nalewki na parapecie, dom pachnie zebranymi wczoraj grzybami, w lesie było znów tak pięknie… A że człowiekowi czasem coś strzeli w gnatach jak tej spróchniałej gałązce pod stopą – cóż, to jeden z uroków tego stanu.

Wzorem ubiegłego roku – przez parę dni popaździerniczymy znów w górach. Radośnie, ale bez ekstremów. Jak przystało na jesienniejących ewergrinów. 😉
Trzeba sobie dostarczyć trochę endorfin, nim dopadnie nas listopadowienie.

EWERGRINY

KRY13 Czy wciąż (lub znowu?) „zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną”, czy też jestem już coraz bardziej kapusta głowa pusta?

Jako dziecko byłam radosną i bezrefleksyjną rozszczebiotaną gadułą.
Jako młodzież, już refleksyjna i nadmiernie egzaltowana, szczebiotałam nadal, gadulstwem zasłaniając swoje kompleksy i osłaniając się niczym tarczą przed światem, by nie zranił. Uważałam się wtedy za pesymistkę, w czym utwierdzał mnie stan częstego zakochiwania się bez wzajemności.
Jako kobieta dojrzała, u boku fajnego faceta, pracująca zawodowo, żona i matka dzieciom, cieszyłam się tym, co mam, ale czy naprawdę umiałam to cenić? Jak ta Barbara Niechcicowa, wciąż miałam tendencje do zamartwiania się z byle powodu, niespania po nocach i wyolbrzymiania problemów.
Dziś im jestem starsza, tym – paradoksalnie – radośniejsze mam spojrzenie i chciałabym Czytaj dalej

TAK TU MAMY

krajnik lubniewice

Niedziela, 4 października, jesień nadal zielonozłota, na termometrze zaokiennym 23 stopnie w tzw. głębokim cieniu. W taki piękny dzień nie udać się w plener byłoby niewybaczalnym grzechem. Zatem wyruszyliśmy na rowerach – spacerowo, z zamiarem objechania jeziora Krajnik, z zahaczeniem najpierw o jezioro Lubiąż – nadjeziorną promenadą. plaza Janek czeka zamek

Potem spacer stał się mniej spacerowy. Po dotarciu na drogę powyżej Krajnika zachciało mi się Czytaj dalej

NO I CO?

prawdziwki 004 No i pstro! „Codziennie choć jedno zdanie” – napisałam kiedyś. Takie postanowienie, żeby się samodyscyplinować. Właściwie nawet nie postanowienie, a raczej życzenie…
Które kto niby miałby spełnić, skoro nie ja???
Moje główne usprawiedliwienie teraz: że taka piękna pogoda, że las, grzyby, że chałupę trzeba posprzątać, że inne to czy śmo.
W przedpołudnia i poobiedzia, a czasem i wieczorami – znów przesiaduję przed kompem po próżnicy, rozmieniam się na drobne, ganiam po fejsbuku, czytam jakieś bzdety na innych portalach…
Blog leży odłogiem.

Więc żeby choć na chwilę go podźwignąć – napisałam. Nawet nie jedno, a kilka zdań.

P.S. Te prawdziwki są z września, gdy zaczął się tzw. wysyp. Dziś, po październikowych przymrozkach porannych, już nie ma po co ruszać do lasu. Więc ugotuję gulasz jesienny. 🙂