A JA ŁĄCZĘ

warzywa Dzikie zwierzęta nigdy nie łączą ze sobą różnych pokarmów.
Wiewiórka na przykład przez całe życie je tylko orzechy. I nie ma kłopotów trawiennych. I śmiga. A ludzie łączą.

Zdrowa dieta powinna polegać na niełączeniu. Chodzi o niełączenie węglowodanów i białka. Do prawidłowego trawienia węglowodany potrzebują środowiska zasadowego, a białko środowiska kwaśnego. Więc taka na przykład kanapka z serem – bardzo niedobre połączenie. Bo jak nasz układ trawienny ma wytworzyć środowisko kwaśne i zasadowe jednocześnie? Toż wpadnie biedny we frustrację i chaos – i w jelitach się nam zrobi sfermentowany syf.

Są tacy, którym układ w chaos nie wpada. Mój syn od kilku lat stosuje niełączenie. Bardzo rzadko robi odstępstwa – nawet barszcz wigilijny najchętniej najpierw by wypił, a uszka zjadł potem, osobno. No ale tradycja zobowiązuje, więc nie dziwaczy aż tak.
Jeśli mięso na obiad, to albo z warzywami, bez ziemniaków, albo ziemniaki z warzywami bez mięsa. Zresztą mięso – najwyżej raz w tygodniu. I żadnych panierek. Ryba albo kotlet schabowy plus jajko, plus mąka, plus bułka tarta – absolutnie niedobre połączenie!
Chleba na śniadanie czy kolację też najlepiej wcale, bo gluten. Chyba że chleb najgrubiej ziarnisty. Ale bez nadmiernej ilości masła! Bez kiełbaski czy sera tym bardziej. Może być z oliwą z oliwek i z jakimś zielskiem – sałatą, kapustą, rzodkiewkami, pomidorem. Jeśli jajecznica (ścięta bez tłuszczu, na gołej patelni) czy plaster szynki – to bez chleba. Itp.
Nie popijać! Jeśli pić – to przed posiłkiem, najlepiej wodę. Po posiłku – następny dopiero po paru godzinach.
Kawa, mocna herbata – be. Alkohol też nie teges.
Bardzo zdrowe są orzechy, pestki, kasze. Podstawa to owoce i warzywa – najlepiej jak najwięcej surowizny. Nie tylko jabłka, marchew czy sałata, ale i kalafiory, brokuły, czosnek, buraki, a nawet dynia, cukinia, kabaczek – na surowo.
Zupa – odcedzone rzadkie osobno, gęste ewentualnie później, a najlepiej wcale, bo ugotowanizna jest mniej zdrowa niż surowizna.
A w ogóle – jeść mało i tylko wtedy, gdy naprawdę czuje się głód.

A ja łączę. Panieruję. Popijam. Dzień zaczynam od kawy. Lubię alkohol. Brokuły jem ugotowane. Nie lubię jabłek, nie przepadam za owocami. Warzywa – tak. Bardzo lubię. Lecz mięso na talerzu, zawsze ozdobione ogromną ilością surówki i innych warzyw, bardzo rzadko pozbawiam towarzystwa ziemniaków czy kaszy. Choć pół kartofelka, choć łyżkę gryczanej. No co ja mogę, że lubię. Czy z powodu jednego ziemniaka wyrządzę mojemu trawieniu aż taką szkodę?

Łączę na razie bez poczucia winy. Przecież nie będę na stare lata zmieniać nawyków żywieniowych. Jedną mam tylko zasadę: „mż” – mniej żreć. Tej się trzymam od lat, choć też nieortodoksyjnie – zimą i na spływach kajakowych stosuję „żw”.
Ale to przecież nie o chudnięcie czy tycie chodzi! Tylko o zdrowie. Żeby nie szkodzić sobie złymi połączeniami i jak najrzadziej sięgać po leki. Bo „jesteś tym, co jesz”. Dobrze przynajmniej, że nie jestem mieszanką fastfoodów, napojów gazowanych i słodzonych jogurtów.
Ale naczelnej zasady nie przestrzegam. Łączę.

Z jednym wszakże wyjątkiem: rosół jem bez makaronu! 😀

Reklamy

4 komentarze do “A JA ŁĄCZĘ

  1. A, to ja już wiem, dlaczego większość dzieci nie chce łączyć. Moja córka sałatkę z kurczakiem je następująco: Najpierw kurczak, potem kupka startego sera, następnie miseczka pomidorów, a na koniec sałata maczana w sosie, który podaję w osobnym naczynku, żeby się nic „nie ubrudziło”.
    Może ludzkość ma zakodowane w genach to niełączenie, bo tak zdrowiej, a my, rodzice, jesteśmy na tyle skuteczni, że z czasem wybijamy im ten zdrowy schemat odżywiania z głowy? 😉

    A tak na poważnie,nigdy nie zastanawiałam się, co się z czym łączy, zauważyłam natomiast, że po odstawieniu cukrów i glutenu łaknienie się zmniejsza i zupełnie siada odporność na procenty. Można się urżnąć lampeczką winka. Bardzo to ekonomiczne 🙂

    Smacznego dnia 🙂

    • Dziadek mojego męża też tak jadł, najpierw ziemniaki i surówka, na końcu kotlet. 😉
      Ja chyba mam cukry i gluten w za małej odstawce, bo jestem mniej ekonomiczna – do urżnięcia co najmniej dwie lampki wina. Albo i trzy. 😉

      Smacznego, Kasiu. 🙂

  2. Teoretycznie wszystko wiem o niełączeniu. Przez jakiś czas nawet próbowałam, ale niestety życie rodzinne nie sprzyja takiej diecie, szczególnie gdy druga osoba absolutnie nie chce tego realizować. Jeszcze niekiedy podejmuję walkę sama ze sobą, jeszcze zjem na śniadanie jajecznicę z pomidorami, a na drugie jakiś węglowodan jak najmniej przetworzony. Niestety opuszczam broń, gdy widzę jak Kibic zjada bułkę z masłem i powidłami. Nawet jak to piszę, to ślinka mi cieknie….

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.