RACZEJ Z GÓRKI NIŻ POD GÓRKĘ

8586547_przemijanie

…i tak czuję, że to pęka, że ucieka to i znika,
że to biegnie raczej z górki niż pod górkę…

Nie ma co się oszukiwać. Mam już z górki. Konstatacja ta nie jest bynajmniej konsekwencją nastroju spowodowanego listopadową aurą. Jest, że tak powiem, metrykalna i oczywista.
Jesienne deszcze nawet mnie cieszą po tak długim okresie suszy i niech sobie trwają na przemian z wiatrami, taki wszak urok listopada.

Listopadowienie dopada mnie w sensie egzystencjalno – rozmemłanym. Budzę się zwykle między siódmą a ósmą i potem przez parę godzin się snuję. Szczęściem nie zalegam na szezlongu i nie oddaję się rojeniom jak Belcia Łęcka (jeden z czytelników „Lalki” właśnie się doliczył, że słowo „szezlong” występuje w niej aż dwadzieścia dwa razy), ale… Śniadanie, kawa, książka, komputer – to są moje szezlongi. Owszem, luzik rajtuzik i poczucie nicniemuszenia. Jednak złudne. Tyleż przyjemne, co i niebezpieczne. Coraz bardziej się romemłuję, coraz więcej odkładam na zaś. Zwłaszcza gdy chodzi o pisanie. Fakt, bloguję teraz dość intensywnie, jednak zwykle jest to takie ble, ble. A gdzie dzieło, które rzuci na kolana? Już go pewnie nigdy nie napiszę – czy zresztą kiedykolwiek miałam takie ambicje? Może we wczesnej młodości, może wcale…

O! Dobry kierunek. 😀 Wspomnienie młodości odlistopadowia (odlistopadowuje?) mnie i roznuca dawnymi piosenkami Skaldów. Tytuł wpisu i rozpoczynający go cytat pochodzą bowiem z piosenki „Pod górkę” mojego ongi ukochanego zespołu. I nie wyrażają bynajmniej przemijania i schyłku, a jedynie przemijanie młodzieńczej miłości, która za chwilę znowu przyfrunie i „potoczy się pod górkę, a nie z górki”.

Ta piosenka pochodzi z telewizyjnego programu „Listy śpiewające”. Z powodu miłości do Skaldów oglądałam go (było tych odcinków kilka) pasjami. Teksty Agnieszki Osieckiej, muzyka Andrzeja Zielińskiego, reżyseria Olgi Lipińskiej, piosenki w wykonaniu Skaldów i Alibabek – ależ to była ekipa! Listośpiewne arcydziełka wykonywały tak znane piosenkarki jak Maryla Rodowicz czy Łucja Prus. To z „Listów śpiewających” pochodzi jeden z najpiękniejszych duetów – Łucji Prus i Jacka Zielińskiego: „W żółtych płomieniach liści”: https://www.youtube.com/watch?v=QgsnSFFgPS8

Niedawno Skaldowie obchodzili jubileusz pięćdziesięciolecia (!) zespołu. Aż nie do wiary, że wiele ich piosenek brzmi nadal świeżo, aktualnie, jak choćby „Czarodzieje” z udziałem Anny Marii Jopek ze wspomnianego koncertu. https://www.youtube.com/watch?v=LSH5UODB-j4
A wokalnych możliwości braciom Zielińskim mógłby i dziś pozazdrościć niejeden młokos. Widziałam ten koncert w tv, wiem, o czym mówię.
Oczywiście nie wszystkie piosenki Skaldów jednakowo lubię. Tych oklepanych, zwłaszcza „Wiosny” – nie.
Ale większość to takie, których nadal słucham z zachwytem i radością. Jak właśnie te z „Listów śpiewających”. Nie tak popularne, mniej znane, rzadko nadawane w radiu czy telewizji. A szkoda.

Znacie? To posłuchajcie i powzruszajcie się wraz ze mną.
Nie znacie? Może warto poznać?

Choćby te:
„Ni to, ni sio”

„Przecież ja dojeżdżam” https://www.youtube.com/watch?v=BEfRSVBsLFQ „No to, ni sio”

„Pod górkę”

„Piosenka o Zielińskiej” (nadal mam ciary, gdy jej słucham 😉 )

Na koniec „Rodzi się ptak”, piosenka jakże dziś listopadowo – jesienno – aktualna. Również z tekstem Osieckiej i w wykonaniu Skaldów, choć jeśli się nie mylę, z muzyką nie Andrzeja Z., a Adama Sławińskiego:

Gasną ogniska nad rzekami,
samotny ziemniak śpi w popiele,
idą przymrozki ścierniskami,
Jaś Kasię spotkał po kościele.
Zasypia ryba, zasnął rak,
rodzi się ptak, rodzi się ptak, rodzi się ptak…

Reklamy

10 komentarzy do “RACZEJ Z GÓRKI NIŻ POD GÓRKĘ

  1. Pięknie. „Uroki listopada…” Mój listopad jest piękny, acz nieco zwariowany. Na stare lata (metrykalnie) – przeprowadzka! Od tygodnia zwozimy drobiazgi i mebelki mieszczące się w bagażniku, a clou – jutro! Dobrze jest mieć przyjaciół młodych i krzepkich, a synów operatywnych, na trzy duże autka pojedziemy i z dwóch domków sprowadzimy graty do nowego szybko i sprawnie.
    „W żółtych płomieniach liści” to utwór, który wywarł na mnie przed laty (1977, Opole) piorunujące wrażenie. Takie, że dziś jeszcze potrafię zagrać na gitarce całość. Jako jedyny kawałek Skaldów. Dzięki za przypomnienie 🙂

    • A na mnie wywarł takie, że do tej pory potrafię go zaśpiewać. 😀 Liczę na jakiś duet nad Mereczanką czy Niemnem, Ty na gitarce, ja vocal. 😉

      Uważaj jutro w trakcie clou! Kręgosłup alarmuje, obchodź się z nim godnie, jak na metrykę przystało. 🙂

  2. Hanna,
    Listopadowość, czy rozmemłanie, jak go zwał tak zwał, ale też jest potrzebne. Korzystaj ile wlezie i akumuluj energię. Nic w przyrodzie nie ginie i nie dzieje się bez przyczyny:)

    P.S. Kawałki znam i nucę, ale do duetu mnie nie zapraszaj, chyba że miałabym śpiewać głuchym;)

    • Emeryciejże i Ty!

      A poza tym – w ramiona moje pójdź, Gżegżółko. Dziękuję za przypomnienie tej „zgórkiipodgórkę”.
      Z przyjemnością to przeczytałam, wyznam bez kokieterii.
      Ba, wręcz skierowałam do się, niczym Hermenegilda do Fafika, nieskromne i radosne: O, jakże ślicznie tańczysz, piesku.
      😀

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.