WSPÓŁPRACOWNICA INCYDENTALNA

red Z powodu rajzefiberu, wyjazdu, a potem zawirowań sanatoryjno – sieciowych, ze sporym opóźnieniem donoszę, że od pewnego czasu jestem współpracownicą Nowej Gazety Literackiej http://nowagazetaliteracka.blog.pl/
Tzn. donoszę tylko ewentualnym czytelnikom pozafejsbukowym, bo ci, co są na fejsie, już wiedzą.

Kolejność wydarzeń prezentuje się tak:
Dostałam propozycję współpracy z NGL jako korektorka. Najpierw nie chciałam, bo to zajmuje sporo czasu (ja niby go mam, a w istocie nie za bardzo). Ale szybko doszło do głosu stare belferskie uzależnienie pt. „bez sprawdzania wypracowań życie ma gorszy smak” , a ponadto, nawet mniejsza, że za friko – jest to nowa okazja do ruszania mózgiem. Więc wyraziłam zgodę, z zaznaczeniem wszakże, że bez dyspozycyjności i reżimowej obowiązkowości, że jedynie incydentalnie.
Tym sposobem zostałam współpracownicą” incydentalną”, poprawiłam przecinki i składnię w dwóch tekstach i znalazłam się w stopce w dziale korekta.
Ponieważ uważam, że sroce spod ogona nie wypadłam, w dalszym toku współpracy z red. Naczelnym eskalowałam, występując z zapytaniem, czy jakieś moje teksty blogowe nie nadałyby się do NGL. Podałam linki do różnych Stasiuków, Starowieyskich i Papusz, zaznaczając wszakże, że nie są to recenzje czy eseje i odmowę publikacji przyjmę z pokorą. Tak też się stało. Naczelny odpowiedział, że choć te teksty czyta się świetnie, są to typowe zapiski blogowe. Więc nie. W zamian zaproponował napisanie do NGL tekstu o polskich noblistach, ale bez napinki i żebym się z tym przespała.
Od razu wiedziałam, że się z niczym nie muszę przesypiać, bo odpowiedź znam: NIE. Nie chce mi się AŻ TAK ruszać mózgownicą, wolałabym już tylko odcinać kupony.
Ledwo to pomyślałam, od razu zaczęły mi się układać w głowie całe akapity. A że to było tuż po zamachach terrorystycznych 13 listopada w Paryżu, natychmiast przypomniał mi się wiersz Szymborskiej „Terrorysta, on patrzy” i podążyłam tym torem, więc artykuł – dosłownie w pół dnia – napisał mi się, że tak powiem, doraźny. Nawet byłam przekonana, że nie o taki redakcji NGL chodziło, ale go wysłałam.
O dziwo, spodobał się i został zamieszczony, o czym radośnie doniosłam na fejsbuku, a teraz donoszę tu. Tekst zamieściłam w niecodzienniku, więc jeśli ktoś jest niefejsbukowy, zapraszam: https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/innego-konca-swiata-nie-bedzie/
Ponadto NGL ma też opublikować moje opowiadanie „Prawą nogą” (choć jeszcze nie wiadomo kiedy) i gdy już to się stanie, uczynię tu kolejny radosny donos.

Radośnie mi i dlatego, że dzisiejsze zabiegi już mam zaliczone, gdy piszę te słowa, w twarz świeci mi zaokienne, uzdrowiskowe, zdrojowe słońce, i zaraz jadę na wycieczkę pt. „Dolina pałaców i ogrodów” (sześć obiektów do zwiedzenia). Życie sanatoryjne, przynajmniej na razie, podoba mi się bardzo!

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.