BRATKI CAŁOROCZNE ZAMIAST SZAMPANA

156
Sanatorium już za mną, święta też, właściwie cały rok już za mną.
Ponieważ to jest blog, który jeszcze niedawno miał podtytuł „literacki”, wypadałoby donieść o czymś z tej działki, pod koniec roku zaistniałym.
Katja zamieściła na stronie „Autostóp” moje dwa opowiadania wigilijne, te sprzed dwóch lat, z mojego pierwszego konkursu: „W takim dniu” (first name: „Jest Wigilia”) oraz „White Christmas”, kończąc jednocześnie projekt „Wykup słowo” i anonsując mnie w „Wykup słowo 2”.
Ten drugi projekt na razie przycichł, skupiając się zapewne na czynnościach okołoświątecznych i sylwestrowych, lecz zapewne w nowym roku ruszy z kopyta.

Ostatnio napisałam jedno nowe opowiadanie oraz pół drugiego. To pierwsze jako „Bez bumu” już tu zamieściłam, to drugie, roboczo zatytułowane „Spod rzęs”, na razie porzuciłam. Kulawe jeszcze bardziej niż jego poprzednik – i jak moja sanatoryjna wena.

O tym, co działo się wcześniej, donosiłam na bieżąco, więc zamiast sylwestrowych petard i szampanów zamieszczam tu bratki z mojej rabatki. Nie robię żadnych podsumowań ani żadnych postanowień na kolejny rok. No, może jedno: żeby sobie zaparzać i pić codziennie czystek. Do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu takiej rośliny, a ona ma podobno cudowne właściwości. Zobaczymy.

Moje bratki (vide zdjęcie) okazały się w tym roku być bratkami całorocznymi. Zasadzone w gruncie wczesną wiosną, kwitną jeszcze w grudniu (zdjęcie zrobiłam 29 bm.), a wraz z nimi pierwiosnki. Cuda, panie, cuda! Mróz, który nastał dzisiaj, pewnie je zwarzy, ale cóż, niechże w końcu zatriumfuje prawo natury. Przecież to koniec roku i zima!

W „Czarodziejskiej górze” też już zima. Wlokę się z tą lekturą jak żółw, wciąż nie jestem nawet w połowie (całość ma ok. 800 stron). W każdym razie Hans Castrop już musiał zostać w sanatorium, gdyż ma 37,7, niepokojący osłuch i w prześwietleniu rentegenowskim węzełki w płucach – oraz zakochał się w kobiecie o kaukaskich oczach, Kławdii Chauchat z lepszego stołu rosyjskiego. A nawet, gdy wreszcie mijając ją podczas spaceru, powiedział jej „dzień dobry” i usłyszał takąż odpowiedź, temperatura podskoczyła mu do 38. Ach, dawniej to były zakochania…

O zakończeniu roku i w ogóle o czasie (o czasie jest sporo rozważań w „Czarodziejskiej górze”) Tomasz Mann pisze tak:
„Czas nie ma w rzeczywistości żadnej cezury, łoskotu burz ani dźwięcznych fanfar na początku nowego miesiąca lub roku, a nawet na początku nowego stulecia; to my tylko, ludzie, strzelamy i dzwonimy”.
Więc nie ma co demonizować tych dat – 31 grudnia, 1 stycznia, koniec roku, początek roku. Ważne tylko, żebyśmy zdrowi byli. Albo przynajmniej niezbyt chorzy. 😉
Czego życzę sobie i Wam (bez strzelania i dzwonienia, a jedynie rozpłomieniona myślą o naszym tradycyjnym sylwestrowym ognisku nad Arianką).

Do siego roku!

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.