ZAWOJA

zawoja1 Zawojowała mi głowę Zawoja i od paru dni w niej wojuje, nie dając wszakże odpowiedzi. Byłam ja w tej Zawoi czy nie? Czy tylko miałam być, ale nie dotarłam?
Kojarzę ją z tym obozem wędrownym w Beskidach, o którym pisałam tu: https://kobietadomowa.wordpress.com/2014/09/23/w-gory-w-gory/
Ale czy obóz się miał skończyć w Zawoi, a my wyjechaliśmy zeń wcześniej, do Zawoi już nie docierając? Chyba tak było. Po niemal czterdziestu latach pamięć jest niczym worek suchych wiórów, Czytaj dalej

Reklamy

DETOKS

no computersTrzy dni bez komputera. Sama sobie zadałam! I to bez poczucia, że się poświęcam, że to jakieś szczególnie trudne. Wręcz o odpaleniu kompa myślałam z obrzydzeniem.

Trzy dni rodzinne, świąteczne, słoneczne, spacerowe. Oczywiście dni objadania się też, jak to w święta.
Nawet czytelnicze – bo pochłonęłam „Na plaży w Chesil” Ian McEwana (ach, biedna ta angielska młodzież początku lat sześćdziesiątych, gdy seks był tematem tabu, Czytaj dalej

OFIARA SYSTEMU

4193154-komputer-nauczyciela--wektor-ilustracji Macie tak, że chcecie napisać „drużka”, w sensie drużba płci żeńskiej, a system poprawia Wam na „dróżka”, bo myśli, że chodzi o małą drożynę? To jeszcze nic, zresztą skąd on ma znać takie staroświeckie wyrazy? Trzeba mu wybaczyć. Gorzej, że tenże system w wielu innych sytuacjach się mądrzy i poprawia po swojemu. Besserwiser prosty, żeby nie rzec Klugscheisser.
Rezultat dla takich niekumatych jak ja zamiast polepszenia staje się pogorszeniem. Najświeższy przykład z wczoraj. Czytaj dalej

URATUJEMY TRÓJKĘ?

staromodna-młoda-kobieta-słucha-radio-29710056

Pierwszy radioodbiornik włączamy w górnej łazience – ledwie rano oczy odpluszczywszy.
Drugi – po zejściu na dół na śniadanie. Ten nadaje niemal przez cały dzień, bo tiwi w naszym harmonogramie ma znacznie skromniejszą pozycję, głównie w paśmie wieczornym (a czasem wcale).
Trzeciego odbiornika słucha Janek w piwnicy, gdy pali papierosy lub np. majsterkuje.
Czwarte radio jest w samochodzie i towarzyszy nam podczas jazdy.

Słuchamy niemal wyłącznie Trójki, niekiedy robiąc wyjątek dla Radia Zachód, rzadziej dla Jedynki czy Dwójki. Eremefy, Zetki itp., z całym szacunkiem dla ich słuchaczy – not for us.

Trójka pojawiła się w moim życiu w czasach, Czytaj dalej

BALLADA PRZEDWIELKANOCNA

SAM_4448

Stoi facet na moście
z szynką pięciokilową,
o balustradę oparł się
i smutno kiwa głową,
jesień idzie i zima,
a facet szynkę trzyma.

Ech, facecie, facecie,
ty przed nami nie udasz,
na nic tu eciepecie,
jesteś guślarz lub dudarz,
znamy twe gry zabojcze,
ty romantyczny ojcze!

Bo patrzcie: Nasz obiektyw
scenę notuje taką:
ten most, woda, sztachety
i ta szynka pod pachą,

szynka, prezent od teścia,
pięć kilo i dwadzieścia.

Nagle, rany koguta!
Ach, co ty robisz, co ty?
Guślarz w żółtych półbutach
szynkę wrzuca do wody,

nawet rybitwy kwilą:
szynka przeszło pięć kilo.

Cóż za głupi patałach
tych przysłów tworzy kosze!
U rzeźnika wisiała,
a zatonęła, proszę;

zatonęła, po krzyku.
Guślarz stoi i płacze.
A księżyc na młodziku
i puchają puchacze;
no bo ktoś musi puchać.

A z szynką co? Na denko
poszła rzeczki wspomnianej,
prawie serce jej pękło
od tej nagłej przemiany:
cztery raki i muszla,
ach, ten przeklęty guślarz!

Nie można żyć na fuksa
lari fari lakuksa.
I teraz, nocą, zawsze,
kiedy wietrzyk dmie w puzon,
szynka wypływa na brzeg
i śpiewa jak Caruso:

„Jestem taka samotna
i mokra, proszę pań!
Ach, ać moja podwodna,
ach! dziańdzia moja glań*”.

Lecz każdy się naśm-i-wa
z tych szynki łez, a wicher
na pełnię noc nagrywa
jakby na gramopłytę.

Co do mnie, ani w ząb
nie pojmuję tej kpiny,
że: guślarz, wody głąb
i pięć kilo wędliny.

Dla mnie szynka to doping,
myślę o niej z oskomą,
a ten, czemu utopił,
do dzisiaj nie wiadomo.
——
*Straszne, stuprocentowo bluźniercze przekleństwo szewców, zanotowane przez Witkacego. K.I.G.
Konstanty Ildefons Gałczyński, „Straszna ballada wielkanocna o zatopionej szynce”

Z poletka literackiego (ballada to wszak gatunek literacki) meldunek jest taki:
1. Naczelny jednak zlikwidował NGL. Tym sposobem świat fejsbukowy już nie przeczyta moich tekstów, których kilka tam zaistniało. Oraz moje o tym blogowe przechwałki uzna za czcze, bo dowodu niet. No trudno. Ale co się nabyłam współpracownicą incydentalną, to moje. 😉
2. W grupie Wykup słowo 2 nastąpiło ożywienie. Czytaj dalej

Z PRZYRODĄ SIĘ NIE WYGRA

cięcie wierzb 004 Nasza nadrzeczna dolinka, przynajmniej teraz, gdy jeszcze ziemi nie okryła dobrotliwa zieleń, w niczym nie przypomina dawnej Arkadii. Bobry zrobiły tam nieomal nadariańskie gołoborze. Gdyby nie siatka, łupem drani poszłyby również nasze wierzby strategiczne.
Powycinawszy, co tylko mogła, na dole, banda Zenobiusza zaczęła zapuszczać się wyżej, na skarpy. I po jedynych naszych dwóch drzewkach owocowych, brzoskwini i śliwce gubince, też pozostały tylko smutne kikuty.
Mieliśmy nadzieję, że na tym koniec i dranie wreszcie się wyniosą. A gdzież tam! Czytaj dalej

11 MARCA

Cyclamen flower.

W kalendarzu już od dawna próżno szukać pod tą datą imienin Peluni, ale mama twierdziła, że przed wojną imieniny Pelagii i Konstantego zawsze obchodzono 11 marca – i tylko ta data była dla nas jej świętem.

Marzec zapamiętam na zawsze jako miesiąc wczesnowiosennych kwiatów z okazji imienin mamy, taty (Józefa) oraz Dnia Kobiet.
Kupowałam rodzicom kwiaty doniczkowe! Dziś w Gubinie funkcjonują liczne kwiaciarnie, lecz w tamtych czasach Czytaj dalej