MALEŃKA WIELKA KRYSTYNA

k. feldman Przed stu laty (1 marca 1916 r.) urodziła się Krystyna Feldman, aktorka filmowa i teatralna, mistrzyni drugiego i trzeciego planu, jak o niej pisano – przynajmniej do czasu gdy zagrała rolę główną, rolę życia, w filmie Krauzego „Mój Nikifor”.

To dość smutne, ale i w dobie mass mediów znamienne, że choć stworzyła tyle wyrazistych, wspaniałych kreacji, przez masową widownię zapamiętana została głównie jako babcia Rozalia z telewizyjnego serialu „Świat według Kiepskich”. Ona sama bardzo tej łatki nie lubiła i podczas spektakli w poznańskim Teatrze Nowym zdarzało się podobno, że gdy z widowni dobiegał tekst „O, babka Kiepska”, potrafiła na chwilę „wypaść z roli”, odszukać delikwenta wzrokiem i wymownym spojrzeniem dać mu do zrozumienia, jak niestosowne było jego zachowanie.

Była kobietą wielu talentów, także plastycznego i literackiego. Pisała wierszyki dla kolegów z teatru, a jej spadkobiercy wśród pamiątek po zmarłej (w r. 2007) aktorce odnaleźli powieść „Światła, które nie gasną”. Jest to – jak powiedział Michał Pabian, dramaturg Teatru Nowego – „opowieść o tym, jak wygląda teatr od kulis. Wątki obyczajowe mieszają się z tym, co tylko aktor jest w stanie dostrzec: z wielką pasją, uporem i stresem związanym z tworzeniem ról, przygotowywaniem spektaklu”.

Widziałam kiedyś Krystynę Feldman „w realu”, podczas wizyty u znajomych na jednym z poznańskich osiedli, gdzie mieszkała aktorka. Maleńka, filigranowa kobiecinka, ale bardzo jeszcze wtedy dziarska i rozpoznawalna. W Poznaniu spędziła ostatnich trzydzieści lat swojego życia. Poznaniacy ją kochali. Po śmierci aktorki „podarowali” jej uliczkę – znajdujący się na tyłach Teatru Nowego „Zaułek Krystyny Feldman”.

Role zagrane przez Krystynę Feldman kojarzę nie tyle nawet w powiązaniu z tytułami konkretnych filmów, ile poprzez wyrazistość kreowanych przez nią postaci. A była ich pełna gama, bo potrafiła zagrać zarówno hrabinę, jak i żebraczkę, nie mówiąc już o rolach ciotek i babć, które stanowiły jedną z jej specjalności.
Najbardziej pamiętam ją jako szurniętą zdewociałą ciotkę głównego bohatera w filmie Piwowarskiego „Yesterday” i jako żebraczkę Agatę z „Dwóch księżyców” Barańskiego.

No i oczywiście jako Nikifora Krynickiego. Genialna kreacja – ale o tym wiedzą wszyscy. Ciekawostką jest, że to nie była jedyna rola męska Krystyny Feldman, bowiem grywała takowe kilkakrotnie, począwszy od roku 1944, gdy w teatrze lwowskim zagrała Staszka w „Weselu” Wyspiańskiego. Ja widziałam Krystynę Feldman na scenie Teatru Nowego w spektaklu „Kuglarze i wisielcy”, wystąpiła w nim jako Lord Kanclerz – a więc też mężczyzna.

W pamięci widzów Krystyna Feldman z pewnością pozostanie jak tytuł jej powieści – jak światło, które nie gaśnie.

Reklamy

3 komentarze do “MALEŃKA WIELKA KRYSTYNA

  1. Haniu, anegdotka ledwie na temat (pani Krystyna pewnie by mnie teraz skarciła wzrokiem): Kiedy ostatniej jesieni zapragnęliśmy z przyjaciółmi śniadać niedzielnie w słynnym krakowskim Camelocie, przeszłam z kolegą w sobotni wieczór z pobliskiego Destino, aby zrobić rezerwację na ranek następnego dnia, bo o stolik, jak głosi legenda, diabelnie trudno. Pracowniczka zadała klasyczne pytanie: „Na jakie nazwisko rezerwacja?”. „Nikifor” – odparł kolega, postury mniej więcej półtora raza przerastającej malarza i aktorkę, i to razem wziętych. Nazajutrz sytuacja powtórzyła się. „Pana godność?” – padło pytanie. „Nikifor” – odparł kolega, zadowolony z żarciku. I tak śniadaliśmy w otoczeniu Nikiforów (niektórych oryginalnych, niektórych zaledwie reprodukcji, jak wytłumaczyła nam kelnerka). A ja sobie wtedy myślałam, i do dziś to pamiętam, jak świat zgłupiał. Dziś musisz zaistnieć tu i teraz, krzykiem, wygłupem, wtedy się przebijesz. Kto jeszcze wierzy w cichą pracę nad rolą drugoplanową?

    • Zuz, dzięki za anegdotkę. Wierzę, że pani Krystyna nie skarciłaby Cię za nią. 🙂 Miała duże poczucie humoru. Nie wiem, czy znasz sprawę chuligańskiego napadu na nią (niedługo przed zagraniem roli Nikifora, a więc miała już ponad 80 lat), co zakończyło się nie tylko obrabowaniem jej, ale też pobytem w szpitalu i operacją. Zniosła ją nadzwyczaj dzielnie (jak ongi moja Pelunia operację nerki – ach, te zacne roczniki…) i szybko wróciła do względnej sprawności, ani na moment nie porzucając myśli o zagraniu w filmie Krauzego. Na sali sądowej, gdy odbywał się proces trójki napastników, żartowała, że jeden z nich dlatego zaatakował ją od tyłu, pchnął w plecy, bo „pewnie obawiał się mnie, jestem przecież dużej postury”.
      Wymyśliła też podobno epitafium na swój nagrobek:
      „Nie dziw się wcale, przechodniu kochany,
      że ten mały grobek taki rozkopany.
      Tu leży Feldman, co nawet po śmierci
      zamiast w grobie leżeć, to się w grobie wierci”. 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.