JEDZIEMY SOBIE DO KRAKOWA…

Kraków W Krakowie byłam wielokrotnie, po raz pierwszy goszczona w domu rodziny mojej gubińskiej przyjaciółki Leny, która to rodzina wtedy wyjechała na wczasy, a my z Leną, wówczas szesnastoletnie, miałyśmy krakowskie wakacje. Drugi raz – rok później, na szkolnej wycieczce Zakopane-Kraków-Wieliczka. Muszę odszukać te zapiski w moim pamiętniku i może kiedyś je tu zamieszczę.

Od grudnia istnieje bezpośrednie połączenie kolejowe IC Gorzów Wlkp. – Kraków. Nierentowne jakieś, ale nie moje to zmartwienie. W Poznaniu wysiadła zaczytana młoda współpasażerka i potem byłam już sama w całym przedziale. Zaś w drodze powrotnej czas upłynął mi jeszcze szybciej, na rozmowie z inną współpasażerką, też młodą, z dzieckiem. Podróż więc uważam za udaną.

Oczywiście nie tylko z powodów kolejowych! Głównym celem mojego wypadu do Krakowa było spotkanie z tąż właśnie, niewidzianą od bodaj czterdziestu lat, przyjaciółką z dzieciństwa i młodości, Leną, mieszkającą już od wielu lat w USA. Ponieważ druga z naszej trójki, Grażyna (stanowiłyśmy w dawnych czasach taki tercet, koleżanki z dwóch sąsiednich ulic) też od wielu lat mieszka w Krakowie, a Lena stamtąd wyruszyła w świat, spotkanie odbyło się właśnie tam.
Do domu wróciłam z lekka zachrypnięta, bo przez dwa dni nie mogłyśmy się nagadać i nachichotać, aż nas jedna zaciętousta krakowska konserwa obsztorcowała w tramwaju jak szczeniary z podstawówki. Prawdę mówiąc, momentami tak się właśnie czułyśmy. Muszę to spotkanie opisać kiedyś dokładniej.

Po powrocie do domu boję się odpalić fejsa, bo tam pewnie czeka na mnie sto tysięcy powiadomień i może jakieś wykupowosłowowe ponaglenia. Tymczasem bez zwłoki trzeba wpaść w wir czynności kobiety domowej, kulinarnych, praniowych, ogrodowych. Zatem od świtu wpadłam w nie, a w chwili przerwy piszę ten komunikat.

Gdy wejdę na FB, znów ugrzęznę.
A moje koleżanki nie są fejsbukowe, ba, Lena nie jest nawet internetowa – i dobrze im z tym. Przy czym bynajmniej nie należą do moherów! Ja sobie w Krakowie kupiłam welury „Otmętu” – buty mojej młodości i w ogóle całożyciowe. Panie w moim wieku noszą pantofelki, a ja najchętniej welury. Co tam ja. Moje krakowsko-amerykańskie koleżany chodzą w jasnobłękitnych podartych dżinsach (takich specjalnie dziurawionych) i białych trampkach na grubej podeszwie. I gwiżdżą na metrykę. Ja zresztą też gwiżdżę, póki mogę, choć nie aż tak radykalnie jak one.

I fejsbuk nie jest im potrzebny do szczęścia.
Aż im zazdroszczę.

Reklamy

6 komentarzy do “JEDZIEMY SOBIE DO KRAKOWA…

  1. Han, one są evergreenowo-dziurowe, Ty jesteś evergreenowo-welurowa. Czyli wszystkie evergreenowe, tylko inaczej. (Ja sobie też kupiłam dżinsy z dziurami, dziś je ubrałam po raz pierwszy, i czułam się, że tak powiem… hmm) Póki śmiejecie się razem w tramwaju niczym gimnazjalistki, świat należy do Was! I tak trzymać! Fajny opis! Poproszę więcej!

  2. „Panie w moim wieku”… Czyli w jakim? I co mają z tym wspólnego pantofelki? Swoją drogą słowo pantofelki jakieś retro bardzo się zrobiło. Jedyne skojarzenie jakie mam to Kopciuszek.

    • Jak to w jakim? – rocznik znasz, bo to i Twój.
      Pantofelki – retro, nie retro, zawsze mi się ta nazwa wydawała staroświecka. Użyłam jej celowo, jako swoistego kontrastu względem welurów.

      • No więc własnie dlatego że i mój zastanawiam się „co artysta chciał przez to powiedzieć”.Rocznik i wiek rozjeżdżać się mogą w wymowie swej.A welury… chyba też już trącą myszką.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.