NIKOMU SIĘ NIE ŚNIŁO

book-309822_960_720 Mało dziś spałam, nie tylko dlatego, że nad Lubniewicami, w ramach manewrów „Anakonda 2016”, latały w nocy „Apacze”. Aż mnie mdli z niewyspania i z nerwów. Że ja dawniej przez długie lata byłam przewrażliwioną panikarą, trudno. Przeszłości nie zmienię. Ale żeby na starość, zamiast spijać wreszcie nektar godności, mądrości i spokoju, nadal tak nie mieć dystansu?! Nikomu się nie śniło!

Katja ogłosiła wczoraj, że nasz projekt (na parę dni przed finałem) zebrał już 113% potrzebnej kwoty. Zatem klamka zapadła i trzeba będzie pisać. Opowiadania mamy przysłać do 29 lipca, 1 sierpnia zostaną przekazane wydawcy. W moim przypadku oznacza to, że muszę się wyrobić najpóźniej do 12 lipca, bo 13 w nocy wyruszamy na naszą wyprawę spływową i do sierpnia będę poza zasięgiem.
Wybrałam 14 wyrazów z listy zakupionych (choć nie wiem, czy na nich się skończy, może każą mi wziąć coś jeszcze) – ale co dalej?
Chodzę więc dziś jak zakręcona i wymyślam. Mężowi odpowiadam półgębkiem albo wcale nie słyszę, o co pyta. W głowie mi się kłębi. Żeby nie zwariować, wykonuję działania zastępcze. Zrobiłam już zakupy, pranie, gotowanie obiadu, odpaliłam komputer, robię blogowy wpis. Czyli jak to ja – odsuwam.
A to właśnie Janek podpowiedział mi, o czym mogłabym napisać. Podsunął pewną historię sprzed lat. Zaraz też mi się odblokowały różne klapki w mózgu i wylazły z nich okruszki, które może warto by dorzucić . Tylko czy to się da posklejać w jakiś sensowny literacki kształt? Obym nie przedobrzyła.
Początek opowiadania też mi Janek rano podrzucił: „Nikomu się nie śniło, że X (tu imię bohatera) wróci z Hamburga wozem drabiniastym”. Brzmi nieźle, prawda? Tylko obawiam się, że w co drugim opowiadaniu w naszej przyszłej antologii znajdzie się owo „nikomu się nie śniło”, tak przynajmniej wskazywałyby teksty wyróżnione w „wykupsłowowym” konkursie (zwyciężczyni dołączyła do grupy jako dwudziesty jej członek). Muszę zatem wymodzić coś innego. W noc bezsenną wymyśliłam na przykład zdanie: „X (tu imię bohatera” zawsze miał słabą głowę”. Takie sobie. Dużo lepiej się chyba prezentuje: „ – Nie mieć nic pieniądze? – zapytała biuściasta prostytutka na Reepperbahn”. Ale czy to się nadaje na początek opowiadania?
Jeszcze nie zaczęłam, a już tyle mam wątpliwości. To chyba nie jest dobry kierunek, przecież zawsze pisałam z marszu. Zamiast cudować, zwlekać, czekać, aż mi się wszystko w głowie ucukruje, powinnam po prostu przysiąść, otworzyć „nowy dokument programu Microsoft Office Word” i ruszyć.

A w ogóle to na początku, zaraz gdy zatwierdzony został temat „Nikomu się nie śniło”, miałam pomysł, by bohaterem opowiadania uczynić faceta w śpiączce, którego żonie lekarze oznajmiają, że zrobili już wszystko co możliwe i teraz ona ma siedzieć przy chorym i mówić, mówić do niego jak najwięcej, bo przecież cuda się zdarzają. Ona nawet nie wie, czy chce, by mąż wrócił, bo był kawał gnoja z niego, ale w końcu zaczyna mówić, mówi, mówi, w niekończących się monologach wylewa swoje żale. A ten facet ją słyszy (już kombinowałam, kto mógłby mi zrobić medyczny research) i chciałby wrócić i wszystko ponaprawiać, ale się boi.
Pomysł poszedł się paść, gdy się okazało, że kasą z wykupu słów mamy wspomóc rehabilitację strażaka WYBUDZONEGO ZE ŚPIĄCZKI. Choć to absolutny zbieg okoliczności, zrezygnowałam, żeby nie być posądzoną, że się mało oryginalnie podłączam do cudzej historii.

Ale niech mi nikt nie ukradnie tego pomysłu! Może go jeszcze kiedyś wykorzystam. Już na własny rachunek. Zuza mówi, że pomimo wszystkich zawirowań projekt dostarczy mi jeszcze sporo satysfakcji. Być może. Dzisiaj jednak mam stuprocentowe przekonanie: Keine Projekte mehr!

P.S. Gdy ten tekst już miałam prawie skończony, nacisnęłam coś nieopatrznie na klawiaturze i zapis zniknął! Daremnie przez dobrą godzinę próbowałam go (również z pomocą Janka) odnaleźć w czeluściach netu. Ten jakiś przycisk wylogował mnie z „Kobiety domowej” i niezapisany szkic przepadł bezpowrotnie. Musiałam go tworzyć na nowo! Mam nauczkę, żeby dłuższe teksty pisać najpierw w komputerze, a dopiero potem „kopiuj-wklej” zamieszczać na blogu.
Poza tym – to jest kara za to, że zamiast od razu w nowym dokumencie „tworzyć, tworzyć, słów dobierać”, rozmieniam się na blogowe drobne. A także dowód wyższości słowa pisanego na papierze nad zapisem wirtualnym. Zwłaszcza gdy się jest taką niedojdą jak ja.

Reklamy

12 komentarzy do “NIKOMU SIĘ NIE ŚNIŁO

  1. Hania! Ty się za dużo przy tym swoim lapku podłogowym nie kręć, nie wciskaj biustem żadnych klawiszy, nie wpatruj godzinami w pusty ekran! Nic z tych rzeczy! Niech Ci Janek uplecie wianek, z tego, co tam aktualnie macie na podorędziu w ariańskich ogrodach, a Ty go załóż, ten wianek, w mglisty poranek, i wędruj po zarosionej łączce tak długo, aż Ci coś do łepka ślicznego nie wpadnie. Jak sama piszesz, już wpada! I wszystko brzmi całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Jam już ciekawa Twojego opa! Więc weny szukaj, rozmawiaj z Jankiem, wędruj za rączkę albo sama, i – dumaj. Byle nie pusty ekran!
    Zobaczysz, wszystko będzie DOBRZE.😉

    • Dziś przy śniadaniu przedstawiłam Jankowi swoją wizję realizacji tematu i podciął mi skrzydła, bo mu się nie spodobała. Upierałam się przy swoim i w końcu machnął ręką na odczepnego, na zasadzie „pisz jak chcesz”.

      Wianki wije się w Lubniewicach na obchody nocy świętojańskiej.
      My w mglisty podeszczowy poranek cięliśmy krzaczory. Potem spłynął na mnie deszcz, wena niestety ociąga się.

      Coś tam w końcu zaczęłam pisać na siłę, żeby mieć przynajmniej pierwsze koty za płoty, ale takim smutnym ględzeniem nie porwę ani pół czytelnika. Boję się, że fajne pomysły zmarnują się w niedostatku moich sił pisarskich i wyjdzie gliździor. Trudno. 😦

      • Potrzebne nam takie Janki. Choć mi dziś znowu z lekka podciął.
        Podobno co nas nie zabije, to nas wzmocni, więc się okopałam na swoim przyczółku.
        Tylko trochę zmieniłam koncepcję, prawie całkiem już od pomysłów Janka odszedłszy. Bo on to widzi zbyt dosłownie, a ja chcę stworzyć fikcję literacką („na faktach” 😉 ).
        Będzie, co będzie.

  2. Pomysł z facetem, który boi się „wybudzić” ze śpiączki przedni. I bardzo zabawny i może Ty w tę dudkę dmij, czyli humor sytuacyjny. A co do pomysłów to ach, ile wątków dookoła Ciebie się snuje. Mnie tam się marzy „odważna” powieść z kół zbliżonych do pokoju nauczycielskiego.;) P.S. Co to jest gliździor?

    • O!!! 😀 W razie czego liczę na Ciebie. 🙂 Bo to o Tobie myślałam w temacie researchu (tfu, jak ja nie lubię tych obecnie obowiązujących anglomakaronizmów).
      Z kół zbliżonych do pokoju nauczycielskiego nie przypominam sobie porywających historii, raczej liczę na koła zbliżone do gabinetów lekarskich – tu znowu możesz służyć mi pomocą. 🙂 Jakby co.
      Gliździor to smutny snuj, który się gliździ jak GLIZDA. 😉 Pozapinany jak ja.

  3. Szkoda, że nie idziesz w humor! Udowodniłaś nie raz, że potrafisz sypać dowcipem, jak choćby w tekście kryminalnym o wścibskiej sąsiadce. To było boskie, mój ulubiony Twój. I zgadzam się z przedmówczynią, że początek Janka zaciekawia bardzo. Może jednak nie porzucaj?

    • Et tu, Brute, contra me? 😦

      Kwapiszewską podyktowała mi jakaś wesoła nutka we mnie, aż mnie to samą zaskoczyło. Boję się, że to se ne vrati i wyjdzie gniot.

      Osłabiasz mi morale! 😉 Może napiszę dwie wersje i będę ciągnąć losy. Na razie nie mam żadnej. Idę dalej krzaki ciąć.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.