W ŻÓŁTYCH PŁOMIENIACH LIŚCI

brzoza Jak co roku, w żółtych płomieniach liści brzoza dopala się śliczne. Dziś jest właśnie taki dzień. Październikowy, złotojesienny, żółtopłomienny, nostalgiczny. Rozsentymentalnia i przywołuje wspomnienia.

CZERWIEC, ROK 1970

Piątek, 26 czerwca.
Festiwal opolski. „Przeboje sezonu”. Moi najukochańsi Skaldowie śpiewają „Od wschodu do zachodu słońca”, „Nie ma szatana”, razem z Łucją Prus prześlicznie „W żółtych płomieniach liści” i akompaniują Teresie Tutinas – „Gorzko mi”. Są cudowni. Festiwal oglądam razem z Leną. Wariujemy.

Sobota, 27 czerwca.
Skaldowie na festiwalu śpiewali „Póki ludzie się kochają”.

Niedziela, 28 czerwca.
Skaldowie nie otrzymali na festiwalu żadnej z głównych nagród. Jesteśmy z Leną wściekłe, przeklinamy jurorów i ich werdykt.

WRZESIEŃ, ROK 1970

Wtorek, 22 września.
Potem nuciliśmy w duecie „W żółtych płomieniach liści” (oboje uważamy, że to była najpiękniejsza piosenka tegorocznego festiwalu opolskiego), przy czym on trochę fałszował. Ha! A nawet takie piękne „W żółtych płomieniach” nas nie łączy, wszystko nas dzieli.

PAŹDZIERNIK, ROK 1970

Czwartek, 1 października.
Po drodze skręciłyśmy do klubu i po paru minutach usłyszałam, jak ktoś z tyłu za nami pogwizduje „W żółtych płomieniach liści”. Odwróciłam się – to zgodnie z moimi przypuszczeniami był on. Psychologiem jestem nędznym, ale niech mnie gęś kopnie, jeśli nie zagwizdał tego po to, bym się odwróciła.

Piątek, 9 października.
„A wtedy, jak go spotkałam po tej próbie, nucił <<W żółtych płomieniach liści>>”, pomyślałam sobie. Ja powiedziałam: „Jak ładnie śpiewasz”, a on odparł: „No właśnie. I dlatego śpiewam dla ciebie”.
Dla mnie? W końcu „W żółtych płomieniach” stanie się najbardziej znienawidzoną przeze mnie piosenką…

Sobota, 10 października.
Odprowadził nas na podwórko. Szłam przodem.
– Hanka – powiedział.
Udałam, że nie słyszę.
– Hanka!
– Słucham.
– Idziesz na ten ubaw do rolnika? (marudziłam coś o zabawie, choć właściwie wcale nie miałam zamiaru na nią iść)
– Idę.
– Wobec tego – przyjemnej zabawy.
– A właśnie, że nie pójdę! Dlatego, że życzyłeś mi przyjemnej zabawy.
Już miałam wszystkiego dosyć, już chciałam jak najprędzej zostać sama. A on, jakby mnie chciał ostatecznie dobić, poleciał na górę, usiadł w oknie i zaczął na jakiejś dmuchawce wygrywać „W żółtych płomieniach”.
Uch! Miałam ochotę kląć albo rzucić w niego kamieniem. Wreszcie nie wytrzymałam i rozdarłam się:
– A może byś tak przestał, co?

PAŹDZIERNIK, ROK 2016

Sobota, 29 października.
Miło powspominać dawne perypetie piosenkowo – sercowe. Miałam wtedy siedemnaście lat…

„W żółtych płomieniach liści” to jeden z największych przebojów Skaldów i jedna z najpiękniejszych polskich piosenek w ogóle. Powstała w roku 1969. Słowa napisała Agnieszka Osiecka (9 października br. minęła 80 rocznica jej urodzin, w przyszłym roku będzie 20 rocznica śmierci). Piosenka, do której muzykę skomponował Andrzej Zieliński, została stworzona dla programu, który w radiowej Trójce Agnieszka Osiecka prowadziła wraz z redaktorem Janem Borkowskim. W jednym z odcinków potrzebny był duet – i przepięknie zaśpiewali go Andrzej Zieliński i Łucja Prus. Po festiwalu w Opolu w roku 1970 utwór, który tam dostał nagrodę dziennikarzy (rzeczywiście – żadnej z głównych), stał się hitem i evergreenem.

Dla mnie to była piosenka o miłości. O przemijaniu, rozstaniach i powrotach. Nie wiedziałam wtedy, że Osiecka napisała ją po wydarzeniach Marca 1968, a słowa „Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają, na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają” oznaczały pożegnanie z przyjaciółmi, którzy opuszczali Polskę na zawsze.

Dobry tekst poetycki jest uniwersalny i można interpretować go na wiele sposobów. Nawet jeśliby „W żółtych płomieniach liści” odczytać tylko w jednej warstwie, tej nostalgiczno-jesiennej, to i tak brzmi on ponadczasowo.

W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie
Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem
Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają
Na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz

Gęsi już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy
Ucięte głowy ze łzą w oku zwiędną jak kwiaty, które zwiędły
Dziś jeszcze gęsi kroczą dumnie w ostatnim sennym kontredansie
Jak tłuste księżne, które dumnie witały przewrót, kiedy stał się

I ja witałam nieraz kogo, chociaż paliły wstydem skronie
I powierzałam Panu Bogu to, co w pamięci jeszcze płonie
I ja witałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja witałam nieraz kogo i ja witałam nieraz

Ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore
A razem z liszką, drogi Panie, me serce biedne, ciężko chore
Lecz nie rozczulaj się nad sercem, na cóż mi kwiaty, pomarańcze
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz.

Reklamy

2 komentarze do “W ŻÓŁTYCH PŁOMIENIACH LIŚCI

  1. Haniu, dziękuję za przypomnienie, że kiedyś słuchało się takich piosenek i przy nich się kochało. Dręczy mnie pytanie, czy przy piękniejszej muzyce (bo ona JEST obiektywnie piękniejsza od dzisiejszego młodzieżowego rzępolenia!) rodziły się piękniejsze miłości? Jak myślisz?
    Ja na szczęście znam te stare przeboje z „radyjka” mojej mamy, małego gówienka w brązowym skórzanym kaftaniku, które stało na półce i towarzyszyło jej w pracach kuchennych. I dzięki Bogu.
    Za moich czasów słuchało się i podrywało na piosenki, które nie istniały bez clipów muzycznych, pełnych podskakujących w lateksach panienek.
    A teraz? Pożal się Boże.
    Więc dzięki. U mnie za oknem też żółto. Ą żółci, podobnie jak zieleni, nigdy za dużo 😉

    • Rodząca się miłość jest zawsze piękna, niezależnie od tego, przy jakiej muzyce się rodzi. Tak myślę. 🙂 Czy przy lateksowych panienkach śpiewających w videoclipach Twoja miłość była mniej piękna? Z pewnością nie! 🙂

      A że tamte piosenki z radyjka były piękniejsze niż dzisiejsze (choć też nie wszystkie), to już inna sprawa.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.