CZAS ZIMOWY

220px-end_cest-svg Nie lubię zmian czasu, szczególnie tej jesiennej. Wszyscy się cieszą, że pośpią o godzinę dłużej, a ja obudziwszy się dziś rano, ucieszyłam się tylko z tego, że na zegarku widniała godzina szósta zamiast wczorajszej siódmej, bo już się bałam, że zobaczę piątą.
Godzina w tę czy w tę, zaledwie jedna – wielu ludziom nie czyni to różnicy, ale dla osób tak kiepsko sypiającym jak ja to nie jest bułka z masłem. Bywa, że dopiero na wiosnę, gdy zegarki przesuwa się do przodu, mam poczucie, że wreszcie budzę się o „normalnej” godzinie. A przecież to właśnie czas zimowy jest tym naturalnym, odwiecznym. Pokićkało się!
Swoją drogą, chyba trochę demonizuję te problemy ze snem. Wielkim ludziom (z Polaków np. Skłodowska- Curie czy Ludwik Zamenhof) wystarczały w zupełności trzy godziny snu na dobę. No cóż, nie jestem wielkim człowiekiem.

Jako pierwsi przy czasie równo sto lat temu pomajstrowali Niemcy, podczas I wojny światowej. Najpierw go 30 kwietnia 1916 przesunęli do przodu, potem cofnęli (1 października). Czyli – z powodów praktycznych – kazali ludziom wcześniej wstawać do fabryk i hut. W Polsce, po okresach gdy czas zmieniano i gdy nie zmieniano, cofanie bądź popychanie wskazówek zegara obowiązuje nieprzerwanie od roku 1983, a obecnie reguluje je dyrektywa Unii Europejskiej.

Coraz częściej mówi się o tym, że oszczędności wynikające z tych zmian są co najmniej dyskusyjne, sporo jest natomiast minusów. Ciekawe, czy za mojego życia nastąpi powrót do natury i nie będzie już żadnych kombinacji z czasem…

W czasie zimowym powinnam zająć się czynnościami pisarskimi. Co roku to sobie obiecuję, a potem różnie bywa.
Na razie – jeszcze w czasie jesiennym – zakończyłam wymianę uwag z redaktorem w sprawie mojego opowiadania i napisałam coś w niecodzienniku  -„Opowieści z Łazarza”, tu:https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/opowiesci-z-lazarza/
To znaczy – odgrzałam stary kotlet, bo posłużyłam się tam gotowymi już wspominkami.
W pewnym sensie odgrzaniem kotleta jest też wysłanie „Peluni” do Wydawnictwa Poznańskiego, co uczyniłam przed kilkoma dniami.
Czy w czasie zimowym rozwinę skrzydła, czy – co bardziej prawdopodobne – dopadnie mnie niemoc twórcza, zobaczymy.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.