HOVĚZÍ GULÁŠ

zdet-mm670xmm600 V tlakovém hrnci rozehřejeme sádlo a necháme na něm zesklovatět nadrobno nakrájenou cibuli, přidáme sladkou papriku a maximálně půl minuty mícháme. Rychle přidáme na kostky (cca 4×4 cm) nakrájené maso a opékáme, aby se nám maso „zavřelo“. Opékáme několik minut, než začne maso pronikavě vonět a pouštět šťávu. Pak maso osolíme, opepříme a přidáme kmín, podlijeme vodou tak, aby se nám maso dusilo a ne vařilo. Důkladně promícháme, zavřeme tlakový hrnec a dáme dusit.
Po cca 30 min. máme maso měkké (ne příliš, ať se nám pak na talíři příliš nerozpadá), přidáme vroucí vodu s rozpuštěnou kostkou bujónu (celkem budeme mít 2-2,5 l guláše) a necháme provařit. Do vroucího!! guláše přisypeme dle potřeby „bobky“ (pozor houstne to, až po chvíli míchání). Přidáme lisovaný česnek, majoránku.
Pak ho s chlupatým knedlíkem sníme. Nejlépe chutná (proti předpisům hygieniků v ČR) druhý až sedmý den po uvaření.

Jak już tu pisałam na blogu, od wielu lat jeździmy zimą do Harrachova. Kiedyś, rzecz jasna, robiliśmy te wypady również z naszymi dziećmi. Zarażaliśmy chłopaków czeskimi klimatami nie tylko turystycznie-narciarsko, ale też kulturalnie (Nohavica!).

I kulinarnie. 🙂 Bardzo nam zawsze smakowało jedzenie w czeskich knajpach. Na pamięć znam te nazwy i smaki. Knedlíky se zelím czy vepřový řízek na žampionech w dawnej „Pivnice Praha” (potem restaurace, ostatnio hotel). Smažený sýr s tatarskou omáčkou i hovězí guláš w „Myslivnej”, tam też česneková polévka, bramboračka czy čočkovka. Pečené koleno w” Pivovar Novosad”. Albo piekielnie pikantny čertův biftek w „U Studny”, którym zajadał się Janek, czy ulubione danie naszej rodziny: žebírka na grilu w „Praze”.

ape535b19_shutterstock_161303990
Zaś najnowsze odkrycie naszego starszego syna (gdy niedawno był w Libercu) to svíčková na smetaně. Ach, ślinka mi leci. Może nam się uda wrócić do tych smaków już niebawem… Albo sama coś uwarzę, w necie pełno czeskich przepisów.

Na razie hovězí guláš uwarzył nasz Jasiek. Wczoraj zadzwonił i rozpływał się z zachwytu nad swoim kulinarnym dziełem. Już kiedy był młodzieżą szkolną, choć sam wtedy jeszcze nie gotował, wypytywał mnie, jak na przykład robię zupę pomidorową. A ciasto z jabłkami piekł lepsze niż ja. Do tej pory lubi gotować, nawet eksperymentować w kuchni – i jak widać, z sukcesem. Jego pizza na przykład to pychota (ja jeszcze nigdy w życiu nie upiekłam żadnego ciasta drożdżowego, więc i pizzy nie).
Nie jest zawodowym kucharzem. Jest, jak jego starzy, nauczycielem – anglistą. Nie jest też stolarzem, ale wyprodukował już rozliczne dzieła stolarskie i nadal się rozwija. Obok gulaszu jeszcze większa jego radość to ta, że właśnie zaczęły się ferie i będzie mógł robić półki w dużym pokoju ich (naszych Młodych) mieszkania. A już sporo wykonał tych dzieł – łoże małżeńskie, półeczki w łazience i inne różności.

Mój mąż, złota rączka, w domu podpatrywał swojego dziadka. Pierwszym Janka dziełem – zaraz na początku naszego małżeństwa – był regał na całą ścianę, zrobiony w pełni samodzielnie, z prawdziwych drewnianych desek i w dodatku bez użycia gwoździ! Przewędrował z nami przez trzy wcześniejsze mieszkania, stopniowo powiększany (i już łączony gwoźdźmi). Teraz te półki, powiększone o dodatkowy segment, stanowią mebel całościenny w naszym salonie i będą już „przyżyciowe”.
A przed laty nasz syn, Jan Jr, widział, jak jego ojciec robi np. łóżko piętrowe dla chłopaków (rozcięte na pół, stoi nadal w Jaśka byłym pokoju)…

Zabrzmi to uroczyście i może nawet pompatycznie, ale co tam: pękamy z radości i dumy, że nasze dzieci w swoim dorosłym życiu powielają wzory wyniesione z domu rodzinnego. 🙂

Czeską zupę czosnkową gotuje się na wywarze drobiowym, z kurczaka lub z kaczki. Spróbuję. W poniedziałek reszta niedzielnego rosołu będzie jak znalazł. Na shledanou!

2 komentarze do “HOVĚZÍ GULÁŠ

  1. Haniu, jesteś szczęściarą. Otacza Cię trzech niezwyczajnych facetów. Osobiście wolę kucharzy od stolarzy, ale nie wybrzydzałabym na męża, który buduje łóżka i regały. To takie piękne, dedykowane ognisku domowemu, swojej kobiecie.
    A z czosnkiem kojarzy mi się jedna z ostatnich scen książki, którą skończyłam kilknaście godzin temu: „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout. To dziwna lektura, z gatunku „slow book”, ale coś w niej jest. Główna bohaterka pochodzi z bardzo poranionej rodziny, próbuje zbudować coś własnego w życiu. „Przyszła tu z niczym” – tak mówi o niej teściowa. Lucy uczy się gotować, z książek. Ma podsmażyć czosnek, prosta rzecz. Jednak mąż wchodzi do kuchni i znajduje na patelni całą główkę, w łupinkach, pływającą w oleju. „Guziczku” – tak zwraca się do Lucy – „ależ musisz go najpierw obrać i podzielić na ząbki!”. Rozwodzą się, po wielu latach, ale jednak.
    Czyli gotowanie jest arcyważne. Choć Lucy pisze książki i staje się cenioną autorką 🙂
    Ale to nasza domena, prawda? 🙂

    • Guziczku… Jak ładnie. 🙂
      Czosnek jutro będę podsmażać – do zupy czosnkowej. Podzielony na cząstki i bez łupinek. 😉
      Chociaż… czosnek upieczony w łupinkach kiedyś jadłam! w jednej potrawie u znajomych, czytałam też o nim w jakimś przepisie. Kto nie lubi zbyt zjadliwego, upieczona zawartość łupinki jest jak delikatny czosnkowy krem.

      Cenioną autorką się nie stanę, ale slow book – może to jest dobry kierunek? 😀

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.