LODOWISKO LUBIĄŻ

lod

Zamarzły nasze jeziora. To nie zdarza się co roku, ostatnio przez wiele lat zimy trafiały się zbyt ciepłe.
Nie można było nie skorzystać z okazji! W niedzielę przeszliśmy przez jezioro w poprzek, wczoraj Janek jeździł na łyżwach. Ja, bezłyżwowa, bo nigdy niestety nie nabyłam tej umiejętności, tylko spacerowałam.

Pierwszy raz wybraliśmy się na spacer po zamarzniętym jeziorze Lubiąż bodaj drugiej zimy po naszym zamieszkaniu w Lubniewicach – czyli na początku lat 80. ub. w. Pamiętam słońce i długie, głuche poświsty strzelającego lodu. Nie bałam się, bo był bardzo gruby, jednak te długachne w nim krechy, te wydawane przez lód dźwięki i świadomość głębi pod nogami… To nie są codzienne, banalne doznania.

janek hania

Trochę tych spacerów po lodzie już udało się nam zaliczyć. Kiedyś nawet przeszłam się po zamarzniętej zatoczce z moją Pelunią. W dawniejszych czasach zdarzało się, że Janek woził naszych synów przez całe jezioro do przedszkola na sankach. A gdy już byli trochę starsi, z całą bandą dzieciaków z osiedla szaleli na łyżwach, rozgrywali hokejowe turnieje. Raz nawet tuż obok ich hokejowiska pewien lubniewicki gospodarz traktorem przez jezioro przewoził drewno…
Wczoraj jezioro było puste. W taki piękny, słoneczny dzień! Gdzie te dzieciaki? Takie wielkie lodowisko mieć pod nosem i nie skorzystać? Pewnie przy komputerach siedzą…

Na lodowisku pisarskim – konkurs komediowy. Wpłynęło dotąd 11 tekstów. Wszystkie mniej więcej na tym samym poziomie, z elementami humoru, lecz nie rozśmieszają do rozpuku. To znaczy – jednych śmieszą bardziej, drugich mniej, niektórych wcale.
Moje opowiadanie zyskało najpierw słabe opinie, więc w ramach rehabilitacji napisałam w kilka godzin drugie. To zostało przyjęte dobrze. Zresztą i to pierwsze też już doczekało się dobrych recenzji.
Trochę się tym emocjonuję, ale nie za bardzo. Wiadomo – „ilu jest czytelników, tyle konkretyzacji dzieła literackiego”, jak mnie uczono na studiach.
Kolejny też raz potwierdza się, że to, co człowiek machnie spod dużego palca, lepiej mu wychodzi niż wypracowane w trudzie, wymęczone. Przynajmniej ja tak mam.
Oczywiście ani jedno, ani drugie „opko” nie jest najwyższych lotów, bo wiadomo, że jestem tylko pisarka domową i z pewnością już wyżej pupy nie podskoczę. 😉

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.