„DUŻO MOTYLI MI POKAŻ”

 Kocham żółty kolor. Mam sporo kwitnącej na żółto przyrody naokołodomowej. Pisałam już o tym – tu:https://kobietadomowa.wordpress.com/2016/04/17/bo-zolty-kolor-najladniejszy/

Cieszę się tymi żółtościami szczególnie teraz, wczesną wiosną. Pierwszy motyl, jakiego zobaczyłam przed kilkoma dniami, był żółty. Że ta wróżba dotyczy lata, też już pisałam – tu:https://kobietadomowa.wordpress.com/2015/04/10/pierwszy-motylek/
Okazuje się, że cytrynkowy duet, jaki widzieliśmy z Jankiem, jest częścią większej grupy. Nad Arianką latają – przynajmniej na razie – wyłącznie motyle o żółtych skrzydełkach.

Z powodu motyli (a także rzeczki i w miarę spokojnych myśli) mamy Czytaj dalej

UTONIEMY, TONIEMY…

Uroda, uroda, uroda,
już po urodzie,
przygoda, przygoda, przygoda,
już po przygodzie (…)
Te kwiaty, te kwiaty, te kwiaty,
cóż po tych kwiatach,
przed laty, przed laty, przed laty
już po tych latach (…)
Te słońca, te słońca, te słońca,
już po tych słońcach,
pieniądze, pieniądze, pieniądze,
już po pieniądzach (…)

utoniemy, to nie my,
utoniemy, to nie my,
utoniemy, to nie my…

/Agnieszka Osiecka/

„Utoniemy, toniemy” (choć w oryginale jest:” to nie my”, sprytna gra słów), podśpiewuję od paru dni wraz z Wandą Warską. Tonę albowiem.
Znów więc będzie o uzależnieniu – ale najpierw o Warskiej.

Kiedy byłam młodzieżą licealną, Czytaj dalej

JAJA FEJSBUKOWE

 

Przez całą wczorajszą sobotę byłam pozakomputerowa, pozanetowa i niefejsbukowa. Cenię szczególnie pozafejbukowość, bo zaoszczędziłam sobie emocji związanych z rozstrzygnięciem konkursu komediowego w grupie JMTPT. Niby po tylu konkursach już jestem uodporniona i mam dystans, ale nie czarujmy się – przecież to cykanie wyników nie spływałoby po mnie jak woda z gęsi! To są zawsze jakieś emocje, nawet jeśli nie takie, jak w pierwszym konkursie.
Dziś już ze spokojem pooglądałam sobie, co i kto, impreza zakończona, wyniki ogłoszone, dyplomy przyznane. Autorką „Jaj” – tym razem takie wymyślono dyplomy dla uczestników konkursu – jest Asia Dz. z naszej grupy.

Druga korzyść mojej pozanetowości jest zaś taka, że ma dla mnie duże znaczenie każdy dzień bez kompa. Bo znowu grzęznę i tonę – o czym wkrótce.

Na konkurs można było napisać nawet trzy opowiadania. Napisałam dwa, choć zamierzałam tylko jedno. Pisanie tak, by czytelnik krzyczał „ale jaja!” i trzymał się za boki Czytaj dalej

KOBIETA PROMUJĄCA (I UTRWALAJĄCA)

 TAK TU MAMY!!!

Dlaczego zamieszczam tę fotografię w dniu premiery pisarskiej – o tym poniżej.

Dziś jest wielki dzień grupy pisarskiej biorącej udział w projekcie „Wykup Słowo 2”. Ukazała się na rynku nasza antologia „Nikomu się nie śniło”. Od dawna ją zapowiadamy, a dzisiaj można ją już ujrzeć np. na półkach empików. W Lubniewicach nie ma empiku, więc muszę się zadowolić przekazem wirtualnym i zdjęciami znajomych.

Książkę już mam, dostałam ją w prezencie od wydawnictwa i od kilku dni lansuję się z nią. 

Dzięki istnieniu Czytaj dalej

CZY TO JAWA, CZY SEN?

Chodzą mi po głowie – mojemu pokoleniu tak kiedyś znane, choćby z harcerstwa – słowa starej piosenki kościuszkowców. Nie w związku ze sprawami wojennymi, wojskowymi czy harcerskimi, a wyłącznie z powodu tych dwóch antonimicznych rzeczowników – „jawa” i „sen”.

Od kilku dni intensywnie się promuję na FB. To znaczy promuję antologię „Nikomu się nie śniło”, której jestem współautorką.
Dziewiętnastu autorów, dziewiętnaście opowiadań. Mniej lub bardziej „sennych”, ale bynajmniej nie usypiających!

Sen, spanie – to mniej więcej połowa naszego życia. Podobno tylko bardzo niewielu ludzi nie ma snów, większość śni, choć wielu swoich snów nie pamięta. To, co się śni, może być przyjemne, niepojęte, radosne, straszne. W miarę uchwytne i kompletnie nierealne.
Sen może być ”żelazny, twardy, nieprzespany”, jak w Trenie VII Kochanowskiego. Wieczny.
Rodzajem snu – takiego ze światełkiem w tunelu, z którego się wraca – jest śmierć kliniczna.
Śpiączkę, czyli komę, też można by nazwać „snem żelaznym i twardym”, lecz takim, z którego nawet po bardzo długim czasie można się wybudzić. To znaczy – zostać wybudzonym. Tak jak to się stało ze strażakiem Grzegorzem Królem, wybudzonym ze śpiączki przez fundację „Światło”. Żeby mu choć częściowo pomóc w rehabilitacji, my, autorzy antologii – pisałam już o tym – zrezygnowaliśmy z honorariów.

Sen to wielka, wciąż nie do końca w sposób naukowy wyjaśniona tajemnica. Próbujemy się otrzeć o nią w naszej antologii. Czytaj dalej

JA WIERZYŁAM TWOIM SŁOWOM

Jeszcze coś na temat „Sztuki kochania”! Wiedziałam, że w filmie pojawi się Ania Rusowicz z jedną z najpiękniejszych piosenek zespołu Breakout i Miry Kubasińskiej „W co mam wierzyć”.https://www.youtube.com/watch?v=tBBcWpaLlIs
Wiele razy zamieszczała tę wersję w radiowa Trójka, słyszałam też rozmowę Marka Niedźwieckiego z piosenkarką.

Ale nie wiedziałam, że oryginał też usłyszę w filmie!https://www.youtube.com/watch?v=d4hEeb83vvE

Ostatnie sceny – i niepowtarzalny głos Miry Kubasińskiej. Ciary na całym ciele. Ten saksofon… Zresztą w scenie dansingowej, gdy śpiewa Ania, też ciary. Tu z kolei te organy…

Dla mnie, która pamiętam Mirę z TAMTYCH lat, oczywiście jej wersja ma większą wartość, sentymentalną. Lecz podobają mi się obie.
BARDZO!