NIE DO ROZPUKU

 Już sporo czasu minęło od zakończenia fejsbukowego konkursu komediowego. Właśnie sobie przypomniałam, że miałam moje opowiadania zamieścić w opowiadaniowej zakładce.
Nie rozśmieszają do rozpuku, ale gdyby mimo to ktoś miał ochotę przeczytać, zapraszam.

„Panem nostrum” (trochę poprawione, głównie – skrócone):
https://kobietadomowa.wordpress.com/opowiadania-2/panem-nostrum/

i „Sąsiedzi”: https://kobietadomowa.wordpress.com/opowiadania-2/sasiedzi/

Reklamy

NADZWONIŁAM SIĘ

 Naciągają nas banki, molestują oferenci tańszych (rzekomo) gazów i prądów, robią w konika telefonie udające inne telefonie, ZUS daje emerytom po kilka złotych rewaloryzacji (w tym roku dostałam 8), PP S.A. atakuje nie tylko niepłacących abonamentu rtv, ale i tych, którzy płacą. I pewnie jeszcze wiele innych przykładów można by podać.
A państwo jest bezradne i nie broni swych obywateli.

O epopei mojego dzwonienia do PP S.A. napisałam w niecodzienniku: https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/epopeja-pocztowo-abonamentowa/

„MŁODZIUSZKA” TEŻ NIE

„Młodziuszka”.  Taki tekst (na bazie „Peluni”) wysłałam swego czasu na konkurs Akademii Opowieści „Gazety Wyborczej”.
Dziś mi się przypomniało, że pod koniec kwietnia jury miało ogłosić wyniki – i rzeczywiście ogłosiło:
Prace na konkurs pt. „Najważniejszy człowiek w twoim życiu” można było wysyłać do 31 marca. Przysłaliście aż 1655 wspaniałych historii, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Niestety, nagrodzić publikacją mogliśmy jedynie dwanaście opowiadań.

Niestety. Nie znalazłam się w tej dwunastce szczęśliwców. Szkoda, ale czy to mi nowina… 😦

„Młodziuszkę” zamieszczam zatem w zakładce „opowiadania”: https://kobietadomowa.wordpress.com/opowiadania-2/mlodziuszka/

ŚWIĘTO WINYLA

 W każdą trzecią sobotę kwietnia na całym świecie obchodzony jest Record Store Day, czyli Dzień Płyty Winylowej.
Dziś jest wprawdzie czwarta sobota kwietnia, ale Trójka coś mówiła o święcie winyla. Może z racji poprzedniej, Wielkiej Soboty, święto przesunięto o tydzień – krojąc warzywa na sałatkę, nie słuchałam zbyt uważnie. Tak czy siak – nabrałam ochoty, by po swojemu to święto uczcić. Czyli wspominając historię Płyt Winylowych Mojego Życia.

Pierwsza nie była Numerem Jeden, tylko po prostu pierwszą, jaka znalazła się w moim rodzinnym domu. Czarny krążek na 45 obrotów (bo longplaye były na 33 i 1/3). Stało się to w związku z nabyciem przez moich rodziców radia „Aida”.

Tak o tym pisałam w „Peluni”:
„Pionier” odszedł do lamusa, gdy tato kupił duże radio – „Aidę” z adapterem. Tak się wtedy mówiło – nie gramofon, a adapter. Jakiż cudny, duży, nowoczesny odbiornik! Istny mebel w mieszkaniu. Pierwszą płytą, jakiej słuchaliśmy – nie mam pojęcia, skąd się wzięła w naszym domu – była niemiecka płytka z dwiema piosenkami: „Ramona” i „Sieben liebes Briefe”. Nie pamiętam, kto wykonywał te piosenki. W Internecie znajduję teraz wersję w wykonaniu zespołu „Blue Diamonds”, brzmi identycznie jak tamta. Nic nie rozumiałam ze słów tych piosenek, ale Pelunia, znająca trochę niemiecki, wtórowała wykonawcom: „Ramona, zum Abschied sag ich dir good bye”…

Tyle wspomnienie pierwszej płyty, zaś te Najważniejsze są dwie.

Znów wracam do „Peluni”:
Najukochańsza płyta długogrająca (wówczas nie używaliśmy jeszcze angielskiej nazwy longplay) mojego dzieciństwa nosiła tytuł „Piosenki Południowej Ameryki”.  Ach, jakżeż cudnie duet Antkowiak – Dziewiątkowski wyśpiewywał te południowe rytmy! I tu także nic nie rozumiałam, lecz próbowałam naśladować. Najbardziej podobał mi się smutny – tak przypuszczałam, bo przecież po hiszpańsku też nic nie kumałam – wzruszający mnie do dziś utwór „Tu, solo tu”. Wersji polskiego duetu na Youtube nie znalazłam, lecz trafiłam na piękne wykonanie Seleny.
Oto ono:https://www.youtube.com/watch?v=XGS31NEvlio

Drugą Najważniejszą Płytą, jeszcze bardziej ukochaną, stał się dla mnie longplay grupy – też mojej najukochańszej – „Procol Harum”.
Byłam na pierwszym roku studiów, mieszkałam w akademiku. W każdym pokoju znajdował się głośnik, a radiowęzeł transmitował niemal non stop program radiowej Trójki. I oto pewnego wieczoru, pamiętam jak dziś niemal każdy dźwięk i słowo, Piotr Kaczkowski w swojej audycji prezentował wydaną w 1973 roku płytę „Welcome To The Grand Hotel”. Nie znałam angielskiego, ale i takich jak ja Kaczkowski miał na uwadze, tłumacząc na polski, że to „Zaproszenie do Grand Hotelu”, podając polskie tytuły prezentowanych piosenek, a także – jaka mniej więcej jest ich treść.
Znałam już zespół „Procol Harum”, głównie z hitu „A Whiter Shade Of Pale” (tłumaczonego na „Bielszy odcień bieli”, a nawet „białości”), lecz słuchając nowej płyty, zakochałam się. Głównie w głosie Garego Brookera. Nie wiedziałam wtedy, Czytaj dalej

ZIMNICE

 Od pewnego czasu stosuję – wraz ze mną mąż za moją namową – ucieczki od. Pierwsza była ongi ucieczką od moich urodzin.
Najnowsza – to ucieczka od świąt.

Zaznaczam, że święta bardzo lubię! Lubię je organizować, przygotowywać potrawy, spędzać z rodziną, celebrować te wszystkie świąteczne rytuały itd. itp.
Była to zatem nie tyle ucieczka, ile chęć sprawdzenia choć raz w życiu, jak to jest czas świąteczny spędzić poza domem. No i, nie ukrywam, mieć wszystko podane pod nos.

Spędziłam pięć dni – tylko w duecie z mężem – w Cieplicach. W sanatorium „Agat”, w którym w grudniu 2015. przebywałam trzy tygodnie w charakterze kuracjuszki, tyle że teraz byliśmy nie na NFZ, a „prywatni”, na tzw. pobycie uzdrowiskowym.

Pobyt się udał, lecz przekonałam się, Czytaj dalej

WIOSNA RADOSNA

 W piątek, 31 marca br., odbyło się pierwsze (wiosenne i radosne) spotkanie (z czytelnikami i z mediami) naszej grupy z „Nikomu się nie śniło” – w Dworze Artusa w Toruniu. Grupę reprezentowało aż jedenaścioro spośród dziewiętnastu autorów, Katja napisała mi, że są bardzo zadowoleni ze spotkania.

Gratuluję koleżeństwu, zwłaszcza że to naprawdę zacne grono. Opowiadania moich współpiśców z antologii są bardzo dobre i wręcz budzą we mnie nadzieję, że ich blaski choć trochę spłyną i na mój „Powrót” (umówmy się, nie najwyższych lotów, stać mnie na więcej, ale skoro nie chciało mi się przyłożyć, to sama sobie winnam).
Na razie doczekałam się tylko jednozdaniowego komentarza Przemysława Poznańskiego: ” Po drodze znajdziemy jeszcze „Powrót” Hanny Bilińskiej-Stecyszyn – podszytą nadzieją opowieść o snach, które mogą się spełnić”. Bogu dzięki, że takie łaskawe słowa, bo obawiałam się (i nadal obawiam) zjadliwszych. Więc na razie jestem radosna. Poniżej moja radość wiosenna – zdjęcie przed kilku laty zrobił mój syn Jasiek, a wiosennie obrobił Wiesiek F.

Nie pojechałam do Torunia – odległość, koszty, brak przekonania o wartości mojego dzieła, a także – wycieczka alternatywna do Gorzowa w tym samym terminie (o której za chwilę). Czytaj dalej