ZIMNICE

 Od pewnego czasu stosuję – wraz ze mną mąż za moją namową – ucieczki od. Pierwsza była ongi ucieczką od moich urodzin.
Najnowsza – to ucieczka od świąt.

Zaznaczam, że święta bardzo lubię! Lubię je organizować, przygotowywać potrawy, spędzać z rodziną, celebrować te wszystkie świąteczne rytuały itd. itp.
Była to zatem nie tyle ucieczka, ile chęć sprawdzenia choć raz w życiu, jak to jest czas świąteczny spędzić poza domem. No i, nie ukrywam, mieć wszystko podane pod nos.

Spędziłam pięć dni – tylko w duecie z mężem – w Cieplicach. W sanatorium „Agat”, w którym w grudniu 2015. przebywałam trzy tygodnie w charakterze kuracjuszki, tyle że teraz byliśmy nie na NFZ, a „prywatni”, na tzw. pobycie uzdrowiskowym.

Pobyt się udał, lecz przekonałam się, że czas świąteczny poza domem niewiele ma wspólnego ze świąteczną magią w kręgu bliskich. I jednak najlepiej mi we własnym domu.
Owszem, wszystko miałam pod nos podane, ale bezczynność też w końcu daje się we znaki, telewizji prawie nie oglądam, a ileż można czytać czy spacerować w niepogodę?
Może gdyby nas tam było więcej… I gdyby pogoda dopisała…

Zwłaszcza pogoda. Cieplice już w Wielki Piątek były Zimnicami, lecz mimo chłodu i wiatru mogliśmy jeszcze doświadczyć przebłysków słońca. Podobnie było w Wielką Sobotę, choć jeszcze chłodniej. W Wielkanoc padał deszcz. W lany poniedziałek – śnieg. Bim, bom. Jak biały puch z poduszki, a nawet bardziej. Przez długie godziny, wielkimi płatami i bez skrępowania, choć to druga połowa kwietnia! Wręcz bez kwietniowego przeplatania, ot, zima z temperaturami oscylującymi wokół zera, tyle że z masą tulipanów, hiacyntów i innego kwiecia rozkwitłego już wśród soczyście zielonych trawników.

 Piątek. Pałac Schaffgotschów, deptak w Cieplicach. Pustawo.

   Piątek. Park Zdrojowy – zimno, pusto.

 Piątek. Górskie szczyty w śniegu. Gdzieś tam śmigała Bożenka z bandą. A my byliśmy stacjonarni.

 

 Sobota. Rynek w Jeleniej Górze, pustki.

 Niedziela. Park Norweski. Deszcz.

Chodzenie w ubraniu „do figury” (a tym bardziej „na krótki rękaw” i w sandałkach – a pamiętam takie święta wielkanocne z dzieciństwa! ) w takie zimnisko wykluczone. Dobrze, że – znając już wcześniej nieciekawe prognozy – zabraliśmy ciepły przyodziewek. Nawet grube szaliki, rękawiczki i czapki, które przydały się w poniedziałek.

  Poniedziałek. Śnieg kwietniowy.

Ale nie ma co narzekać. Ciepłe elementy w tych Cieplicach-Zimnicach też mieliśmy. Na przykład w pokoju było cieplutko. A w basenach termalnych – rzut beretem od sanatorium – wody wręcz gorące. Zwłaszcza gdy się wypływało na zewnątrz. Noc rozpostarta nad głową, deszcz kapiący na głowę, a reszta jestestwa rozkoszująca się ciepełkiem na podwodnej leżance z bąbelkami.
Ciekawe doświadczenie.

PS – Zamieściłam ten wpis na fejsie, ale po niedługim czasie pomyślałam „A, co się będę tak afiszować” i usunęłam. Zdążywszy wszakże zobaczyć komentarz Eli Ż., że wprawdzie Zimnice, ale ludzie mają tam gorące serca. Fakt. Ciepło podejmowali nas nasi dolnośląscy, jeleniogórsko-wojcieszowscy przyjaciele. Ela i Darek, których odwiedziliśmy w lany poniedziałek  oraz Jola i Wacek, w których gościnie spędziliśmy kilka miłych godzin w środę, już w drodze powrotnej do domu.

Z gorącymi sercami z Dolnego Śląska spotkamy się znowu już niedługo – na spotkaniu przedspływowym. 

Reklamy

8 komentarzy do “ZIMNICE

  1. Czemu, ach czemu nie publikujesz wspomnień z Zimnic na fb?
    Co z tego, że smutnawe. Bywają i takie święta. Ważne, że spróbowaliście inaczej, że byliście razem. Poza tym wyciszenie, trochę wymuszone przez brak towarzystwa, służy zdrowiu.
    Mnie się podobało i dało do myślenia. Myślę, że inni czytelnicy oceniliby Twój wpis tak samo, Han.

    • Oj, kusisz… 😉 Ale nie będę już się wygłupiać i usuniętego przywracać. Zresztą nie demonizujmy – komu w codziennym fejsbukowym pędzie chce się wgłębiać w zwierzenia starszej pani i jej wyciszenia?

      A jeśli nawet go owe interesują – wie, gdzie szukać. 🙂

  2. Nie przeceniaj fejsbukowiczów! Szukać po kątach raczej nie będą.
    Za to zwierzenia opublikowane docenią – skoro dotychczas tak się działo, czemu miałabyś przerywać tę dobrą passę? Znasz swój największy atut – autentyczność. Zwierzenia (nie aż tak) starszej pani są autentyczne, a tego ciągle za mało na fb!
    Hanna, publikuj!
    🙂

    • Oj tam, oj tam. Wielkanoc już passé, co będę przynudzać.
      „Daremne żale, próżny trud,
      Bezsilne złorzeczenia!
      Przeżytych kształtów żaden cud
      Nie wróci do istnienia.
      Trzeba z żywymi naprzód iść,
      Po życie sięgać nowe,
      A nie w uwiędłych laurów liść
      Z uporem stroić głowę!”

      Ale sięgnę po stare, bo chce mi się coś napisać o winylach. 😉

  3. A, to dlatego, mimo zapowiedzi nie znalazłam tego na fb i musiałam szperać po kątach Twego bloga. Cóż, doświadczenie jak każde inne i na pewno będziesz mile wspominać te dni za czas jakiś. A już na pewno przy okazji kolejnej harówki przedświątecznej.No i nie wmawiaj publisi,że czujesz się starszą panią!

      • Myszołów nie ma sobie nic do zarzucenia.
        Skrupuły obce są czarnej panterze.
        Nie wątpią o słuszności czynów swych piranie.
        Grzechotnik aprobuje siebie bez zastrzeżeń.

        Samokrytyczny szakal nie istnieje.
        Szarańcza, aligator, trychina i giez
        żyją jak żyją i rade są z tego.

        Sto kilogramów waży serce orki,
        ale pod innym względem lekkie jest.

        Nic bardziej zwierzęcego
        niż czyste sumienie
        na trzeciej planecie Słońca.

        Wisława Szymborska, Pochwała złego o sobie mniemania

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.