SIELANKA NADARIAŃSKA

 Niedługo minie 13 lat od czasu gdy 30 lipca, przewożąc jedynie najkonieczniejsze graty, wprowadziliśmy się do jeszcze nie całkiem wykończonego domu.
Po pierwszej nocy postanowiłam zrealizować moje wielkie marzenie związane z „na swoim”: zjeść śniadanie na tarasie. W piżamie!
Janek ustawił na jakichś pachołkach pobudowlane dechy w charakterze prowizorycznego stołu, powynosiliśmy talerze, sztućce, kubki z kawą i cały ten śniadaniowy majdan, zasiedliśmy, rozkoszując się pięknem letniego poranka.
Nawet chwastowiskiem wokół, bo jeszcze mieliśmy zero ogrodu. Krajobrazem za rzeczką, wtedy jeszcze nie nazwaną Arianką.
I ciszą.

Nim zaczęliśmy spożywać, poranną sielankę zakłóciły nam osy. Śmiało zaatakowały nasz stół i nie zamierzały się poddawać. Ewakuowaliśmy się więc czym prędzej, przenosząc się z tymi deskami i pachołkami do wnętrza domu. Śniadanie na tarasie zastąpiło śniadanie w tzw. ryzalicie – też z widokiem, ale przez szybę.

Tyle lat minęło, a my nie wracaliśmy już do pomysłu z tarasowym śniadaniem. Nawet nie wiem, czemu. Owszem, dopicie na tarasie śniadaniowej kawy tak, czasem jakiś podwieczorek czy kolacja, często wieczorne sączenie piwa czy wina. Ale śniadanie już nie.
Aż do wczoraj.
Ach, jakie cudne śniadanie niedzielne. W morzu dookolnej zieleni, w słońcu sączącym się poprzez szparki w gałęziach przytarasowej sosny, winorośli i innych krzaczorów, bo mamy już własny cień…
No i nie ma os, bo jeszcze nie sezon na nie. 😉

Taki piękny początek dnia aż się prosił o aktywny ciąg dalszy. Znalazł więc kontynuację w trzech etapach:

  • Południowy spacer po okolicznościach nadariańskich:

 Pozuję w chaszczach (i fotochromach).

 „…uporządkował dokładnie planetę. Pieczołowicie przeczyścił wszystkie wulkany. Ponieważ powtarzał zwykle: – Nic nigdy nie wiadomo – więc przeczyścił także wygasły wulkan. Wszystkie te codzienne prace wydawały mu się tego ranka szczególnie miłe.” („Mały Książę”). Oczywiście nie wulkany, a kawałek Arianki przeczyścił. 😉

 Kosaćce już przekwitają…

  • Przedwieczorny wyjazd na rowerach nad jezioro Lubniewsko:

  • I wieczorne białe wino. Z truskawkami. 🙂

Oczywiście na tarasie.

ŻEBY JEDNAK NIE BYŁO AŻ TAK SIELSKO ANIELSKO:
1. 
Jankowi nie wiedzieć czemu zeszło powietrze z tylnego koła i znad Lubniewska wracaliśmy piechotą, stając się obiektem nieustającego ataku komarów, które kąsały „pierwsza liga” (jakby powiedział Darek Ż.). Chyba jest wysyp komarów w tym roku. Co to będzie na Litwie?
2. 
Te miejsca na zdjęciu wyślizgane bobrowymi brzuchami to ledwie ułamek – doliczyłam się co najmniej dwunastu takich po drugiej stronie naszej części Arianki. Wyobrażam sobie, jak to całe towarzystwo staje w karnym szeregu, Zenobiusz daje sygnał do startu i banda ześlizguje się do rzeczki. Na razie są to pewnie lekcje pływania i nurkowania, ale co to będzie, gdy paskudy zaczną wynurkowywać na nasz brzeg? Co nam zeżrą tej jesieni?

Reklamy

4 komentarze do “SIELANKA NADARIAŃSKA

  1. To już tyle lat jesteście na emeryturze? Obserwując Twoje wpisy skłaniam się ku żądaniom obniżenia wieku emerytalnego. Dla wszystkich!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.