ROZCIĄGAM

Niedawno fejsbuk przypomniał mi mój dawny wpis blogowy – „Pociąć jak tasiemca”. https://kobietadomowa.wordpress.com/2015/11/22/pociac-jak-tasiemca/
Udostępniłam go ponownie, bo moje zdanie na temat długości zdań w książkach jest nadal aktualne.
Aczkolwiek… Udostępnienie opatrzyłam takim oto komentarzem:
„>>Niech ja sobie będę taka staroświecka. Taka not trendy i lubiąca długie zdania<< – właśnie fejsbuk mi przypomniał, com tu głosiła.
Wbrew upływowi lat (właśnie od tego wpisu minęły dwa) zrobiłam się staroświecka ciut mniej. Przycinam, choć nie jak tasiemca, zdania, dzielę całość na nowo, wyodrębniając znacznie krótsze fragmenty.
A przecież nie mam przekonania (bez żadnej kokieterii to piszę!), że wydam kiedyś wiekopomne dzieła. Więc czemu to ma służyć?
Myślę, że wyłącznie ćwiczeniom mózgowym”.

Otóż to. Ćwiczenia mózgowe. Główny powód mojego emerytalnego pisania.

Rankami przez 15-20 minut na karimacie rozciągam ciało (od poniedziałku do piątku, w weekendy robię sobie wolne). A w godzinach późniejszych przy komputerze rozciągam mózg. Są i minusy, cała moja przykomputerowa higiena pracy znowu poszła się paść.

Skupmy się jednak na plusach. Rozciąganie mózgu realizuję ostatnio głównie poprzez rozciąganie tekstów. Tu dopiszę zdanko, tam akapicik i tym sposobem plik pt. „Ballada” ma już co najmniej 10 stron więcej. A jestem dopiero w połowie. Wcześniej do „Peluni” dopisałam trzy nowe rozdziały, sporo akapitów w rozdziałach już istniejących, a też to nie jest moje ostatnie słowo. Gdy skończę, wezmę się za „Maski”. Wprawdzie niedawno zostały poważnie rozciągnięte, lecz nie zaszkodzi dorzucić im paru tysięcy nowych znaków (ze spacjami!).

Czy ilość znaczy jakość? Trudno mi orzec. Lecz nie ustaję. „Rozciągać trzeba jak cholera, czyśmy to jacy tacy”, że tak strawestuję słowa jednej z moich ulubionych Zielonych Gęsi (o tym, jak to książę Pepi zrezygnował z zamiaru wskoczenia do Elstery i w zamian przeniósł się na Ziemie Odzyskane).

Mózg porozciągałam sobie ostatnio również w ramach odpowiedzi na apel „Recenzji Agi” (na fejsbuku, rzecz jasna, wszak gdy cię tam nie ma, to nie istniejesz) – by nadsyłać teksty z refleksjami i wspomnieniami dotyczącymi świąt Bożego Narodzenia. Trochę przepisałam z „Peluni”, trochę dopisałam nowego, opatrzyłam starutkim zdjęciem, na którym rodzice trzymają mnie i brata na rękach, a w tle – choinka w naszym mieszkaniu, w domu mojego dzieciństwa nad Lubicą… I wczoraj Aga zamieściła mój tekst, już go można czytać na fejsie.
A ja zamieszczam go tu: https://nietypowerecenzje.blogspot.com/2017/12/spotkanie-swiateczne-z-hanna-bilinska.html

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.