LEPIĘ, MYJĘ, ZAMAZUJĘ

 A cośmy tutaj z Czesławem tacy rozmazani?

Mam idiotenfotoaparat, który wprawdzie posiada rozliczne funkcje, lecz lata mijają, a ja nie miałam ochoty ich poznać. Więc nic dziwnego, że aparat, obrażony, robi kuchę za kuchą.
Lecz może to nie on, a ja. Jak wiadomo, jestem znaną lubuską rozmazywaczką zdjęć (może coś na ten temat powiedzieć koleżanka Muszyńska). Lecz ja to i tak pikuś przy Janku. Ten jak rozmaże, to naprawdę z rozmachem.
Ale co się dziwić, skoro pstryka jak karabin szybkostrzelny, z kolana, z biodra i z buta. 😉
I tak te świebodzińskie fotki nie są najostatniejsze, bywają gorsze.  Janek, pompa, sukiennik świebodziński i Czesław Niemen.

Ulepiłam wczoraj wigilijne pierogi z kapustą i zamroziłam – później będzie mniej roboty.
Teraz chodzi mi po głowie tekst o pierogach.

A Jarek Nohavica właśnie śpiewa w Trójce swój najnowszy hit – od razu pierwsze miejsce na trójkowej liście. O nim też następnym razem, bo ruszam do prac przedświątecznych. Cztery okna już za mną, teraz c.d. Ale spokojnie, pomalutku! Jak na stateczny pesel przystało. 😉

Reklamy

8 komentarzy do “LEPIĘ, MYJĘ, ZAMAZUJĘ

  1. Aparat, nawet odporny na idiotów 😉 , nic nie pomoże. Nie mamy dobrego wzroku, zdjęć nie będziemy ostrych pstrykać, i już. Ja się wzbogaciłam o aparat z telewizorkiem i dalej pstrykam nieostro. Wzrok poleciał o dioptrię w pół roku. Zaraz jadę po nowe okulary 😦

    Ważne, że coś widać! Wasze silhuety widać 🙂
    (że się posłużę ojczystym językiem Nohavicy, bo słowo ładne i przydatne)

    Ech, Haniu… Z głębi livingu oglądasz sobie pocztówkę, dobrze widoczną przez wypucowane okna… Pierogów nalepisz, gości przy nich posadzisz. Miło się czyta przy porannej kawie.

    Ja mam za oknem londyńskim hałaśliwą budowę, w Bydgoszczy ścięli mi drzewa na podwórku… Nie myję ani jednych, ani drugich! Za to hejtuję, trzeci rok z rzędu, polskich polityków, i źle mi z tym…

    A na Wigilię wyszukam (jak wrócę z Polski) potrawy… włoskie. Tak. Córeczka poprosiła mnie w tym roku o komplet przepisów wigilijnych. Bo, jak stwierdziła, święta bez polskich potraw, to nie święta. Czekałam na to tyle lat, i się doczekałam (chlip). I pewnie też coś o tym blognę, jak wrócę i jak zdążę.

    U mnie leci na okrągło Eric Clapton 😉

    • Słuszną linię obrałaś, Laylo. Zarówno muzyczną, jak i z oknami. Chrzanić okna. Ja w grudniu też chrzanię, ale te na piętrze. 😉 Te na dole pucujemy, właśnie z powodu widokówki zaokiennej.

      Dzielę z Tobą matczyny chlip. ❤

      PS – że nasze sylwetki jako tako widać, zrozumiałam z kontekstu, ale co mają silhuety do Nohavicy, już nie kumam. Bu.

      • Wy tu sobie laylujecie, ja tymczasem zbaraniałam: „Jaka Layla?!” 😦
        Jak Ty przy silhuecie i Nohavicy?
        1:1 🙂
        Teraz leci w tle, z linku Wacuszki, i oczywiście znam ze słyszenia, ale z racji tego, że miałam dwa latka w 1970, nie skojarzyłam, że to Clapton i jakaś Layla. Ja znam Claptona z lat 90-tych, kiedy już mieszkałam w NYC; jego synek wypadł wtedy z okna, a Eric nagrał smutne „Tears in Heaven”…

        A słucham „Wonderful Tonight”. O. Grudnio-wo.

        To dla Was też klasyk z 70-tych, mnie chwyciła późniejsza wersja, w moich licealnych, późnych 80-tych. O.

        A z Nohavicą, Haniu, rozchodzi się o to, że kiedy zaczęłam sprawdzać w sieci, czy mamy spolszczoną wersję francuskiej „silhouette” (aby opisać Wasze zamglone postaci), zaczęłam trafiać w strony .cz, a Nohavica, o którym akurat wspomniałaś w tekście, też .cz 🙂
        Czesi najwyraźniej „wzięli” sobie słówko i używają go często i gęsto, my (jeszcze) nie, ale to przyjdzie, przyjdzie z angielskiego. Silhueta. Praktyczne słowo 🙂

        Zresztą jego historia w języku francuskim jest arcyciekawa! Na wiki przeczytałam i chyba zrobię z tego posta, jak zdążę – jeszcze przed PL, bo to równie ciekawe jak duperele, pamiętasz?
        Wklejam gotowca, nie chce mi się tłumaczyć!

        <<>>

        Czytaj więcej: http://www.nowiny24.pl/reportaze/art/5969303,rybka-pipka-i-duperele,id,t.html

        🙂

      • Jak miło pogadać z Państwem. 🙂 Tak z TRS, jak i z młodzieżą. 😉

        Nohavica: polecam stronę http://www.nohavica.cz/
        Duperele i pipka: radny L. młot, a Rada Języka sztywniaki. A jacy święci się wszyscy porobili!
        Wizja przyswojenia silhuety nie bardzo mi się podoba; przecież my mamy już sylwet/k/ę – i chwacić. Może też jestem sztywniara.
        Natomiast podoba mi się miasto Jarosław! Dużo bardziej niż wiadomy prezes o tym imieniu.:D

  2. Layla – tylko ta! Cóż za skład, a i trochę niezwykłe tempo, inne wykonania są w większości znacznie wolniejsze. Słucham godzinami, a raz w roku wrzucam na Fb. Godzi się w grudniu, bo to utwór z grudnia 1970. Pamiętam dokładnie miejsce i czas pierwszego kontaktu – internat Technikum Chemicznego w Gorzowie, listopad 1971. Chyba Radio Luxemburg. Po powrocie do domku złapałem gitarę i dłubałem z pamięci…Wejście klawiszowe, inaugurujące drugą część, powala mnie do dziś. https://www.youtube.com/watch?v=lHg672FXzfU

    • Jasne! Też ją pamiętam, graną w radiu „Aida”, jakie miałam w pokoju. Mało który gitarzysta tak wymiatał jak Eric.
      Pamiętam też nazwę zespołu, z którym nagrał Laylę, Derek and The Dominos. A także modelkę Pattie Boyd, bo od dziecka interesowałam się modą i Beatlesami, a ona była żoną Harrisona. Z pewnością to wiesz – Eric się w niej kochał i to ona jest tytułową Laylą. Według jednej wersji do kontaktów nie tylko romantycznych doszło jeszcze w czasie związku z Georgem, według innej dopiero po rozwodzie poszła z Ericem na całość; zresztą byli potem małżeństwem, ale też się rozwiedli.

      Stary dobry Eric… Pierwszy raz, już znając (z Wolnej Europy?) „White Room”, przeczytałam o nim w piśmie „Jazz”, do dziś pamiętam tytuł artykułu: „Cream – śmietanka instrumentalistów”. Ach, Wacuszko, ileż wspomnień. ❤

      A tę wolną, stateczną wersję Layli z późniejszych lat też lubię. 🙂

      • Wspomnień moc. Historię Pattie, Erica i Georga oczywiście znałem, lecz od kiedy-nie pamiętam. Wersja, którą tu zaproponowałem, porusza mnie także dlatego, że gra i Jeff Beck, i ledcepeliniarz Jimmy Page, i Stonsi. Z perkusistą-koniarzem Wattsem, co to jego małżonka pasjami po araby do nasz przybywała, ale już nie będzie. A Layla zostanie. 🙂

      • Ta wersja to nie tylko (z racji Claptona) Cream, ale wręcz crème de la crème! 🙂

        Może jeszcze się te araby odrodzo… 😦 Nie upadajmy na duszku.

        Oraz powtórzę: jak miło z mądrymi pogadać (patrz wyżej). 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.