GRAMY Z WOŚP!!!

Przerębel, bel, bel, bel…

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra po raz dwudziesty szósty.
Dzisiejsza do chwili, gdy to piszę (godz. 16), zebrała już 17 mln złotych. Z pewnością uzbiera dużo, dużo więcej, może zostanie pobity rekord ubiegłoroczny, a przy okazji Polacy choć na ten jeden dzień się zjednoczą…

Brawo, Jerzy Owsiak i WOŚP. ❤
Brawo, morsy sulęcińskie i zaprzyjaźnione. ❤
Brawo, harcerze z Glisna. ❤

 Podziwiam

Z morsem na misia

Gramy już od wielu lat.

Brawo my. 😉

 

 

 

Reklamy

ATAKUJĘ

Zima nadal nie w ataku, chyba żeby za takowe uznać całodobowe ataki mgły nad Arianką. Gdzie indziej w Polsce są już jakieś minusy, a nawet opady śniegu, a u nas – tak tu mamy. 😦 Nie, żebym tęskniła za siarczystym mrozem i śnieżnymi zadymkami, ale żeby taka malaria w styczniu? Słońca choć trochę mi dajcie!

Żeby mi się mózg całkiem nie zakleił tą szarą mgłą, napisałam opowiadanie o ataku.
Nie zimy, tylko ud. Nie mylić z odami! Zresztą one pisałyby się przez „ó”. 😉
Oto ono:
https://wp.me/P3waVI-1aI

/Na zdjęciu z czasów klasy maturalnej atakujemy gołymi udami Irena (na pierwszym planie) i ja, a szerokimi spodniami typu dzwony zasłania uda Lena. Chłopcy są made in DDR/

SZARO, SZARO…

Co za ponury styczeń! Mokre zimnisko i cały świat we mgle. Bu.
Staram się nie upadać na duszku, ale taka pogoda mimo wszystko się przyczynia. 😦

Dostałam niedawno od jednego z wydawnictw propozycję wydania mojej „Ballady” – ale, uwaga, za poważną (przynajmniej jak na moje możliwości) kwotę z MOJEJ kieszeni. Wydawnictwo owo wydaje bowiem książki z tzw. współfinansowaniem, o czym nie wiedziałam, wysyłając tam swoje teksty.
Gdybym miała przekonanie, że moja powieść powali czytelników na kolana, spod ziemi wytrzasnęłabym potrzebną kasę.
NIE MAM takiego przekonania.

Ale jak je mieć, gdy się właśnie czyta „Widnokrąg” Myśliwskiego? Przy takim wzorcu jak w ogóle mieć śmiałość pisać cokolwiek i w dodatku proponować to wydawcom?

Wiesław Myśliwski wystąpił przedwczoraj na gali „Paszportów Polityki”, poproszony o wręczenie „Paszportu” w kategorii „Literatura”. Przystojny starszy pan, który wydał mi się nieco zagubiony w tym medialnym świecie gwiazd i świateł, choć to jego gwiazda powinna tam świecić najjaśniej.
Nie przygotował gładkiej przemowy, nie rozsyłał telewizyjnych uśmiechów, widać było, że pragnie jak najprędzej zejść ze sceny.
Jednak najważniejszy był jego przekaz: dobrze, że istnieje literatura.
Więc może i ta drugiego i trzeciego sortu też – dobrze, że istnieje?

„Paszport Polityki” otrzymał Marcin Wicha, „za oszczędność języka i bogactwo książki, która mówi o rzeczach najważniejszych”. Ta książka to „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”. Z pewnością pierwszy sort.
„Co zostaje po śmierci bliskiej osoby? Przedmioty, wspomnienia, urywki zdań? Narrator porządkuje książki i rzeczy pozostawione przez zmarłą matkę. Jednocześnie rekonstruuje jej obraz – mocnej kobiety, która w peerelowskiej, a potem kapitalistycznej rzeczywistości umiała żyć wedle własnych zasad”… etc.

A moja Pelunia? Tak mało mam rzeczy pozostawionych przez zmarłą matkę… Tylko wspomnienia.
Z pewnością nie są pierwszego sortu, ale – powiększone o trzy dodatkowe rozdziały – wysłałam je właśnie do dwóch wydawnictw.
Coś trzeba robić w tę niezimową zimę, skoro nie można zjeżdżać na sankach. 😉

NOC SYLWESTROWA

Spacer o godzinie dwudziestej. Po całym dniu mżawki się wypogodziło. Temperatura: +12. Zupełnie niezimowa.
Miasteczko jak wymiecione. Bezludne i ciche. Gdzie te dawne bale, hulanki, swawole?

Zero telewizji, tylko muzyka z Trójki. Zaleganie przykominkowe z winem czerwonym, zagryzanym pikantnymi papryczkami. Rozczulające stare zdjęcia – albumy zdjęte z półki na chybił trafił. Trafiło się sporo Kazimierza i Harrachova. Ach, zatęskniłam. Ach, jacy byliśmy piękni, młodzi i radośni.

Kazimierz również w „Dwóch księżycach” Kuncewiczowej. Sięgnęłam znów po książkę, bo parę dni temu kolejny raz obejrzeliśmy przypomniany w tv film Barańskiego. Jaka w nim magia. Jakie kreacje aktorskie.
Przeczytałam Jankowi co celniejsze dialogi – w filmie są identyczne.
„Tocieście, panie, ślepy ze szczętem”.
„Wykonywam obstalunek, jeśli odpowiada moim warunkom”.
„Moszek Ruchlinger – tragarz bez numeru. Już świadczę”.
„Mistig wie dużo rzeczy. Na przykład: loteria klasiczna…”
(Artur Barciś, Anna Polony, Jerzy Bończak, Henryk Bista – genialni).
Musimy zahaczyć o Kazimierz w drodze na Litwę, koniecznie!

Dwa księżyce także u nas. Sylwestrowe ognisko pod księżycem, a ten drugi – odbity w Ariance.
Znad pól zaariańskich dolatywały lekkie podmuchy wiatru, a naokoło, z daleka i z bliska, niosły się bumbania i rozbłyski fajerwerków.
Na prośbę Zuzy mieliśmy pled dla niej, ale nie byłby potrzebny. Płonął ogień, było ciepło.
Księżyc, nim zeszliśmy na dół, miał lisią czapę. Potem ją zdjął i całą dolinę Arianki osrebrzył poświatą, aż rzucaliśmy cień. Piękna noc.

Postanowienia noworoczne. Nie zrealizowałam nawet tak prostego, by dla zdrowia chrupać buraki i marchewkę. Parę razy pochrupałam, no, może z dziesięć. Na 365 dni – marnie.
Więc jeśli NIE POSTANOWIĘ omijać szerokim łukiem wszelką politykę na FB i jeśli NIE POSTANOWIĘ czytać więcej książek – to może właśnie osiągnę pożądany rezultat?

WITAJ, ROKU 2018.