NOC SYLWESTROWA

Spacer o godzinie dwudziestej. Po całym dniu mżawki się wypogodziło. Temperatura: +12. Zupełnie niezimowa.
Miasteczko jak wymiecione. Bezludne i ciche. Gdzie te dawne bale, hulanki, swawole?

Zero telewizji, tylko muzyka z Trójki. Zaleganie przykominkowe z winem czerwonym, zagryzanym pikantnymi papryczkami. Rozczulające stare zdjęcia – albumy zdjęte z półki na chybił trafił. Trafiło się sporo Kazimierza i Harrachova. Ach, zatęskniłam. Ach, jacy byliśmy piękni, młodzi i radośni.

Kazimierz również w „Dwóch księżycach” Kuncewiczowej. Sięgnęłam znów po książkę, bo parę dni temu kolejny raz obejrzeliśmy przypomniany w tv film Barańskiego. Jaka w nim magia. Jakie kreacje aktorskie.
Przeczytałam Jankowi co celniejsze dialogi – w filmie są identyczne.
„Tocieście, panie, ślepy ze szczętem”.
„Wykonywam obstalunek, jeśli odpowiada moim warunkom”.
„Moszek Ruchlinger – tragarz bez numeru. Już świadczę”.
„Mistig wie dużo rzeczy. Na przykład: loteria klasiczna…”
(Artur Barciś, Anna Polony, Jerzy Bończak, Henryk Bista – genialni).
Musimy zahaczyć o Kazimierz w drodze na Litwę, koniecznie!

Dwa księżyce także u nas. Sylwestrowe ognisko pod księżycem, a ten drugi – odbity w Ariance.
Znad pól zaariańskich dolatywały lekkie podmuchy wiatru, a naokoło, z daleka i z bliska, niosły się bumbania i rozbłyski fajerwerków.
Na prośbę Zuzy mieliśmy pled dla niej, ale nie byłby potrzebny. Płonął ogień, było ciepło.
Księżyc, nim zeszliśmy na dół, miał lisią czapę. Potem ją zdjął i całą dolinę Arianki osrebrzył poświatą, aż rzucaliśmy cień. Piękna noc.

Postanowienia noworoczne. Nie zrealizowałam nawet tak prostego, by dla zdrowia chrupać buraki i marchewkę. Parę razy pochrupałam, no, może z dziesięć. Na 365 dni – marnie.
Więc jeśli NIE POSTANOWIĘ omijać szerokim łukiem wszelką politykę na FB i jeśli NIE POSTANOWIĘ czytać więcej książek – to może właśnie osiągnę pożądany rezultat?

WITAJ, ROKU 2018.

Reklamy

7 komentarzy do “NOC SYLWESTROWA

  1. Ach, ach pled. Wzrusza mnie Twoja troskliwosc. A propos Kazimierz. Ten nad Wisłą. Właśnie wypadły mi z półki „Fantomy” Kuncewiczowej więc po raz kolejny je połknęłam. Za każdym razem, a robię to w odstępie kilku lat odkrywam w tej książce nowe informacje, nowe myśli, nowe motywy. Zwłaszcza, że całkiem niedawno przeczytałam „Gaj oliwny” i sporo Jeszcze Kuncewiczowej przede mną. Jej polszczyzna uwodzi i budzi respekt, budzi także tęsknotę za wspólnotą ludzi myślących. W Polsce , w Europie i w świecie. Za elitą intelektu i ducha.

    • Najpierw – jeszcze w latach 90. – obejrzałam w tv film „Dwa księżyce”. Od tamtej chwili to było moje wielkie marzenie – pojechać do Kazimierza. Tego nad Wisłą. Urzeczywistniło się i zaowocowało, jak wiesz, wielokrotnymi powtórkami.
      Nigdy nie zapomnę, jak podczas festiwalu w kinie „darmowym”, tym na Małym Rynku, w ramach cowieczornego wyświetlania jakiegoś filmu – obejrzeliśmy „Dwa księżyce”. Sceny realizowane w miejscu, w którym właśnie siedzieliśmy, te jatki, kazimierskie rynki – coś niesamowitego i magicznego.
      Do elit intelektu i ducha nie aspiruję, ale może powinnam nadrobić zaległości. 😉 Gdyby nie film, w ogóle bym nie znała Kuncewiczowej – co najwyżej z nazwiska.
      Chociaż wciąż nie za wiele jej przeczytałam. „Cudzoziemkę” też czytałam dopiero po filmie z Wiśniewską. Genialna. Wiśniewska – i książka.

      • Filmu z Wiśniewską nie oglądałam ale wciąż mam przed oczami Halinę Mikołajską w spektaklu z 1970 roku. A tak przy okazji -Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu proponuje szlak turystyczny o nazwie „Kazimierz dwóch księżyców” poświęcony Marii Kuncewiczowej i jej mężowi Jerzemu Kuncewiczowi.Polecam na wiosnę, kiedy kwitną kazimierskie sady. 🙂

  2. Pisałam maturę z Kuncewiczowej. Wolny temat na języku polskim brzmiał mniej więcej tak: który z utworów literatury współczesnej cię zachwycił i dlaczego?
    W Lubskiej, ambitnej bibliotece miejskiej było spotkanie z Kuncewiczową, która mnie oczarowała, zachwyciła, rzuciła na kolana. Egzaltowana nastolatka – przeczytałam wszystko, co było na półkach i napisałam do Kuncewiczowej list. Ale tak długo cyzelowałam swoje zachwyty, aż mi odwaga odeszła. Za to temat na maturę – jak znalazł. Nie było jednak tak słodko, bo za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, jak na imię miała cudzoziemka. Błąd rzeczowy to duża sprawa, więc pisałam używając wielu eufemizmów, aż mi ich zbrakło…
    Po wyjściu z sali okazało się, że jako jedyna w całej szkole ugryzłam wolny temat. Żeby nie było, na bdb, co w trakcie mojej burzliwej młodości wcale nie było oczywiste.

    • Pani Elu, ooo! A wiesz, że jakieś mgliste wspomnienie tej Twojej matury plącze mi się po głowie? Chyba musiałaś mi o tym opowiadać.
      Szkoda, że Ci się ta Kuncewiczowa nie przypomniała, gdy byliśmy zusammen w Kazimierzu, poszlibyśmy do Kuncewiczówki. 🙂 Nic to, wszystko przed nami. 🙂 ❤
      PS – Róża. Ale też musiałam to sprawdzić w książce. 😦
      Na szczęście w czasach, gdy pisałam maturę, imiona wszystkich bohaterów Żeromskiego (bo ja z Żeromskiego pisałam) jeszcze pamiętałam bez trudu. 😉

  3. Zupełnie nie pamiętam swojego tematu maturalnego z języka polskiego. Czy to normalne?… Elu, nie dziwię się, że Cię Kuncewiczowa uwiodła- była wielką damą a przy tym jeszcze artystką. Mam na myśli jej karierę wokalną. Niewiele takich osób zdarzyło nam się spotkać na naszej drodze życia Tam i Wtedy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s