ALE ZIMNO, ALE MRÓZ!

Oznaczenia minusowe od ponad tygodnia nie chcą zejść z termometru zaokiennego nawet w dzień i to w słonecznym zaciszu.
Zacisze zresztą znajduje się jedynie w maleńkim kątku między ścianą a futryną okna, bo tak w ogóle – wschodni wiatr powoduje, że temperatury odczuwalne są o wiele niższe. Nawet nasz dom – co z tego, że niby szczelny, ale na „piździejewku” – mimo wysiłków c.o. się rozpędził do się wychładzania. Więc już nie tylko w weekend paliliśmy w kominku, ale „pani kierowniczko, ja palę na okrągło” (jak w „Misiu” 😉 ), tzn. Janek pali – żeby go dogrzać.

Pospacerowaliśmy dziś trochę po zamarzniętym jeziorze (Janek żałował, że nie wziął łyżew, jutro zamierza to naprawić – lód już gruby na 15-20 cm) – ale dość szybko zrobiliśmy w tył zwrot. Tak łagodne zimy były w minionych latach… Odwykliśmy już od mocno niskich temperatur. A co mają powiedzieć ci, u których dziś rano było minus dwadzieścia z grubym hakiem? U nas „tylko” minus trzynaście…

Co jeszcze można robić w taki zimowy, mroźny dzień, póki myśli człowiekowi nie zamarzły? Czytać, pisać, przepisywać.
Więc naprzepisywałam się różności, a to z powodu refleksji, jakie mnie naszły w związku z moimi najświeższymi lekturami, m.in. „Cierpkimi gronami” czy „Rokiem 1945”. Zamiast jednak próbować te refleksje wyartykułować, oddałam głos przytoczeniom. Stąd moje „naprzepisywanie się”. Zebrałam w jedną wiązankę cytaty dotyczące osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych, właśnie z tych moich ostatnich lektur, poprzetykałam je też fragmentami swojej pisaniny. A że przy tym wciąż mi Dana Lerska wyśpiewywała, jak ongi na FPŻ w Kołobrzegu, „Szli na zachód osadnicy”, tak też zatytułowałam mój tekst w niecodzienniku: https://wp.me/P3waVI-1cN

Swoją drogą… Tak radośnie, wręcz zawadiacko brzmiały słowa tej piosenki, jakże w zgodzie z duchem peerelowskiej propagandy. A przecież to był straszliwy exodus – wygnanych, wysiedlonych, repatriantów (czy – jak chce M. Kowzan – depatriantów), deportowanych, wypędzonych, synonimy można by mnożyć. Wyrwanych z korzeniami z ojczystej ziemi. I przecież – nie tylko Polaków.

Fotografia (z internetu): Kronika Szczecina 1945-2005. Z biegiem lat, z biegiem dni – pierwsi osadnicy na ulicach Szczecina.
Ciekawostka: Przy ustalaniu granicy na Odrze i Nisie (tak nazywano Nysę zaraz po wojnie, mój tato też tak mówił) nie od razu zdecydowano, po której stronie ma być Szczecin, i go parę razy „przerzucano” na mapie – ostatecznie zdecydowano, że przypadnie Polsce (jak dowiedziałam się z książki M. Grzebałkowskiej).

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s