WYPOCZYWALNIA

Po zabiegach radoczynnych pt. kąpiel, basen czy inhalacje, wskazane jest nie wylatywać od razu z zabiegowni, tylko posiedzieć 10 – 20 minut w specjalnym pomieszczeniu. Nazywa się ono wypoczywalnią i jest dość dużą salą z fotelami pokrytymi udającą skórę dermą.
Jako pacjentka pilna i subordynowana, korzystam zawsze z tego pomieszczenia, oddając się lekturze.
Wkurza mnie jedynie, gdy jacyś odpoczywający gadają z sobą niczym u cioci na imieninach, niestety poza przesyłaniem im karcących spojrzeń, które mają wiadomo gdzie, nie mam odwagi prosić, by stosowali się do nakazu zachowywania w wypoczywalni ciszy. Staram się zresztą mieć miłosierdzie i wyrozumiałość dla ludzkich słabości, wszak pogoda ducha to też warunek udanej kuracji.
A jedna pani dziś (w innej zabiegowni, gdzie serwują nam, jak mówi Janek, elektrowstrząsy) drugiej, mocno rozgadanej pani powiedziała: „Proszę tyle nie mówić, potrzebujemy tu relaksu” i tamta się natychmiast zamknęła. Nie wiem, co za pani była tą proszącą, bo leżałam za zasłonką i w okolice kręgosłupa szyjnego walił mi prąd, ale miałabym ochotę jej podziękować. Bardzo sobie cenię te chwile milczącego relaksu w wannie czy na kozetce (w ogóle z wiekiem funkcja milczenia zamiast gadania po próżnicy sprawia mi coraz większą frajdę). W zbiorowisku sanatoryjnym zaś najlepiej w tym względzie jest na inhalacjach, bo tam wszyscy mają w dziobach ustniki i z konieczności nic nie mówią. Z powodu zasłonki nie wiem też, która to pani umilkła dopiero po interwencji. Może ta sama, która jednego razu szczyciła się głośno, że jajka na kolację bez sinych obwódek przy żółtkach to jej zasługa, ponieważ gdy kiedyś podano takie, poleciła kelnerce w jadalni przekazać kucharce, „żeby sobie te jajka sama zjadła”. I w ogóle „jedzenie jest tu beznadziejne” – podczas gdy nie jest. Cóż poradzić – i takich ludzi święta ziemia nosi.

W wypoczywalni przeczytałam już dwie książki, teraz czytam trzecią.
Kolejno to:
„Jak zawsze” Zygmunta Miłoszewskiego. Wizja roku 1963 w Warszawie, w sojuszu (ale bardziej poddańczym niż równopartnerskim) z Francją, po pogonieniu w 1947 dominacji sowieckiej – czyli coś a’la światy równoległe. Nie ma Pałacu Kultury, za to nad miastem góruje jakiś grzmot w barwach flagi francuskiej. To jeden ze znaków tego innego, równoległego. Wszystkie one pewnie stanowiłyby gratkę dla warszawiaków znających doskonale topografię stolicy. Ja się do nich nie zaliczam, za to byłam w restauracji „Złoty Lin” w Serocku (kto czytał książkę, ten wie, o co chodzi).
Bohaterowie powieści dostają szansę zrobienia tego, na co przed laty się nie zdecydowali, w ogóle poprowadzenia swojego życia inaczej.
Czy mając taką szansę, zdecydowałabym się na „jak nigdy”, czy jednak wolałabym „jak zawsze”?

„Nieznane więzi natury” Petera Wohllebena.
W Szwecji rośnie drzewo,które ma ponad 9 tysięcy lat. A ludziom jak ja mającym jasną skórę i niebieskie oczy „każdego ranka wymarły gatunek przesyła z lustra ostatnie pozdrowienia”.

Zanim jednak wymrę, powypoczywam jeszcze trochę w wypoczywalni.
W ogóle cały Świeradów się zrobił jedną wielką wypoczywalnią i spacerowalnią. Pogoda nam dopisuje, w ostatnich dniach wręcz letnia, więc na ławkach kilku panów rozebranych do gaci wystawia do słońca swoje brzuszyska. Niby ich brzuchy, ich sprawa, ale dlaczego na oczach ludzkich, na deptaku spacerowym pod Domem Zdrojowym, w jednym z najbardziej uczęszczanych miejsc?
Na szczęście fontanny już działają, akordeoniści wygrywają swoje melodie, pod parasolem w kawiarni na świeżym powietrzu można znaleźć miły cień i schłodzić się zimnym piwem.
Więc niech sobie tacy nieestetyczni brzuchaci panowie zażywają relaksu na swój sposób, skoro tak lubią. Trzeba być dobrym dla ludzkości. Tak jak w opowiadaniach ze zbioru „Moja kochana dumna prowincja” Kornela Filipowicza. To ta trzecia książka; jeszcze jej nie skończyłam, ale zrobię to niebawem – przede mną ostatnie dni wypoczynku w wypoczywalni.

Niby czas kuracji przeleciał galopem, jednak trzy tygodnie to trochę przydługo. Już tęsknimy za domem…

Reklamy

2 komentarze do “WYPOCZYWALNIA

  1. Hanno wypoczęta,

    pozwól, że nie odmówię sobie na początek pewnej uwagi, skoro tu wreszcie zawędrowałam (WRESZCIE!): na poprzednim Twoim turnusie sanatoryjnym zupełnie inne tematy poruszałaś… Nie ma to jak wywczasy pod czujnym okiem męża, liczne lektury, fascynujące wycieczki, subordynowane zachowanie… Och, och 😀

    Domy przysłupowe, ładnie sfotografowane, wzbudziły wielką moją ciekawość, bo znam je, aczkolwiek nie stojące w większych skupiskach, lecz jako samotne domostwa z okolic Jeziora Bodeńskiego. Piękne i najczęściej pięknie odrestaurowane. Doskonale się czytało.

    A ciszy w wypoczywalni to ja Ci zazdroszczę nie wiesz nawet jak bardzo. Mnie przywitała po powrocie z Polski londyńska orgia hałasów! Od wysiadki z autobusu na Stratford – chaos, rozbieganie ludzkich mrówek, milion tablic do odczytania, peronów i pociągów do ogarnięcia, wszystko w plątaninie pisków, krzyków, ogłoszeń, huku, ryku i zgiełku. Nawet na zwykłej, mniej uczęszczanej ulicy w Kidbrooke co chwila pęd samochodu. A w domu? Przez sześć dni w tygodniu budowa kilku wieżowców za oknami, wycie pił, popiskujące ostrzegawczo maszyny budowlane, młoty, może nawet i sierpy, licho wie. Jutro rzekoma „cicha niedziela”, ale ja się nie łudzę – będą sygnały karetek, warkot silników autobusowych i zwyczajnych, osobowych. Co noc monotonny szum klimatyzacji sięgający aż czwartego piętra, dobywający się z bebechów naszego atrialnego kompleksu mieszkaniowego. Na moim łóżku – smartfon z włączonym białym hałasem, najcześciej strumyczkiem górskim. W głowie – wieczna kakofonia.

    A Wy z ciszy w ciszę. Żyć, nie umierać. ❤

    • Z ciszy w ciszę… Tak, i już nie zamieniłabym jej na żadne hałasy świata. Nie masz pojęcia, jak bardzo już za tą naszą nadariańską tęsknimy! Jest plan, że natychmiast po powrocie robimy ognisko i grilla! 😀

      Tym bardziej się ciesz, że masz już takie miejsce (nawet jeśli z zaskrońcami podejrzewanymi o to, że są żmijami 😉 ), do którego możesz uciekać, a może nawet w nim osiąść. Piszę „może”, bo czy Ty, wrośnięta już w wielkomiejskie hałasy, w dodatku nomadka, będziesz umiała tam zacumować na dłużej, czy Cię/Was znowu nie porwie wielki świat?
      A póki co – cisza nadariańska już nie może się doczekać Twojego przyjazdu. 🙂

      Domy przysłupowe w dużej ilości nad rzeczką o brzegach porośniętych żonkilami i niedźwiedzim czosnkiem – długo będę hołubić to wspomnienie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s