TĘSKNOTA

Ta pani pośrodku, w ciemnym futrze i futrzanym berecie, to moja mama Pelunia. Jak widać, turnus sanatoryjny, na którym przebywała, odbywał się zimą. Tłem jest zaś to samo, co towarzyszy nam od bez mała trzech tygodni – „spacerniak” Domu Zdrojowego w Świeradowie! Który to może być rok? Pewnie lata sześćdziesiąte. W każdym razie mama była wtedy dużo młodsza niż ja teraz. Nawet nie pamiętałam, że jednym z miejsc jej sanatoryjnych pobytów był Świeradów-Zdrój, dopiero niedawno odkryłam to na dawno już zeskanowanym zdjęciu.
A obok – ciągłość pokoleń, czyli ja w tym samym miejscu.

Tęsknię za mamą…

Coraz bardziej tęsknię też za domem. Oboje z Jankiem odliczamy dni, godziny, ostatnie zabiegi. Już nie możemy się doczekać widoków nad- i zaariańskich, zieloności i kwiatów wokół tarasu, lubniewickich jezior.
I jajecznicy ze szczypiorkiem! 😀

Reklamy

2 komentarze do “TĘSKNOTA

  1. Piękne.

    Nie pogniewasz się zapewne, jeśli kiedyś podchwycę Twój pomysł i odwiedzę bliskie mamy sercu miejsca, które i ja lubię. I zrobię kilka fotografii „wtedy i teraz”. Ale to nieprędko.

    Dziś pędzę przez Bydgoszcz, kiedy tam jestem. Też tęsknię za Krysiunią, jak Ty za Pelunią. Zamieszkałam dokładnie tydzień temu w jej pokoju, na 24 godziny. Nawet nie usiadłam w jej ukochanym fotelu! Rozłożyłam rzeczy na jej biureczku… Spałam na jej tapczanie. Odsłaniałam i zasłaniałam jej zasłonki. Ale w fotelu nie usiadłam, bo to już luksus bezczasu.

    Pędziłam do wnuków, moich ciotecznych, jej pra. I tam zamieniałam się w nią, na ile tylko umiem. Tuliłam je jej dłońmi, które przecież pamiętam – urodziła mnie mając 43 lata, a ja mam teraz prawie 50 i pamiętam bardzo dobrze, jak kładła je obok moich zeszytów, opierając się o moje biurko i sprawdzając zza ramienia, czy ładnie wszystko napisałam. Jej były troszkę większe, troszkę bardziej pomarszczone. Pewnie – mam lepsze kosmetyki, jedno dziecko mniej.

    Mówiła do mnie tym samym głosem, którym ja przemawiam do wnuków, cierpliwym i kojącym. Nawet kiedy „krzyczała”, nie umiała podnieść głosu.

    Ja nie umiem być taka dla moich dzieci, ale już dla wnuków tak. Jestem dla nich babcią Krysią. Bawię się z nimi w gry słowne sprzed prawie pięćdziesięciu lat. Na spacerki chodzę wolno, dla nich zawsze mam czas. Czas w lesie płynie inaczej. Tulę „do uduszenia”, jak babunia. Jestem chyba innym człowiekiem, inną kobietą. Jestem moją mamą.

    Ok, gdy wędrowałam ze Stasiem po smerzyńskiej ścieżce tydzień temu, podniosłam z ziemi dwa kije, jeden wielki i gruby dla siebie, drugi gruby, ale krótszy. Rany, jak małemu zabłyszczało w oczach! Wróciliśmy do domu niczym dwa włóczykije, mama Marcela o mało nie padła ze śmiechu. Tego by już moja mama z dwuletnim wnusiem nie zrobiła, była na to za „poważna”. Inne pokolenie.

    I widzisz, znów Ci się tutaj rozpisałam. Poruszasz struny, grasz na mnie jak na harfie, Haniu, tymi swoimi pisarsko-peluniowymi paluszkami. ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s