JUŻ WIOSNA PODROSŁA I BZAMI TCHNIE

Jak w piosence z Kabaretu Starszych Panów…

Dom mojego dzieciństwa stał nad rzeką w otoczeniu bzów. Mam o nich tylko wspomnienie:
Gęste, liliowo kwitnące krzewy stanowiły żywopłot odgradzający od rzeki część naszego podwórza i kawałek ogrodu. Szczególnie te w ogrodzie tak obfitowały w kwiaty, że mogłam bezkarnie rwać wielkie ich naręcza – co robiłam zwykle z okazji majowych imienin babci Stanisławy (gdy akurat u nas gościła) oraz, jeśli wiosna zdarzała się późniejsza, dla Peluni, w Dniu Matki.
Najpiękniejszy bez (oczywiście nikt z nas nie używał poprawnej nazwy „lilak”) rósł przed domem od frontu, pod oknem sąsiadów. Kawałeczek dalej znajdował się jeszcze jeden bezek, dość mizerny, bo w cieniu. Za to ten główny krzak, drzewko prawie, prezentował się naprawdę okazale, przynajmniej ja go tak zapamiętałam. Miał bardzo duże, fioletowe kwiaty z lekko bordowym odcieniem. Pojedyncze. (…)
Tak czy siak – od czasów mojego dzieciństwa kocham bzy i to najbardziej właśnie te liliowe, z pojedynczymi kwiatami…

Już od dawna tam nie mieszka nikt z mojej rodziny, choć widuję ten dom w czasie pobytów w Gubinie. Zmieniła się jego elewacja, inaczej wygląda podwórze i bzów naokoło też już nie widać.
Na szczęście mam znowu, jak w piosence Starszych Panów, „domek cały w bzach”, chociaż w innym mieście i nad inną rzeczką. W tym roku krzewy – niektóre to już nieomal drzewa – obsypane są ogromną ilością kiści. A jaki zapach wokół!


Tylko czemu ta przyroda tak przyspieszyła? Cały świat taki rozpędzony, ona też? Kasztany kwitną, mimo że jeszcze nie rozpoczęły się matury, a bzy to już w ogóle szaleństwo. Dopiero koniec kwietnia przecież. Do imienin Stanisławy, czyli do 8 maja, może by jakoś dotrwały ich resztki, lecz dziś już nie mogłabym nimi obdarować mamy w Dniu Matki.

Zawsze mnie wzruszał ten fragment „Syzyfowych prac”:
Przede wsią w pustce, na wzgórzu stała drewniana kapliczka, spróchniała już zupełnie od przyciesi aż do żelaznego kogutka na szczycie dachu.
Dokoła tej staruszki rosły bujne bzy z ogromnemi kiściami pachnących kwiatów.
Marcinek szybko skoczył ku kapliczce, wspiął się na płot i ułamał ogromny pęk kwitnących gałęzi. Wózek oddalił się i zbliżał już do wioski. Chłopiec rzucił się pędem po równej już tam drodze, strząsając rosę z kwiatów i, zziajany, cały ten pęk rozkwitły rzucił matce na kolana.
Nie miała serca wymawiać mu, że obrabował biedną, starą kapliczkę.
Modre kwiateczki odrywały się, spadały wraz z kroplami rosy i lgnęły do jej palców, a duszny zapach tak dziwnie ją upajał.

Fotografując dzisiaj swoje bzy, myślałam oczywiście o Peluni…

Reklamy

2 komentarze do “JUŻ WIOSNA PODROSŁA I BZAMI TCHNIE

  1. Tymczasem w Londynie dziś z rana 6 stopni C, wichura i deszcz. Miecio przyszedł w czasie przerwy obiadowej, by zmienić na suche skarpetki i buty. Po czym zmókł ponownie, do ostatniej niteczki.

    W weekendowe spacery po okolicy i bardziej centralnie, w zimowych kurtkach, czapkach i rękawiczkach, mieliśmy liczne okazje oglądać rzesze tulipanów, niezapominajek, bzów i wisterii! Czyli wszystko z kopyta, jak już kwitnąć, to w kwietniu. Nie wiem, co będzie w maju…

    Od kilku dni prześladuje mnie zdanie, że przyszłość była wczoraj. Dobrze, że dziś chociaż te bzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s