ZAPOMNIAŁAM!!!

Ale czegoś tam szukałam na blogu i przypadkiem natrafiłam na wpis z 11 maja ubiegłego roku, obwieszczający czwartą rocznicę mojego blogowania.

Znaczy się – kilka dni temu minęła PIĄTA!!!

Składam sobie zatem najserdeczniejsze GRATULACJE! 😀

Reklamy

JĘZYK GIĘTKI

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa…
/Juliusz Słowacki/

Wierszyki kleciłam we wczesnej młodości, a w wieku mocno dojrzałym co najwyżej jakieś limeryki czy odwódki. Nie aspiruję do aniołów mowy.
Właściwie w prozie również. Nie wymyślę żadnych skarg nimfy à la Słowacki, nie mam poskoku do słopiewni Tuwima, kudy mi do językowych sztuczek w powieściach Masłowskiej. Nie czynię usiłowań, nie mam ambicji ani nawet nie próbuję ich mieć.

Mój język giętki, a właściwie mój język prędki, co najwyżej powie coś szybciej, niż pomyśli głowa.
Tak zdarzyło się nie dalej jak wczoraj i o tym donoszę w niecodzienniku: https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/uff/