LATO W MAJU

Przyroda znów dostała kręćka. Chyba to wszystko przez te atomy i nawozy sztuczne, jak śpiewał kiedyś Kazimierz Grześkowiak. Oraz przez internet i satelity. 😉 Akacje już kilka dni temu przekwitły, a teraz się za kwitnienie wzięły lipy. Pod koniec maja! Chyba trzeba by zmienić nazwę lipca, tylko na jaką?

Ja też zakręconam. Chyba to już kiedyś wiedziałam, ale zapomniałam, że Olga Tokarczuk, laureatka The Man Booker International Prize 2018 (BRAWO!), jest z pochodzenia Lubuszanką. Urodziła się w Sulechowie, dzieciństwo spędziła w Klenicy.
Pamiętam, że coś było o Klenicy w jednym z jej utworów – ale co i w którym? Zabijcie mnie, dziura w głowie. „Biegunów”, już wcześniej nagrodzonych Nagrodą Nike, też nie czytałam. Jeszcze nie? Zresztą co z tego, że ja coś przeczytam, skoro i tak zapomnę, i w ogóle taka jestem coraz bardziej niepozbierana?

Zaczęłam, jeszcze przed wyjazdem do sanatorium, tekst o Gałczyńskim, miałam skończyć po powrocie, ale wciąż odkładam. Że już o dopiskach do „Peluni” nie wspomnę.
Niedawno przeczytałam „Dygot” Jakuba Małeckiego – i też o nim nic nie napisałam, choć taki miałam zamiar.

Wciąż się rozmieniam na drobne (a czasem na grube). Spotkania towarzyskie i rodzinne, spotkanie przedspływowe, spływ kajakowy, rajd Zygzakiem z Korsakiem, wieczory tarasowe (to te „grube”, tzn. miłe i radosne), fejs, jakieś korekty (to te drobniejsze).
No i PODLEWANIE. O, tu już bardzo grubo jest, choć niekoniecznie radośnie.
Bo u nas susza najsuchsza w Polsce i znowu „Niemen nie puszcza”. Oczywiście my, właściciele ogrodów nadariańskich, walczymy ze skutkami suszy z pomocą naszej rzeczki. Lecz co będzie, gdy niedługo i ona nam wyschnie?
Wczoraj np. lałam na nasze okoliczności wodę z Arianki ciurkiem przez cztery godziny (nomen omen ciurkiem, bo mi pompa naprzemiennie raz wali fest, a raz ciurka).
Ach, gdybym tak umiała lać wodę fabularnie!… I chociaż od czasu do czasu coś walnęła. A ja już nawet nie ciurkam.

Słyszałam ongi przez płot, jak sąsiad z departamentu przyrody informował rodzinę, że tegoroczne lato ma się odbyć w maju i w czerwcu, potem szlus. Co do maja, właśnie prognoza się sprawdza, jak będzie w czerwcu, zobaczymy.

Ale co z sierpniem, gdy mamy jechać na spływ litewski? Czy to już będzie pełna jesień?

Tak czy siak, krzesło spływowe (sfotografowane przed paroma dniami nad jeziorkiem Karpnik) już czeka w pełnej gotowości. 😉

Reklamy

4 komentarze do “LATO W MAJU

  1. Pani Haniu,
    mózg się broni poprzez zapominanie. Tak ma być. To tylko fizjologia, więc się tak bardzo nie sumituj.
    U nasz też sucho, a wczoraj wieczorem zepsuł nam się hydrofor studzienny. Pan Mietek, który jest w stanie naprawić cały świat (a w szczególności mój prywatny świat) już poinformował mnie przez telefon, iż w ramach procesu myślowego doszedł do wniosku, że to albo zawór, albo zapadka (cokolwiek to znaczy), więc wystarczy, że po pracy wyskoczy na chwilę do Kastoramy; nawiasem mówiąc, swojego ulubionego marketu, zakupi co należy i będę mogła znów lać wodę bez ograniczeń.
    Czego i Tobie życzę, na wszystkich polach…

    • Pani Elu,
      wychodzi na to, że nadal będę lać wodę na polu przydomowym, a już myślałam rzucać to w cholerę i lecieć nad morze! (właśnie o tym napisałam). Ale mam nadzieję, że co się odwlecze…

      „Pan Mietek jest wielkim naprawnikiem”, powiedział Janek, gdy mu przed chwilą przeczytałam Twój komentarz. 🙂

    • Znaczy się lipiec?

      Ale od ‚aster’ czy od ‚astro’?
      Odnośnie do tej pierwszej wersji, kwiatkowej – mam na tarasie astry w doniczce, dostałam od Juergenów. Majowe! A przecież dawniej kojarzone tylko z listopadem. Wszystko się kićka…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s