MARMOR, STEIN UND EISEN BRICHT

– Przyjechaliście tu do pracy, a nie radia słuchać. – Jakieś trzy dni przed końcem festynu Bruno wyszedł ze swojej piwnej dziupli i wyłączył nam odbiornik. Jędruś zaczął mu coś tłumaczyć, lecz ten tylko wzruszył ramionami.
– Do pracy – powtórzył. Wincklerowa, akurat obsługująca klientów przy stolikach, nawet nie zwróciła uwagi, że radio zamilkło.
Ale nawet kiedy grało, rzadko udawało nam się wyłowić jakieś informacje, bo Gisela zwykle wzdychała, że wciąż tylko ta polityka, i przełączała odbiornik na stację nadającą stare niemieckie przeboje. Często tam śpiewał niejaki Drafi Deutscher, jej ulubieniec. „Marmor, Stein Und Eisen bricht, aber unsere Liebe nicht”, nuciła wraz z nim.
Marmur, kamień i żelazo mogły się skruszyć i rozwalić, ale kto przypuszczałby, że runie także mur berliński? Tymczasem tak się chwiał, że jego trzask docierał aż na Hamburger Dom.

To fragment mojego opowiadania z tomu „Nikomu się nie śniło”. Wklejam go ze względu na tę piosenkę o marmurze, kamieniu i żelazie. Znałam ją w dzieciństwie, choć dokładnie już nie pamiętam, skąd. Pewnie nasze radio i telewizja nadawały obficie, mimo że piosenkarz był z NRF, jak się wtedy mówiło, i bynajmniej socjalistyczna Polska nie miała z tym krajem bratnich stosunków.
Więc gdy usłyszałam ten utwór po latach w Hamburgu (bo Ildek z opowiadania to trochę ja), przypomniałam sobie to „dam, dam” i nawet kawałek refrenu – i podśpiewywałam wraz z szefową.

I cóż ja słyszę dziś w Trójce w audycji Wojciecha Manna? Jest tam taki stały kącik „Ze szpulowca bigbitowca”, gość audycji Michał Owczarek przynosi nagrania dawnych polskich zespołów bigbitowych, w większości amatorskich i od dawna już nieistniejących, lecz redaktor się dokopuje do archiwów stacji radiowych w całym kraju i potem na antenie Trójki prezentuje te wykopaliska.
Otóż dziś się dowiedziałam, że istniała polska wersja piosenki Drafiego Deutschera! Wykonywał ją zespół Gałgany z Lubaczowa (w składzie zespołu prócz instruktora muzycznego z domu kultury – ślusarz, uczeń technikum, telefonistka…). W tamtych starożytnych czasach nie miałam pojęcia o jej istnieniu!

Polski tytuł piosenki: „Miłość nigdy nie złamie się” (tekst też nawiązuje do oryginału).
Redaktorzy sobie żartowali na antenie, że piosenka wzruszy zapewne tysiące słuchaczy – ale ja się naprawdę wzruszyłam. Tak kiedyś było: kto żyw w tych domach kultury zakładał zespoły „mocnego uderzenia”, ba, nawet po garażach i piwnicach grali…
Wersji zespołu Gałgany nie udało mi się znaleźć w sieci, więc zamieszczam inny filmik z ich piosenką. Ludowizna (na ludowiznę też wtedy była moda, wystarczy wspomnieć grupę „No To Co”).

Przy okazji dowiedziałam się dzisiaj, że grupa Metallica podczas swego europejskiego World Wired Tour’ 2018, w różnych krajach wykonująca popularne piosenki z tych krajów (w Polsce Dżemu, w Czechach „Jožina z bažin” itp.) – na koncertach w Niemczech wykonywała właśnie „Marmor, Stein”.
Więc też zamieszczam:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s