MOJA PRZESTRZEŃ

1. Wkrótce debiutuję w piśmie Moja Przestrzeń Kultury, w którym jestem korektorką (stopka głosi nawet: Korekta i redakcja) i do którego napisałam parę tekstów (oraz z tytułu którego zgapiłam pomysł na tytuł tego wpisu, mam nadzieję, że mi to Naczelny wybaczy).
Jako korektorka, w ostatnim czasie niemal codziennie poprawiam w tekstach te różne przecinki (i nie tylko) lub choćby „rzucam okiem”. Które to rzucanie też bynajmniej nie jest ledwo strzepnięciem palcami.
W 2 numerze Mojej Przestrzeni Kultury (we wrześniu br.) ma się ukazać mój tekst „Melancholia Wokulskiego” (fragmenty tego, który onegdaj zamieściłam w niecodzienniku) oraz dwa drobiazgi o Warszawie.

2. Na przydomowej przestrzeni nadariańskiej gościliśmy w piątek Zofię i Tadeusza (o którym ona mówi „pan Tadeusz”) – więc jasne, że na pierwsze danie zaserwowałam, jak w epopei Adama Mickiewicza, „chołodziec litewski” i śmy go „żwawo jedli”, choć nie „milczkiem”, tylko tocząc miłe rozmowy.
Po obiedzie poszerzyliśmy przestrzeń, udając się do lubniewickiej biblioteki, gdzie odbyło się „Spotkanie z pisarką”, czyli właśnie z Zofią – autorką „Cierpkich gron”. Pisałam o tej powieści z entuzjazmem w niecodzienniku („Gdy winnica umarła”), zamieściłam tam też komentarze autorki.
Podobnie entuzjastycznie powieść została przyjęta przez innych lubniewickich czytelników obecnych na spotkaniu (kilka osób już powieść przeczytało, co bardzo Zofię ucieszyło).
Ja, wcześniej poproszona o to przez szefową biblioteki, byłam osobą od zadawania pytań. Nie przygotowywałam ich, by nie trzymać się zbyt sztywno schematu, postanowiłam, że będę podążać tropem wypowiedzi pisarki i w ten sposób potoczy się rozmowa. Miałam sporą tremę, wszak nigdy dotąd nie prowadziłam spotkania z pisarką. Jednak wszystko poszło dobrze.
Przyjemność sprawiły mi też relacje naszego gościa na FB, nawet dwie, bo jedna bardziej prywatna, zamieściłam je na swojej fejsbukowej stronie.
Zosia napisała już drugą część „Wendyjskiej winnicy”, na rynku ukaże się ona prawdopodobnie jesienią. Ja już znam tytuł i tekst, bo mi Zosia podesłała, ale na razie ani pisnę! No, chyba że o tym, iż akcja będzie się toczyła w latach 1945-1948 w Zielonej Górze, bo to zdradziła na spotkaniu sama autorka.

3. W sobotę zaś nasza przestrzeń nadariańska, grillowa i ogniskowa, gościła kilkoro członków rodziny (dokładnie 4 osoby + pies), którzy przyjechali nas odwiedzić z niezbyt odległego Łagowa, gdzie spędzali weekend. Czyli z jednej perły Ziemi Lubuskiej przybyli do drugiej, wszak Łagów i Lubniewice konkurują z sobą pod względem tej „perłowości”.
Tylko w ten upał, gdy przyjemnie i bez zakłóceń mógł nas chłodzić cień pod wierzbami nad rzeczką, z ogniskiem chyba jednak Janek przesadził!

4. W niedzielę poszerzyłam moją przestrzeń kultury o lubniewicki DK „Pod Morwą”, gdzie rodzice przedszkolaków wystąpili w dorocznym spektaklu, już bodaj piątym z rzędu. Wszystkie dotychczasowe – pierwsza klasa, to najnowsze – „O królu Ciapciaku” – również. Jak zawsze – z przekazem edukacyjnym dla najmłodszych i smaczkami dla dorosłych, brawo!
Ponadto moją niedzielną przestrzeń stanowił głównie taras – z gazetami, kawą i luzikiem. Jednak wieczorem przestrzeń z tarasowej zmieniałam na okołodomową (podlewanie i co 10 minut przesuwanie podlewaczki) oraz przytelewizorną (mecze mundialowe).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s